dodatkowa lekcja od mrówek

źrodło zdjęcia: https://alphacoders.com/

Niedawno moja przyjaciółka Agniesia opowiedziała mi taką sytuację.
Któregoś dnia zobaczyła, jak przez jej taraz maszerują mrówki. Szły w swoim szyku, jedna za drugą, każda znając swoje miejsce w grupie. Tak się złożyło, iż jedna z tych mrówek została zabita. I teraz co się stało?
Wśród mrówek zapanował chaos. Śmierć jednej z nich spowodowała totalne zamieszanie, a struktura całej tej maszerującej społeczności została zakłócona. Jedno ogniwko niejako się wypaliło, wypadło z gry i cały łańcuch uległ chwilowemu rozerwaniu. Mrówki przez pewną chwilę jakby straciły orientację, straciły wzór. Biegały zdezorientowane każda w inną stronę. Jednak już po krótkim czasie owa chaotyczna bieganina znowu zaczęła się układać. Mrówki zorganizowały się na nowo. Utworzyły nowy szyk. Na pozór całkiem podobny do pierwotnego, ale przecież był to już nieco inny wzór, nieco inna struktura.

W całej tej sytuacji, obrazie jaki pokazały mrówki, kryje się niezwykle istotna dla nas lekcja. To takie kolejne przesłanie, jakie za pośrednictwem mrówek w swej miłości przekazuje nam Wrzechświat.
Każdy z nas co pewien czas znajduje się w takim momencie życia, kiedy zachodzi jakaś istotna dla nas zmiana. Niektóre z tych zmian wydarzają się stopniowo i są mało zauważalne. Jednak są i takie, kiedy cała nasza poprzednia struktura, wzór według którego niejako maszerowaliśmy przez dany okres życia, ulega rozerwaniu. Zwykle dzieje się to wtedy, kiedy w naszych energiach następuje jakieś oczyszczenie.
Może akurat rozstaliśmy się z przyjacielem, kimś kto w taki czy inny sposób wpływał na nasze życie.
Może zostaliśmy zwolnieni z pracy lub np musieliśmy zmienić miejsce zamieszkania.
Może nadzszedł czas, że któreś z naszych dzieci wyfrunęło z rodzinnego gniazdka.
Może sami poczuliśmy, iż chcemy zakończyć pewne relacje.
A może nawet nic takiego się nie stało. Zewnętrznie wszystko jest dalej po staremu, ale w naszym wnętrzu zaszły jakieś istotne zmiany.

Jakkolwiek nasze energie ulegają oczyszczeniu, stara struktura ulega rozpadowi. To co znaliśmy, do czego byliśmy przyzwyczajeni, z czym oswojeni lub nawet do czego przywiązani nagle znika, odchodzi. Możemy wtedy poczuć się totalnie zdezorientowani i zagubieni. Może nam sie wydawać, iż tracimy grunt pod nogami albo że nie damy rady żyć. Jednak ten przerażający chaos jest jedynie chwilowy.
Mrówki chcą nam dodać otuchy i odwagi.
„Hej, nie martw się tak bardzo” – wołają do nas. – „Ten cały bajzel to jedynie przejściowa zawierucha. Wnet wszystko na nowo się ułoży. Nie bój się zatem. Twoja Dusza szykuje dla ciebie nowy wspaniały wzór. Ty szykujesz wzór. Jeszcze tylko trochę. Będzie dobrze. Dasz radę!”

Niech to wołanie małych wspanialych mrówek zapadnie w naszych sercach. Niech przywoła naszą moc. I kiedy następnym razem znajdziemy się w momencie zmian, kiedy w naszym życiu pojawi się mały lub większy chaos, może właśnie przypomni nam się owa cudowna lekcja. I doda nam otuchy i odwagi, wiary w nas samych i zaufania do Wrzechświata.

dodatkowa lekcja od wiewiórki

źrodło zdjęcia: www.tapeciarnia.pl

Tak się złożyło, iż wobec pojawiających się w moim życiu doświadczeń Zwierzątka Mocy znowu przyszły do mnie ze swoim wsparciem i przesłaniem. Tym razem przybyła do mnie wiewiórka. Tak się uśmiecham kiedy piszę te słowa, bowiem najbardziej niesamowite jest to, iż pojawiła się ona jeszcze „przed” doświadczeniem, a jednocześnie jakby już w jego trakcie.

Kiedy pisałam jakiś czas temu wpis o wiewiórce (klik), to pomimo mądrości tego wspanialego przekazu nie byłam widocznie jeszcze sama gotowa do tego, by pojąć sercem dodatkowe lekcje. Wiewiórka przyszła z nimi do mnie właśnie teraz.

Nie każdy z was może wie, albo jeśli wiecie, to nie zawsze pamiętacie, iż wiosną, kiedy w wiewiórkowych spiżarniach opróżnionych w czasie długiej zimy brakuje już zapasów (szyszkowych nasionek, orzeszków bukowych, żołędzi i orzechów) wiewiórka, by zapewnić sobie pokarm, a co za tym idzie pokarm dla swoich nowo narodzonych dzieci, które potrzebują jej mleka, plądruje ptasie gniazda. Tak, wiewiórki wiosną zamieniają się w drapieżców wyjadając z gniazd nie tylko jajka ale i pisklaki. Czy jednak robią to z uprzedzeniami w sercu wobec ptaków czy raczej z miłości do własnych dzieci, chcąc zapewnić im przetrwanie? W świecie zwierząt nie ma ofiar i katów, jest jedność i przepływ energii miłości.  Jedno odchodzi, by mogło żyć drugie.

Wiewiórka, która pojawiła się teraz w moim życiu przyszła do mnie przypominając mi właśnie o tych zjadanych przez nią ptaszkach oraz o energii ognia, ktory reprezentuje. I w ten sposób przekazała mi kolejne jej przesłanie:

Na naszych życiowych ścieżkach spotykamy różnych ludzi, którzy nam towarzyszą przez jakiś czas naszej podróży. Jednak prędzej czy później wszystko co się zaczęło, kiedyś się i skończy. Ludzie odchodzą. Czasem przechodząc na drugą stronę, a czasem po prostu dlatego, że ich ścieżka i nasza już nie biegną w tym samym kierunku. Tak samo i dla nas niekiedy przychodzi czas, by odejść z jakieś relacji. Pojawiają się różne sygnały, ale nie zawsze chcemy je zauważać. Być może z przyzwyczajenia do danej osoby, z sentymentów lub dlatego, że jeszcze nie dostrzegamy w pełni faktu, iż tak naprawdę nasze ścieżki się już od siebie oddalają, zmierzając każda w innym kierunku. Może się wtedy zdarzyć, iż zranimy naszego dotychczasowego towarzysza podróży albo on zrani nas. Nie dlatego, że chcemy się ranić, ale dlatego, że pewne rzeczy oglądamy już każdy z zupełnie innej perspektywy. Jeżeli z naszej strony, zauważając owy konflikt, owe zranienie, zrobiliśmy wszystko, by bez wyrzekania się samych siebie, ale ze szczerością i zgodnie z prawdą naszego serca, przywrócić równowagę, a mimo to druga strona wciąż pielęgnuje w sobie zranienie czy zamknięcie,  to może po prostu jest to właśnie czas rozstania. Wsłuchajmy się w nasz wewnętrzny głos, głos naszego serca, naszej intuicji i rozpoznajmy, kiedy jest czas działania, a kiedy czas odpuszczenia. Nie marnujmy ze źle pojętych sentymentów energii na coś, co już nam nie służy, a wręcz może nam zaszkodzić. Podziękujmy naszemu dotychczasowemu towarzyszowi podróży w sercu za wspólną drogę, za dary, które od niego/niej otrzymaliśmy i z miłością zadbajmy o nasze „wiewiórkowe nowe dzieci”. Naszą dalszą ścieżkę, nasze marzenia, nasze wewnętrzne „ja”, nasze tu i teraz. Bez popadania w jakieś poczucie winy (wina nigdy nie jest dobrą nauczycielką), bez zamartwiania się, oglądania się wstecz i roztrząsania przeszłości,  a za to z zaufaniem, że wszystko biegnie we właściwym kierunku i we właściwym czasie.