Mały rządzi

Joey już całkowicie wydobrzał. I chociaż jest mniejszy i z krzywym skrzydełkiem, to jednak on tutaj rządzi.
Umyłam dziś chłopakom moim kochanym skrzydlatym klatkę. Dostali też nową całkiem sporą porcję zieleniny: koperek i liście selera.
Potem podpatrywałam co porabiali.

Niestety zdjęcia musiałam robić na największym zoomie, bo inaczej ptaszyska wiadomo głupich udają i czyszczą pióra.

I robiąc te fotki (oj, ciężko było uchwycić momenty, kiedy Mały się nie wiercił) odkryłam, że to on, a nie Atilla, wydaje od kilku dni takie dziwne odgłosy. Dosłownie jak indyk. Skąd on sie tego nauczył to nie mam pojęcia. Ale jest tak:
Mały sobie coś upatrzy, np wlezie do miski. Atilla zaciekawiony idzie popatrzeć, usiądzie tuż obok. Co robi Joey? Gulgocze na niego i Atilla ucieka. Biedaczek idzie w drugi kąt i np zaczyna wcinać kolbę. Co robi Joey? Podlatuje do kolby, gulgocze na Atillę i ten ucieka. I tak w kółko. Ciągle słychać gulgotanie jakbym w domu indyka hodowała, a nie małą papużkę.

Gdy Atillka potem smutny usiądzie sobie spokojnie na drążku, to małemu się nudzi. Ładuje się więc na huśtawce poniżej Atillki i ciągnie swego starszego kolegę za ogon, wyćwierkując przy tym całkiem inne ćwierki: słodkie, cichutkie, zachęcające do zabawy.
No i Atilla daje się udobruchać.

Aż do następnego gulgotania.

Powiesiłam im dzisiaj ten ulubiony przez Atillę koperek. I co?
Ano dorwał się najpierw do zielska Joey.

Przerwa na gulgotanie w stronę Atilli.

Co to wystaje tu takiego zielonego?

Ty, tam z tym aparatem, na ciebie też gulgulgul

Fajnie tak poskubać…

Nie dam. To moje.

Oooo, z tej strony smakuje jakby inaczej.

No co? Mówiłem to moje. Gulgulgul. Moje. Moje!

No dobra, nie będę taki żyła. W końcu jesteś moim najlepszym kolegą. Chodż stary, przecież wiem, że uwielbiasz to zioło. Dawaj, razem damy czadu.

pokochali się

Jak do tej pory Atilla zawsze reagował na odgłosy wszelkich ptaków na dworze czy w telewizji, tak dzisiaj cała jego uwaga skupiła się na małym. Były zaloty, były lekkie zaczepki i sprzeczki. Jak Joey siada wyżej od Atilli, ten ciągnie go za ogon. Ale ogólnie chyba się polubili. Gdy Joey, nie umiejący jeszcze całkiem dobrze fruwać spadł na dno klatki, Atilla zaraz do niego schodził i zachęcał do wdrapania się na powrót do góry. Mały podobno nie potrafił jeszcze jeść z pojemniczków. Dziś obserwując Atillę próbował wszystkiego co on. I rzeczywiście jeszcze niezbyt radzi sobie z wyjadaniem ziarenek z pojemniczka, ale kolby prosa mogliśmy już normalnie zawiesić i wcinał tak jak Atilla.
Atilla fruwał, Joey próbował frunąć za nim.
Mały jeszcze dużo śpi.
Gdy zasypiał Atillka cichutko ćwirkał mu kołysanki. Potem, mimo że sam nie spał siedział tuż obok. Wyraźnie widać, że się małym opiekuje.

Ilekroć braliśmy małego do ręki, Atilla spoglądał i uważnie obserwował. I tak sobie myślę, że wnet zaczai, iż nic mu nie grozi. I może kiedyś za Joeyim będzie chciał sam przylatywać nam na rękę.

jest

Mały dotarł do nas przed 20 minutami, przywieziony specjalnym transportem zajmującym się przewozem ptaków.
Wyjęłam z zółto-zielonego pudełka, małego zółto-zielonego ufnego ptaka.
Poznajcie go.
Oto Joey

Mały jest taki ufny i kochany, że nie mogę się nadziwić.
Czas było przedstawić go Atilli.

Atilla zaniemówił. Całkiem ucichł i nie wie co się dzieje. Wsadziłam małego do klatki, od razu sam się wspiał do góry i wdrapał obok Atilli.
Zobaczcie tutaj, ile jest mniejszy od Atilli.

Mały chciał się od razu tulić. A Atilla zdziwiony zwyczajnie speniał i uciekał.
Po dłuższej chwili ośmielił się też wdrapać na żerdkę i teraz siedzą tak oboje, calkiem w milczeniu i sie obserwują.

Mały co jakiś czas robi podchody w strone dużego.
I cisza. Na razie ani jednego ćwirknięcia nie było.

Joey

… przybędzie do nas jutro. Rozmawiałam dziś z hodowcami i jak mi opowiedzieli co i jak, to prawie się rozczuliłam.
Joey jeszcze jest tak mały, że potrafi jeść tylko z podłogi, nie umie jeszcze jeść z pojemniczków zawieszonych w klatce. Śpi też jeszcze na podłodze (czytaj na dnie klatki), a nie na żerdkach. Ale rozczuliło mnie to, że przed wieczornym zaśnięciem potrzebuje hajania po główce. Był wychowany od jajka przez człowieka i to w ludzkiej dłoni czuje się jeszcze najbezpieczniej. Wygląda na to, że od jutra zostanę ptasią mamą.

kto tu kogo budzi

Do 11-tej byczyliśmy się w łóżku. Artilla obok spał w swojej klatce na żerdce.
Kapsel otwarł oko, spojrzał na naszego zielonego skrzydlaka i woła:
K. – Ptak, budź się. Już jedenasta jest.

I ptak się obudził. Przeciągnął najpierw jedną małą nóżkę, potem drugą. Jedno skrzydełko, potem drugie. I zaczął śpiewać.

Do czego to doszło, żeby człowiek budził ptaka.

Atillkowe kołysanki

Już dawno zaobserwowałam (uszami), że nasz Atillka przed zaśnieciem sam sobie śpiewa kołysanki. Miałam w życiu już wiele papużek falistych, ale nie przypominam sobie, by którakolwiek tak robiła.

To jest całkiem inny śpiew. Taki cichutki, prawie kwilący, Atillka przymyka oczka i sam sobie tak co wieczór śpiewa. Jakby sam się otulał czułością wyrażoną poprzez ten delikatny cichutki śpiew.

Przed popołudniowymi drzemkami robi dokładnie to samo. Ale najbardziej zadziwiające jest to, iż dokładnie w ten sam sposób śpiewa kiedy widzi, że my zamierzamy uciąć sobie drzemkę.
Wtedy kołysanki śpiewa dla nas.
To jest niesamowite.

Tak się wyraża ptasia Miłość, Atillkowa Miłość.

A na fotkach Atillkowe akrobacje na dzwonku:

Atilla niesamowitym papugiem jest

Zmorzył mnie sen. I Kapsla mojego też. Że Kapsla, to nie dziwne, bo on dziennie urządza sobie drzemki. Mi jednak spanie za dnia zdarza się jedynie jak jestem chora. A dziś nie jestem chora.

Ale zadziwiło mnie jedno. Jak tylko oboje położyliśmy się do łóżka, Atilla całkowicie umilkł. Słyszałam, iż coś tam robił w klatce, ale ani nie śpiewał, ani nie bawił się dzwonkiem.
Jak na papugę to niesamowite. Bo słoneczko świeci pełną parą, ptaszki za oknem ćwierkają, a nasz Atillka po prostu dał nam spać.

Miałam już wiele papug w swoim życiu i żadna tak nie robiła. Wręcz przeciwnie. Jak tylko zauważały, iż my śpimy a one czuły się wyspane, to robiły wszystko by nas obudzić. Ćwirek urządzał wtedy loty tuż nad naszymi głowami, Roki właził na nas i dziobał albo wrzeszczał na ile mu to małe gardziołko pozwalało. A Filip (Rozelia) od Marcina i Mamy, obrzucał ich ziemią i nawet skarpetkami.

A Atillka wyjątkowo jak tylko widzi, iż śpimy, to dba o to, by nas nie obudzić. Normalnie wyjątkowy ptak.

to była dziwna noc

Bo nie dość, że przez wiele godzin usnąć, to kiedy wreszcie mi się to udało, miałam naprawdę walnięty i niefajny sen. Sen, o którym nawet nie chce mi się tu pisać.

Ale wiecie co spowodowało, iż się obudziłam? Atilla.
Nagle zaczął fruwać po mieszkaniu. W ciemnościach. To nienormalne, by taki ptak latał w środku nocy. Nawet na naszego Atillę, który zwykle urządza sobie loty późnym wieczorem.

Obudził mnie właśnie trzepot skrzydeł. Słyszałam jak uderza tymi skrzydełkami o ściany mieszkania. Zapaliliśmy światło, by mógł trafić do klatki. Była dokładnie 2:58. Atilla był totalnie wystraszony. Nadal fruwał po całym pokoju, choć przynajmniej już nie obijał się o ściany.
Wiecie jak trudno jest uspokoić przerażonego ptaka? Krążył nad klatką, ale jakby bał się wrócić do niej. I dopiero kiedy był już całkowicie wyczerpany lataniem, usiadł na swój patyk. Coś w nocy musiało go wystraszyć. Może też miał jakiś zły sen.

Idę mu teraz umyć klatkę.

podchody

Nasz wszystko-w-jednym-pokój otrzymał nowy kolor. Delikatną zieleń, która bardzo przypadła do gustu również Atillce. Od tych dwu dni Atillka bowiem znacznie się ożywił. Częściej śpiewa i cześciej fruwa po pokoju penetrując wszelkie zakątki. Wreszcie się robi z niego ciekawski papug.
No i robi dziennie podchody do nas. Nadal boi się usiąść na rękę, czy w ogóle tuż przy nas, ale dzielnie robi coraz śmielsze podchody. Na razie owe podchody ograniczają się do coraz niższych lotów nad naszymi głowami. Lata tak blisko, że jego skrzydełka muskają czasem mojej twarzy czy ramienia. Poczekam cierpliwie, aż wreszcie będzie miał odwagę usiąść na mnie. Najgorszy jak wiadomo jest ten pierwszy raz.

A póki co Atilla siada na głowach aniołów.

mój zielony piękniś

Atilla kiedy dziś myłam mu klatkę wyjątkowo nie uciekł. I nawet pozwolił sobie zrobić kilka zdjęć.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

Obserwował uważnie każdy mój ruch.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

 

I tak charakterystycznie przekręcał łebkiem słuchąc jak do niego mówiłam.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

I chociaż z ptakiem nie można się tak poprzytulać jak z psem czy kotem i nie da się go zabrać ze sobą na całą noc do do łóżka, ani pójść na spacer, ale i tak go kocham tego mojego zielonka. I chociaż wciąż jest nieśmiały, wciąż nie siada na rękę, to nie zamieniłabym go na żadnego w świecie kota czy innego sierściucha.
Wiem, że jeszcze się oswoi. Przyjdzie taki czas, że i Atillka przyleci do mnie na palec.
Mały zielony strachliwiec na razie z niego, ale jaki piękny i jaki kochany.

Atilla już dostał swoje koraliki

Za kilka dni będzie trzy miesiące jak jest z nam.
Kiedy go przynieśliśmy do naszego domu, był jeszcze takim młodzikiem z różową nosówką i nóżkami. I jako że mu nie zaglądaliśmy pod ogon i między pora, to ciężko było rozpoznać jakiej jest właściwie płci.

 

A dzisiaj Atillka to już całkiem niczego sobie chłopak. Nosówka robi mu się już wyraźnie niebieska. A na szyi ma pojawiły się tak charakterystyczne dla papużek falistych koraliki.

I chociaż nie każdego ptaka da się oswoić tak jak psa czy kota, ale Atillka już wie, że jest nasz. I tak radośnie i głośno wita nas kiedy wracamy do domu. Najbardziej chyba Kapsla kiedy ten wraca z pracy. Atilla zawsze wtedy wyraźnie się ożywia i zaczyna machać skrzydłami, skakać na swoim patyku i opowiadać coś po papuziemu.
Nadal nie przychodzi na palec i nadal jest dość płochliwy. Nadal większość czasu spędza w swojej klatce, mimo że mógłby fruwać do woli i buszować po mieszkaniu, gdzie by chciał. Nadal zachowuje się czasem jak nietoperz i nadal pozwala nam się rano wysypiać do woli. Ale wyraźnie już cieszy się na nasz widok.

wypadki chodzą po … papugach

Siedzę sobie przy kompie i nagle słyszę, że Atilla drze się jak wściekły. Zwykle dostaje szajby dopiero pod wieczór i lata jak szalony po pokoju. Myślę sobie, co mu się tak nagle odmieniło i czemu się tak wrzeszczy. Okazało się, że biedaczek wzywał pomocy, bo znowu wpadł za łóżko i się nie mógł sam wydostać.
Teraz uratowany siedzi na klatce i dochodzi do siebie.

 

co nowego u naszego papuga

Jak mu czyściliśmy klatkę, to bacznie obserwował czy robimy wszystko tak jak trzeba.

Potem się obraził o coś i stwierdził, że może mi pokazać jedynie swoje tyły. Co chciałam mu zrobić fotkę, to odwracał głowę.

Za to jak poleciał do czyściutkiej klatki, to pozwolił się obfotografować.

A potem dla odmiany spodobała mu się „szpica” na choince. Ot, taki nasz czubek na czubku.

 

nasz papug

Atilla nadal niewiele fruwa po mieszkaniu. Ale przypuszczam, iż to fakt że ciągle jest ciemno powoduje, iż dużo śpi w ciągu dnia.
Zdecydowanie się ożywa kiedy w telewizji leci jakiś mecz. Tak kibicuje spoglądając z góry

Kiedy my natomiast przy stole gramy w nasze niedzielne planszówki, Atilla siedzi nad naszymi głowami, tuż pod samym sufitem, na gałęzi i cichutko obserwuje.

papuzie ranne zwyczaje

Muszę przyznać, że nasz Atilla jak na papugę pod jednym względem jest wyjątkowy. Wszystkie papugi, które miałam do tej pory, jak tylko wstało słoneczko, to i one się budziły i oczywiście i nam spać już nie dawały.

Nasz zwariowany Roki, potrafił przylecieć z pokoju w którym spał, pod drzwi naszej sypialni (wtedy jeszcze mieliśmy osobną sypialnię) i skrzeczeć tak długo i wytrwale, aż wstaliśmy. Nie pomagało żadne uciszanie go. Darł się coraz głośniej. A słowo daję, że mała papużka falista potrafi narobić prawdziwego rabanu jeśli chce. I zwykle właśnie bywało tak, że kiedy my wreszcie wyturlaliśmy się z łóżka, to Roki uznawał, że wykonał swoją pracę i sam sobie szedł spać.

Filip (który był znacznie większy, bo była to rozella białolica) mojego Brata budził, obrzucając go ziemią wciąganą z doniczek lub innymi paprochami wyszperanymi gdzieś w Marcina pokoju. Był bardzo wytrwały w tym porannym budzeniu Marcina i bardzo pomysłowy. Marcin też był w swoje wolne dni wytrwały w leżeniu w łóżku i odganiał Filipa rzucając w niego skarpetami. Raz taka skarpeta w locie „ubrała” się sama Filipowi na głowę. To byl jedyny raz, kiedy Marcin się turlał ze śmiechu, a Filip skapitulowoał.

Nasz Ćwirek natomiast był za to bardzo płochliwy. Ale właśnie rano zdobywał się na szczyty swojej odwagi. Kiedy leżeliśmy jeszcze w łóżku, siadał na telewizorze (mamy łóżko ustawione tak jakby za telelewizorem obecnie) i co prawda nie ćwirkał, ale nas obserwował. I może to dziwne, ale serio czułam ten jego wbity w nas wzrok i zawsze mnie to budziło. Potem Ćwirek zaczynał loty nad naszymi głowami. Pierwszy lot był zwykle jakieś pół metra nad nami i trzepot skrzydeł zawsze budził już Kapsla. Jeśli nadal próbowaliśmy udawać, że śpimy albo zamierzaliśmy spać, to następne loty były już coraz niżej i niżej.
I tym sposobem wywalał nas  Ćwirek z łóżka. A kiedy my wstawaliśmy on uciekał szybko do swojej klatki. I zasypiał.

A z Atillą jest całkiem inaczej. Atilla nawet jeśli sam się już obudzi, to jednak siedzi sobie cichutko dopóki my nie wstaniemy. W niedzielę możemy spać i do 10-tej, a on ani ćwir ćwir. Słyszę go czasem jak je, jak sobie czyści piórka, jak skubie coś tam na galęzi, ale nie ćwirnie ani razu dopóki nie wstaniemy.

zabawa w chowanego

Schował się nam. Nie wycelował i lotem spadającym wylądował na podłodze między łóżkiem, a szafką z telewizorem. Tyle jeszcze widziałam. Potem słyszałam już tylko, jak malutkie ptasie nóżki tuptają gdzieś po podłodze. I wreszcie cisza. Szukaliśmy go, ale się ptaszyna schowała tak, że trudno było go dostrzec. W końcu jednak Daniel odkrył małego ukrytego za łóżkiem, schowanego pod firanką. W zupełnych ciemnościach siedział tam w kąciku i był nieźle wystraszony. Pewnie sam nie wiedział gdzie jest.
Sam wskoczył na wyciągniętą kapslową dłoń, wdzięczny za taką pomoc.
A potem usnął na gałęzi pod sufitem. Już wykąpanej z kurzu gałęzi.

dziś po raz pierszy Atilla fruwał po mieszkaniu

Był strasznie zdziwiony tą nową dla nie sytuacją. Klatkę mu umyliśmy, naszykowaliśmy nowe jedzonko, ale się okazało, że ptaszek choć zgłodniał, nie wiedział jak do klatki wleźc. O dziwo pozwolił się pogłaskać po nóżce (nie uciekł), ale otwartych drzwiczek do klatki nie potrafił dojrzeć. Na palcu bał się jednak usiąść, ale warzecha wydała mu się już godna zaufania i by usiąść na niej nie miał oporów. I tak oto z warzechy wsadziliśmy go do klatki (drzwiczki pozostają otwarte). Zgłodniał biedaczek podczas tych swoich wojaży po naszym mieszkaniu, bowiem rzucił się od razu do jedzenia.

Jak na ptaszka, który jest u nas zaledwie tydzień, to całkiem niezle postępy.
Pozwala się pogłasakać po nóżce.
I sam nastawia główkę kiedy się leciutko na niego dmucha.

Atilla

Wygląda na to, że trafił nam się max zwariowany papug, który z każdym dniem coraz bardziej mnie zadziwia.

Co wyprawia?

– Po każdym jedzeniu sam sobie czyści klatkę z łusek po prosie. Po prostu tak trzepie skrzydłami, aż wszystkie łuski wylecą z klatki nam na pokój. Kupy na dnie klatki mu nie przeszkadzają, ale łusek po ziarenkach nasz papug w klatce nie toleruje.

– Włazi caluśki do pojemników na jedzenie, mości się tam jak w jakimś gnieździe, ale tylko do momentu, aż na niego nie popatrzymy. Kiedy zauważy, iż jest obserwowany, szybciutko wyskakuje z tych pojemników i udaje, że on nic nie robił.

– Pomimo otwartej klatki nie zdecydował się jeszcze na fruwanie po pokoju. Za to uwielbia wisieć do góry nogami jak nietoperz. Chwyta się nożkami prętów klatki stanowiących klatkowy „sufit”, zawisa głową w dół i się huśta. Na razie wiszenie do góry nogami i huśtanie się w ten niekonwencjonalny sposób należy do jego najulubieńszych zajęć. No totalnie zwariowany ptak.

– Od czasu do czasu prowadzi jakieś ożywione dyskusje sam ze sobą. Wygląda to tak, że najpierw jest delikatne i słodkie „ćwir ćwir ćwir”, a zaraz potem głośne, bardzo szybkie i poparte dodatkowymi argumentami w postaci skakania, niebywale wariackie „ĆWIR ĆWIR ĆWIIIIR”. Potem znowu cichutkie i śpiewne ćwirkolenie, tak jakby szeptał jakieś słodkie słówka. A potem znowu głośne i skrzekliwe wrzaski, jakby nieźle kogoś opierdalał.

– Poza tym chyba z niego jakiś fan piłki nożnej. Za każdym razem gdy chłopaki oglądają mecz, Atilla filuje ze swojej klatki również na telewizor i niezwykle śmiesznie kibicuje. Skacze na drążku, macha skrzydłami i wrzeszczy. W czasie reklam, gdy Kapsel wychodzi na papieroska, Atilla albo czyści sobie pióra, albo ucina sobie krótkie drzemki. No zadziwiający jest.

hahaha

Atilla już daje czadu. Co z tego, że jest taka godzina, w której ptaki normalnie śpią. Kapsel ogląda film. Kiedy w telewizorze akurat nikt nic nie mówi, Atilla też nic nie mówi. Kiedy w telewizorze zaczyna się jakiś dialog, Atilla też zaczyna konwersację. Telewizor głośniej, Atilla głośniej.
Hahahaha

Zapowiada się, iż będzie wesoło. Roki robił nam dokładnie to samo.
Najlepsze jest to, że chyba wszystkim się podoba, iż ptaszysko już teraz pokazuje swój charakterek. Coś mi się zdaje, że wiem kto w naszym domu będzie miał od dzisiaj najwięcej do powiedzenia.
Hahaha
A najbardziej to mnie rozczula to, że im więcej Atilla się drze zagłuszajac telewizor tylko w tych momentach, w których gadają, im bardziej przy tym Kapsla to wnerwia, tym bardziej jednocześnie mój chłop jest tym małym zielonym cholernikiem oczarowany.
Ja zresztą już też.

Bo taka właśnie powinna być nasza papuga.

jest !

Długo żeśmy z Kapslem obserwowali wszystkie papużki w wolierze, by wybrać taką dla nas. Nie ważna była dla nas płeć ptaszka ani kolor piórek, ale ważny charakterek.
W końcu żeśmy wypatrzyli. Takiego małego rozrabiakę, którego wszędzie było pełno.
W Ubahnie spoglądał/a jednym okiem przez dziurki w pudełku na mojego Kapsla. I nawet sobie pogadali niezważając na wgapiujących się ludzi.

Panie i Panowie, przedstawiam wam nowego członka naszej rodziny:

(Zdjęcie na razie marne, ale nie umiem przy tym świetle co teraz zrobić lepszego.)

Moi faceci jednogłośnie nadali mu/jej imię Atilla (wiadomo, w końcu z Frankfurtu jesteśmy).
Szczerze mówiąc jeszcze nie bardzo wiem czy jest to samczyk czy samiczka, bo trudno poznać. Nosówkę i nóżki ma jeszcze różowe, jak typowy młodzik. Ale charakterek to on/ona już ma.
Strasznie ciekawski/a.

Najbliższe dni będzie jeszcze musiał/a posiedzieć w zamkniętej klatce, aż nieco oswoi się z nowym otoczeniem. Choć już się nie mogę doczekać kiedy będziemy mogli tę klatkę otworzyć, aby ptaszyna sobie fruwać mogła do woli.

Niby taka zwykła zielona papużka falista. A jednak już ją kocham.

skrzydlaki w naszym domu

Kiedy miałam 6 lat dostałam od wyjeżdżających do Niemiec znajomych papużkę falistą. Nazwaliśmy ją Ciumką. To była nasza pierwsza papuga.
Od tego czasu w naszym rodzinnym domu zawsze był jakiś skrzydlak. Niektóre żyły z nami po kilkanaście lat. Wciąż pamiętam jak każda z nich miała na imię: Ciumka, Czubek, Zboczeniec, Gizela, Filip.
Każdy z tych ptaków miał inny charakter, każdy był na swój sposób wyjątkowy.
Ciumka najchętniej siadała na naszych głowach. Jadała z nami obiady i wygwizdywała melodyjkę z czołówki dziennika telewizyjnego. Była tak oswojona, że mogłam chodzić z nią na podwórko. Zawsze wracała.

Czubek uwielbiał gdy się głaskało go po karku. Kiedy odrabiałam zadania domowe, siadywał obok na biurku, nastawiał głowę, a ja z nosem w książkach, jednym palcem smyrałam go po karku. Odwdzięczał się przynosząc w dziobie oskubane ziarenko.

Zboczeniec był zwariowanym do granic możliwości albinosem. Kochał wolność, ciągle nocami zamiast spać, to onanizował się o pręty drzwiczek w klatce. Robił przy tym kupę huku i co noc wyrywał mnie tymi onanizmami ze snu.

Gizela lubiła wisieć do góry nogami na firankach i chodzić sobie poniej jak po drabinie. Obgryzała Marcinowi brzegi zeszytów szkolnych, próbowała ubierać na siebie jego okulary.
Dożyła u Marcina do swojej późnej starości. Na koniec już całkowicie osiwiała.

Filip budził Marcina zrzucając na niego ziemię z kwiatków, a Marcin rzucał w niego swoimi skarpetkami. Filipa ja już nie znałam. Nie mieszkałam już w domu moich rodziców.

Ale mieliśmy tutaj naszego Rokiego. Roki był totalnie zwariowany. Taki facet z charakterem. Zawsze pierwszy pchał się na stół, jeśli tylko wyczaił, że szykuje się jakieś jedzenie. Zaczepiał Kapsla, wyrywał mi ołówki i długopisy kiedy próbowalam coś napisać i zrzucał sztućce ze zlewu. I uwielbiał straszyć ryby w akwarium…

Potem był już Ćwirek, ptak po przejściach, ptak z depresją. Nieśmiały i strachliwy. Siadywał rankami tuż nad naszymi głowami i obserwował jak śpimy. Kiedy tylko się budziliśmy uciekał do swojej klatki.

Na balkonie wciąż stoją dwie puste klatki…
Klatki, które dla naszych ptaków nie były nigdy więzieniem, a domem. Wszystkie nasze papugi zawsze miały bowiem klatki otwarte. Mogły sobie fruwać do woli.

Od kiedy umarł Ćwirek jest jakoś tak jakby pusto. Nasz dom bez ptaka jest jakby nie do końca naszym domem…

No i chyba dojrzeliśmy wszyscy do następnego skrzydlaka.

odszedł do ptasiego nieba

Pamiętam jak zabraliśmy go od Sylwi do nas do domu. Był zmarniały, zaniedbany, wystraszony. To u nas przypomniał sobie do czego służą skrzydła. Odżył. Nigdy jednak nie pozwolił się do siebie za bardzo zbliżać. Nie dało się go już oswoić. Jedyne co mogliśmy mu dać, to trochę miłości, spokoju, swobody.

Tak sobie myślę, że mimo wszystko nie był szczęśliwy. Siedział często smutny, dużo spał. Był takim zamkniętym w sobie ptakiem. Nie zbliżyliśmy się do siebie, bo na przeszkodzie stał jego strach. Mimo wszystko go kochaliśmy. Na swój sposób. I on chyba kochał nas. Też na swój sposób.

Uderzył dziś w ścianę.
Umarł w swojej klatce.
Cichutko.

Wierzę, że tam gdzie jest teraz, jest szczęśliwszy. I naprawdę wolny.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

Niby nikt z nas nie płacze.
Ale jakoś tak smutno dziś w naszym domu.
Tak cicho.
Tak pusto.

I jednak każdy po cichu uronił swoje łezki.

Ćwirek – Świrek

Dawno nie pisałam o Ćwirku. To jest dziwny papug. Wygląda jak papuga, ale wykazuje zachowania nietoperza albo jakieś innej gadziny:
– Przede wszystkim ma pierdolca na punkcie wysypywania swego jedzenia z pojemniczka. Ledwo mu dam świeże ziarenka, to on jak szalony całe je wywala. Musi potem wpierdzielać z podłogi, znaczy z dna klatki.
– Ćwirek przesypia prawie całe dnie. Siedzi nad klatką na swoim patyku, czasem otworzy jedno oko, albo i drugie, ale ogólnie cały dzień ma wszystko w dupie.
– Kiedy robi się ciemno Ćwirkowi się przypomina, że w ogóle żyje. Po pierwsze przypomina mu się więc, że ma skrzydła. I zaczyna swoje loty. A ulubionym ćwirkowym miejscem do latania jest latanie tuż przed ekranem telewizora. Zwłaszcza wtedy, kiedy oglądamy jakiś fajny fim.
– Po drugie przypomina mu się, że potrafi też śpiewać. No więc ćwirkuje. Zwłaszcza wtedy, kiedy oglądamy jakiś fajny fim.
– Ponadto Ćwirek jest lunatykiem. W nocy, śpiąc, łazi po patyku, co kończy się tym, że średnio dwa razy na noc z niego spada. Głośno spada.
– Ulubiona pozycja Ćwirka to zwis prosty. Jak już mu się zdarzy jeść z pojemnika, to nie je jakoś po ludzku znaczy po ptasiemu, tylko włazi dużo wyżej i zwiasa głową w dół. .
– Ajuz całkiem niefajne to jest to, że o ile nie sra nam po całym domu, bo z reguły siada jednak na patyku umocowanym nad klatką, to namiętnie sra na stole i to zazwyczaj wtedy, kiedy mają do nas przyjść goście.

Ogólnie mówiąc jakiś dziwnyy ten mój Ćwirek. Ale i tak ukochany.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

papuga z kaktusowym upodobaniem

Nasz Ćwirek nigdy się już nie oswoi na tyle, by stał się prawdziwym papuzim towarzyszem. Jego pierwsze lata u właścicieli, którzy nie poświęcili mu zbyt wiele uwagi, uczyniły z niego bardzo płochliwego ptaka. Jest płochliwy, nieśmiały, całkowicie brak mu papuziej pewności siebie. I nawet jego ćwirkanie jest cichutkie, nieśmiałe i takie mało radosne.

Od jakiegoś czasu jednak obserwuję u niego objawy ciekawości, które naprawdę mnie cieszą. Papugi z natury są bardzo ciekawskimi stworzonkami. Martwiło mnie więc, że Ćwirek nie przejawiał w ogóle zainteresowania otoczeniem.
Wciąż mało lata, mimo, że klatkę ma cały czas otwartą. Wciąż mało odwiedza miejsc w pokoju.
Ale jednak wreszcie powoli, powoli budzi się w nim odrobina ciekawości.

Miałam i mam nadal w doniczce kaktus bożonarodzeniowy. To taki kwiat niby kaktus, ale bez kolców, za to z pięknymi kwiatami i mięsistymi liściami. Kwiatów już nie ma, a z liści też mu niewiele zostało. Nie mam pojęcia dlaczego, ale właśnie ten kwiat Ćwirek sobie upatrzył i kiedy tylko nikogo nie ma w pokoju, to go maltretuje. I nie tyle skubie liście, co wygrzebuje cały kwiat z ziemi. Już nawet nie wiem ile razy go sadziłam na nowo. Co kilka dni znajdowałam kaktus leżący obok doniczki i rozwaloną dookoła ziemię. Jednak kaktus się nie poddał, nadal się trzymie. Postanowiłam mu pomóc w tej walce o przetrwanie. Obłożyłam go naokoło przy ziemi sztucznymi pnączami. Wygląda to w sumie ładnie, a w ten sposób pozbawiłam Ćwirka dostępu do zmaltretowanego kwiata.
Może więc mój kaktus odżyje, a Ćwirek może znajdzie jakiś inny obiekt zainteresowania. Chciałabym, bo aż żal mi się robi, jak widzę jaki on spokojny. Trochę jak papuga z autyzmem.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

 

ćwirkowo

Ćwirek dziś doprawdy wywalił mnie z łóżka. Pogoda się poprawiła, to i on wstaje jak na ptaka przystało. Od 6-tej urządza mi prawdziwe trelle, albo ćwirkowanie.
Otworzyłam mu klatkę (na noc zamykamy), wyleciał ucieszony. Usiadł na stojaku z praniem i tak od kilku godzin śpiewa jak szalony. Najlepsze jest to, że on jest bardzo towarzyski. Kiedy znikam z zasięgu jego wzroku, jego świergotanie zamienia się w całkiem wyraźne wołanie.
Siedzę sobie teraz przy kompie, piję kawę, piszę tę notkę i odpowiadam mu gwizdaniem. Ktoś by nas posłuchał pod drzwiami, pomyślałby że tu mieszkają czuby. Bo kto widział, żeby od rańca gwizdać, gadając sobie z ptakiem.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

 

ćwirkowo

Pierwsze co robię w sobotę, to myję Ćwirkowi klatkę. Daję mu świeżą wodą, nowe jedzonko, porcję szeptanej czułości.
Cały tydzień dzielnie trenował, bo zmuszałam go do fruwania. Wreszcie zaczyna przypominać prawdziwą papugę: zaczyna bowiem być ciekawski i wtryniać swój dziób tam, gdzie właściwie nie powinien.
Śmieci jak każda papuga, ale i tak go uwielbiam. Kapsel również. Jakoś sobie nie wyobrażam gdyby miało go u nas nagle zabraknąć.
Największym utrapieniem jest dla mnie teraz masa maleńkich piórek, bowiem Ćwirek chyba wymienia swoje upierzenie na zimowe. Ale co mnie cieszy, to fakt, że nabrał żywotności i chęci do latania. I powoli zaczyna się bawić z nami czasem w ciuciubabkę oraz wyprawia całkiem dziwaczne rzeczy. Np wisi do góry nogami na swoim patyku, kiedy upatrzy sobie jakieś tam jedzonko niżej. Zamiast sfrunąć niżej, on woli akrobatyczne sztuczki.
Nadal jego ulubionym miejscem do chowania się jest półka w kuchni, na której stoją kubki w jego kolorze. Jest nieco za duży, ale usilnie próbował się schować już do dzbaneczka na śmietankę.
Doprawdy, nasz Ćwirek jest coraz zabawniejszy.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

Ćwirek mi posmutniał, nie wiem co mu jest

Ćwirkowi coś się stało, bo siedzi dziś jakiś smutny i mało co się odzywa, mimo że próbowałam go jakoś rozweselić. Aż się zaczełam martwić o niego, bo to jakoś mało normalne, by ptak się cały dzień nie odzywał. Nawet za bardzo latać mu się nie chce, choć wylazł z klatki. W pewnym momencie był tak cichutko, że zupełnie nie wiedziałam gdzie on jest. Nie było go w jego ulubionych miejscach, w jakich zwykle przebywa.
I co?
Znalazłam go, jak się pięknie wkomponował w kuchni. I tak sobie tam siedzi cichutko i smutno jakoś.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

 

ćwirkowe postępy

Muszę pochwalić Ćwirka, bo doprawdy robi postępy.
Klatkę ma już cały czas otwartą. Co prawda nie nauczył się jeszcze sam do niej wchodzić, tylko wciąż trzeba mu podkładać pod nóżki warzechę. Ale zdecydowanie robi się coraz śmielszy. Dziś już nie my jego, ale on nas zaczął podrywać.

Siedzieliśmy sobie przy stole, popijając herbatkę i oglądając telewizję. Ćwirek obserwował nas najpierw z wysokości, próbując jednak zwrócić na siebie uwagę. Po jakimś czasie jednak zrobił się bardziej ciekawski i przyleciał do nas na stół.
Chciało mi się śmiać, obserwując jakie podchody robił, by pozaglądać do kubków.

Gorzej, że on ma jakąś awersję do aparatu fotograficznego. Albo dokładniej mówiąc miał mnie w dupie, bo co chciałam mu strzelić fotkę, to zawsze odwracał się do mnie tyłem. Potem chował się za kubek, a jak nawet się nie chował, to non stop dreptał. Nie mogłam go uchwycić i większość zdjęć wyszła zamazana albo ostatecznie widać na nich tylko jego ogon.
Jedno udało mi się zrobić. Przez chwilę się nie ruszał, kiedy obserwował … reklamy w telewizji. Pierwszy raz mam w domu papugę, którą interesuje telewizja.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)