papuga z kaktusowym upodobaniem

Nasz Ćwirek nigdy się już nie oswoi na tyle, by stał się prawdziwym papuzim towarzyszem. Jego pierwsze lata u właścicieli, którzy nie poświęcili mu zbyt wiele uwagi, uczyniły z niego bardzo płochliwego ptaka. Jest płochliwy, nieśmiały, całkowicie brak mu papuziej pewności siebie. I nawet jego ćwirkanie jest cichutkie, nieśmiałe i takie mało radosne.

Od jakiegoś czasu jednak obserwuję u niego objawy ciekawości, które naprawdę mnie cieszą. Papugi z natury są bardzo ciekawskimi stworzonkami. Martwiło mnie więc, że Ćwirek nie przejawiał w ogóle zainteresowania otoczeniem.
Wciąż mało lata, mimo, że klatkę ma cały czas otwartą. Wciąż mało odwiedza miejsc w pokoju.
Ale jednak wreszcie powoli, powoli budzi się w nim odrobina ciekawości.

Miałam i mam nadal w doniczce kaktus bożonarodzeniowy. To taki kwiat niby kaktus, ale bez kolców, za to z pięknymi kwiatami i mięsistymi liściami. Kwiatów już nie ma, a z liści też mu niewiele zostało. Nie mam pojęcia dlaczego, ale właśnie ten kwiat Ćwirek sobie upatrzył i kiedy tylko nikogo nie ma w pokoju, to go maltretuje. I nie tyle skubie liście, co wygrzebuje cały kwiat z ziemi. Już nawet nie wiem ile razy go sadziłam na nowo. Co kilka dni znajdowałam kaktus leżący obok doniczki i rozwaloną dookoła ziemię. Jednak kaktus się nie poddał, nadal się trzymie. Postanowiłam mu pomóc w tej walce o przetrwanie. Obłożyłam go naokoło przy ziemi sztucznymi pnączami. Wygląda to w sumie ładnie, a w ten sposób pozbawiłam Ćwirka dostępu do zmaltretowanego kwiata.
Może więc mój kaktus odżyje, a Ćwirek może znajdzie jakiś inny obiekt zainteresowania. Chciałabym, bo aż żal mi się robi, jak widzę jaki on spokojny. Trochę jak papuga z autyzmem.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

 

ćwirkowo

Ćwirek dziś doprawdy wywalił mnie z łóżka. Pogoda się poprawiła, to i on wstaje jak na ptaka przystało. Od 6-tej urządza mi prawdziwe trelle, albo ćwirkowanie.
Otworzyłam mu klatkę (na noc zamykamy), wyleciał ucieszony. Usiadł na stojaku z praniem i tak od kilku godzin śpiewa jak szalony. Najlepsze jest to, że on jest bardzo towarzyski. Kiedy znikam z zasięgu jego wzroku, jego świergotanie zamienia się w całkiem wyraźne wołanie.
Siedzę sobie teraz przy kompie, piję kawę, piszę tę notkę i odpowiadam mu gwizdaniem. Ktoś by nas posłuchał pod drzwiami, pomyślałby że tu mieszkają czuby. Bo kto widział, żeby od rańca gwizdać, gadając sobie z ptakiem.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

 

ćwirkowo

Pierwsze co robię w sobotę, to myję Ćwirkowi klatkę. Daję mu świeżą wodą, nowe jedzonko, porcję szeptanej czułości.
Cały tydzień dzielnie trenował, bo zmuszałam go do fruwania. Wreszcie zaczyna przypominać prawdziwą papugę: zaczyna bowiem być ciekawski i wtryniać swój dziób tam, gdzie właściwie nie powinien.
Śmieci jak każda papuga, ale i tak go uwielbiam. Kapsel również. Jakoś sobie nie wyobrażam gdyby miało go u nas nagle zabraknąć.
Największym utrapieniem jest dla mnie teraz masa maleńkich piórek, bowiem Ćwirek chyba wymienia swoje upierzenie na zimowe. Ale co mnie cieszy, to fakt, że nabrał żywotności i chęci do latania. I powoli zaczyna się bawić z nami czasem w ciuciubabkę oraz wyprawia całkiem dziwaczne rzeczy. Np wisi do góry nogami na swoim patyku, kiedy upatrzy sobie jakieś tam jedzonko niżej. Zamiast sfrunąć niżej, on woli akrobatyczne sztuczki.
Nadal jego ulubionym miejscem do chowania się jest półka w kuchni, na której stoją kubki w jego kolorze. Jest nieco za duży, ale usilnie próbował się schować już do dzbaneczka na śmietankę.
Doprawdy, nasz Ćwirek jest coraz zabawniejszy.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

Ćwirek mi posmutniał, nie wiem co mu jest

Ćwirkowi coś się stało, bo siedzi dziś jakiś smutny i mało co się odzywa, mimo że próbowałam go jakoś rozweselić. Aż się zaczełam martwić o niego, bo to jakoś mało normalne, by ptak się cały dzień nie odzywał. Nawet za bardzo latać mu się nie chce, choć wylazł z klatki. W pewnym momencie był tak cichutko, że zupełnie nie wiedziałam gdzie on jest. Nie było go w jego ulubionych miejscach, w jakich zwykle przebywa.
I co?
Znalazłam go, jak się pięknie wkomponował w kuchni. I tak sobie tam siedzi cichutko i smutno jakoś.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

 

ćwirkowe postępy

Muszę pochwalić Ćwirka, bo doprawdy robi postępy.
Klatkę ma już cały czas otwartą. Co prawda nie nauczył się jeszcze sam do niej wchodzić, tylko wciąż trzeba mu podkładać pod nóżki warzechę. Ale zdecydowanie robi się coraz śmielszy. Dziś już nie my jego, ale on nas zaczął podrywać.

Siedzieliśmy sobie przy stole, popijając herbatkę i oglądając telewizję. Ćwirek obserwował nas najpierw z wysokości, próbując jednak zwrócić na siebie uwagę. Po jakimś czasie jednak zrobił się bardziej ciekawski i przyleciał do nas na stół.
Chciało mi się śmiać, obserwując jakie podchody robił, by pozaglądać do kubków.

Gorzej, że on ma jakąś awersję do aparatu fotograficznego. Albo dokładniej mówiąc miał mnie w dupie, bo co chciałam mu strzelić fotkę, to zawsze odwracał się do mnie tyłem. Potem chował się za kubek, a jak nawet się nie chował, to non stop dreptał. Nie mogłam go uchwycić i większość zdjęć wyszła zamazana albo ostatecznie widać na nich tylko jego ogon.
Jedno udało mi się zrobić. Przez chwilę się nie ruszał, kiedy obserwował … reklamy w telewizji. Pierwszy raz mam w domu papugę, którą interesuje telewizja.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

dobra wiadomość – Ćwirek zostaje u nas

Moje dzieci od dzisiaj muszą maszerować do szkółki, a więc i dla mnie znów zaczyna się ranne wstawanie z ptaszkami. I bardzo dobrze, bo te 6 tygodni leniuchowania trochę mnie już męczyło.

Odnośnie Pana Papuga to się okazuje, że Ćwirek może u nas zostać. Tak przynajmniej oświadczyła mi jego poprzednia właścicielka. Bardzo nas to wszystkich ucieszyło.

Dla Ćwirka wczorajszy dzień był swego rodzaju latającym rozdziewiczeniem, bo on jeszcze nigdy nie miał okazji tego robić.
Chcemy go nauczyć tak, by mógł mieć zawsze otwartą klatkę, jak miały wszystkie wcześniejsze papugi w naszym domu. Na razie jednak Ćwirek musiał odkryć, że w ogóle potrafi latać. Zdaje sie, iż wczoraj był nieco zdziwiony, kiedy się zorientował, do czego mogą służyć skrzydła.

Wczorajszy dzień był dla Ćwirka bardzo ważnym dniem w jego ćwirkowym życiu.
Najpierw miał totalne problemy z koordynacją ruchów, ze sterowaniam i siadaniem w upatrzonych miejscach. Więc po kilku próbach, które kończyły się niezbyt zgrabnym lądowaniem w najdziwniejszych miejscach (np w zlewie), Ćwirek postanowił pozwiedzać swój przyszły rewir na piechotę. Obszedł cały pokój i kuchnię jak rasowa kura. Ciekawość jednak zwyciężyła i po jakimś czasie zaczał zaglądać tu i tam, co zaowocowało w sumie całkiem już sprawnym lądowaniem na obrazach i fotelu. Na koniec opanował do perfekcji siadanie na podaną mu pod nóżki warzechę i na tej to warzesze (jak to się odmienia?) zanieśliśmy go do klatki na noc.
Zapowiada się, że Ćwirek da się oswoić łatwiej, niż na początku przypuszczałam.

Jeśli chodzi zaś o mojego Kapsla, to choć na początku był co do Ćwirka w naszym domu przeciwny, to już teraz widzę, że chyba zakochał się w nim bardziej niż ja. Jak tak dalej pójdzie, to za jakiś miesiąc mój Kapsel będzie ćwirkał lepiej od Ćwirka i spokojnie mógłby wziać udział w jakiś ptasich zawodach w świergotaniu.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)

oto Ćwirek

Koleżanka wyjeżdżała dwa tygodnie temu na wakacje i mieliśmy opiekować się jej domem podczas jej nieobecności. W domu oprócz kwiatów i rybek, które kiedyś dostali od nas, na balkonie mieszkał Ćwirek. Bardzo zaniedbany i osamotniony. Serce mi się krajało jak na niego patrzyłam, zwłaszcza że w moim domu zawsze były jakieś papużki.
Musiałam się trochę namęczyć by przekonać Kapsla. Ale w końcu przyniosłam Ćwirka z całą klatką do nas. Odżył już w ten sam dzień. W sumie jest zdrowy, tylko z samotności i smutku, będąc jeszcze tam, powyrywał sobie wiele lotek, zwłaszcza z jednego skrzydła.
Powoli jednak wróciła mu żywotność. Zrobił się ciekawski i reaguje już na nasze do niego gadanie. Dziś koleżanka wraca z urlopu, więc dziś zapewne się dowiem, czy mogę sobie Ćwirka adoptować. Na razie mam go u siebie tak bez pytania. Trzymajcie kciuki, żeby jednak mógł zostać u nas.

A oto i On. Jest taki piękny. No ale świergotki są własnie tak cudnie kolorowe. Tu trochę wystraszony, bo jednak bał się apartau. Jak tylko się dowiem, że może u nas zostać, Ćwirek będzie mógł zacząć latać. Próba generalna przed nami.

(zdjęcie przeniesione z mojego starego bloga)