ku pamięci – o nocnej „błyskotliwości” mojej czyli rozmówki damsko – męskie

Hahahaha.

Był środek nocy i naprawdę już spaliśmy. Jednak obracając się z boku na bok musiałam sobie postękać czym obudziłam Męża.
N. – Boli? – zapytał sennie.
B. – No boli – odpowiedziałam mniej sennie.
N. – Na to jest tylko jedna rada: z koki liście żuć – podpowiedział dobry Mąż.
B. – Skoki liście rzuć? – powtórzyłam upewniając się, że dobrze usłyszałam. („Co to za durna rada” – pomyślałam jednocześnie w duchu).
N. – No tak. Z koki liście żuć – powtórzył on.
B. – Skoki? Liście? Rzuć? – dalej nie rozumiałam o co mu chodzi. („Co to kurwa jest?” – myślałam intensywnie – „Przeciez bez sensu w ogóle”).
N. – No z koki Blätter żuć – próbował mi wytłumaczyć nie tracąc cierpliwości – No Blätter, liście.
B. – Kurde, wiem co to są liście. Ale to i tak totalnie bez sensu. Skoki liście rzuć, no głupie.
N. – Nie głupie. Indianie mówią, że to pomaga na ból głowy i inne bóle.
B. – Pierwszy raz słyszę by rzucanie liściami przy skakaniu miało pomagać na jakiś ból głowy.
N. – Jakie rzucanie? Jakim skakaniu? Ty wiesz co to jest koka? Z KOKI LIŚCIE ŻUĆ. Nie palić ale żuć -= tłumaczyl mi jak młotkowi.
B. – Aaaa – ucieszyłam się wreszcie rozumiejąc o co chodzi – Z koki liście żuć. Aaaa.

Długo się potem hichrałam rozbawiona tą rozmową. W ostatnim czasie śmiechawki o 3-ciej nad ranem goszczą u mnie często. Ale to było naprawdę śmieszne.