moja galeria – Played-A-Live

„Played-A-Live” (2012), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Wyszperałam na szafie płótno pomalowane do połowy zgnitą zielenią. Nawet pamiętam co pierwotnie chciałam na nim namalować, ale to było chyba ze dwa lata temu. Jednak dwa lata temu we mnie wibrowały całkiem inne rzeczy. Teraz za to wciągnęłam czerowoną farbę i złotą pastę strukturalną. Założyłam na uszy słuchawki i zapodałam sobie niezłą dawkę energii:

Jednym słowem właśnie The Bongo Song zasponsorowało ten obraz.

moja galeria – Para anielskich skrzydeł

„Para anielskich skrzydeł” (2012), akryl na płótnie, 50 x 70 cm
Mam tylko jedno skrzydło
To prawie tak jak anioł
A Ty masz skrzydło drugie
Rośnie u Twoich ramion

Gdy staniesz przy mnie blisko
I mocno mnie przytulisz
Bez trudu popłyniemy
Prosto w wysokie chmury

Szczęśliwe chwile to motyle
Miłość wieczna tęsknota

Zatrzymamy się w locie
Nad szczytem i urwiskiem
I będziemy nad Ziemią
Nieziemskim zjawiskiem

To będzie nasza pierwsza
Komunia bez końca
Przytul mnie tylko mocno
Lecimy do słońca

Szczęśliwe chwile to motyle
Miłość wieczna tęsknota

Kora i Maanam – Anioł (Miłość to wieczna tęsknota)


Każdy z nas jest aniołem. Tylko na razie posiadamy po jednym skrzydle. Gdy przytulimy do serca drugiego człowieka, wtedy razem mamy dwoje skrzydeł. I możemy naprawdę się wznosić.
To taka przenosnia.

Miłość jest kluczem do wzniesienia.

moja galeria – Leśny portal

„Leśny portal” (2012), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Ten obraz jest wspomnieniem – ilustracją do jednego z moich snów. Takich wyjątkowych snów, które zapadają na zawsze w pamięci. Ten obraz stał się też niejako „pieczęcią” pewnej pięknej Przyjaźni.  Może i jest nieco mroczny w kolorach, ale za był i jest zwiastunem zmian. Potrzeba jedynie odwagi, by przed tymi zmianami nie uciekać, a przywitać je jak nowe wspaniałe szanse.

moja galeria – Mirolandia

„Mirolandia” (2012), akryl i pasta strukturalna na płótnie, 50 x 70 cm

Spirala ma dla mnie ostatnio szczególne znaczenie.
No i tak różne spiralowe obrazy tworzą się w mojej głowie. Tego dedykuję Mirze. Z podziękowaniami za wszystkie ciepłe energie jakie mi wysyła. Za cierpliwe tłumaczenie rzeczy dla mnie mało zrozumiałych, za łagodność, która pomaga mi odkryć swoją własną i za wspaniałą i delikatną motywację.


16 maja 2016

A tu Mirolandia 2. Namalowana na zamowienie. Niby to samo, a jednak nie tak samo.

111 - Mirolandia 2
„Mirolandia 2 ” (2016), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

moja galeria – Kosmiczny ogród

„Kosmiczny ogród” (2012), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Mój prawie najnowszy obraz. Prawie, bo wczoraj namalowałam kolejny, którego dziś pewnie dopieszczę.
Za to ten… no cóż.
Czasem pod powiekami widzę gwiazdy.
Czasem pod powiekami widzę kosmiczne ogrody.
Czasem pod powiekami widzę migawki z innego domu.

moja galeria – Kolory jesieni

„Kolory jesieni” (2012), akryl na drewnie

Jest właściwie środek zimy, a mnie wzięło na jesienne kolory. Zawsze uwielbiałam jesień. To taka pora roku, w której jest coś uwodzicielsko nostalgicznego. Trochę z zadumy, trochę z tęsknoty. No i te kolory…

Tym sposobem powstała też kolejna skrzyneczka z przegródkami. Motyw znowu podpatrzony z gazetki dla plastyków.

Samo malowanie sprawiło mi jak zawsze wiele frajdy. To były bardzo fajne chwile, mój bafkowy sposób na znalezienie harmonii i zwykłej radości z życia.

(zdęcie z mojego bloga na pingerze)

Liście przyklejone po wewnętrznej stronie wieczka to wykonane z MDF gotowe elementy. Można zakupić je w hobbystycznych sklepach dla plastyków. Dostępne są przeróżne kształty i wielkości. Do tej jesiennej skrzyneczki najbardziej spodobały mi się właśnie liście. Pomalowałam je na złoto, przybrudziłam nieco czernią. Są teraz naprawdę piękne.

(zdęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Pora na kawę

25 - espresso
„Espresso” (2009), akryl na płótnie, 40 x 40 cm
26 - cafe
„Cafe” (2009), akryl na płótnie, 40 x 40 cm

Jeśli chodzi o pasje, to mam takie fazy. Był czas, że jak szalona tylko pichciłam, wymyślając coraz to nowe dania. Teraz pichcić nie bardzo mam dla kogo (Kapsel chwilowo je poza domem, a chłopcy nie są na razie koneserami nowości kulinarnych), więc dla odmiany wciąż babram się farbami. Przy stole ozdabiam sobie skrzyneczki i szkatułki, a żeby nie popaść w nudę, to przy sztalugach maluję kolejne obrazy. Zanim wam jednak pokażę moje nowe malarskie twory, to może jeszcze nieco staroci.

Te dwa obrazy namalowałam już lata temu. I nie myślcie, że jestem aż taka zdolna. Oba motywy są kompletnie zwalone ze specjalnej do tego celu przeznaczonej gazetki. Tak naprawdę autorem tych obrazów jest Franz Heigl. Właściwie do kolekcji w gazetce były trzy: espresso, cafe i cappuccino. Ja pokusiłam się o namalowanie jedynie dwu pierwszych. Oba obrazy wiszą w naszej kuchni.

moja galeria – Oceania

Tym razem trzy obrazy w jednym.  No bo jedna była skrzyneczka, a w niej aż trzy obrazy. Malowanie tej skrzyneczki sprawiło mi naprawdę duzo radości. Miałam ostatnio trochę smutków, o których nie bardzo chciałam mówić. Miałam też wiele rzeczy do przemyślenia. Malowanie stało się najlepszym lekarstwem.
Na początku, kiedy jeszcze niezbyt miałam wizje co będę malować, po prostu przyglądałam się moim kolorowym farbom. I stwierdziłam, że niezwykle kojąco wpływają na mój umysł właśnie wszelkiego rodzaju błękity. Sięgnęłam zatem po cały zestaw różnych niebieskości, a w głowie zaraz zaczął pojawiać sie pomysł…

Skrzyneczka miała być najpierw w zamiarze taka jak pozostałe: z wnętrzem pełnym barw, ale tylko z jedym obrazem na wieczku.
Jednak wciągnął mnie ten ocean. W głowie pojawiało mi się coraz więcej pomysłów, coraz więcej obrazów. Szkoda, iż moje zdolności artystyczne są jednak ograniczone i nie mogłam namalować najpiękniejszych wizji. Ale powstało to, co powstało.

Może motyw bezludnej wysepki jest nieco kiczowaty, ale jednak ta kiczowatość mi tu kompletnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Wraz z wysepką pojawiały się w mojej głowie różne zwariowane fantazje o Robinsonach, Piętaszkach i Jack’ach. Musiałam się uśmiechać, gdy to malowałam.

„Oceania – bezludna wyspa” (2011), akryl na drewnie

A w środku skrzyneczki, tak jak w środku oceanu bawiące się delfiny. Znowu nieco kiczu, ale jakże wdzięcznego kiczu. Choć moje delfiny oprócz tego że są kiczowate, są nieco niewydarzone i każdy delfin by od razu rozpoznał, że bardzo upośledzone, to jednak mimo wszystko je lubię. Wiecie, że skóra delfina wcale nie jest gładka jakby się mogło wydawać, ale chropowata?

„Oceania – zabawa z delfinami” (2011), akryl na drewnie

I wreszcie to, co moim zdaniem jest najpiękniejsze. Piaszczysta plaża i fale liżące nasze stopy.
Odrobina marzenia uchwyconego farbami i pociągnięciem pędzla. Odrobina tego, co jest we mnie.

„Oceania – szum oceanu” (2011), akryl na drewnie

Małe przegródki w środku skrzyneczki pomalowałam różnymi odcieniami w kolorach oceanu. Od  ciemnego indygo, jaki panuje w głębinach, poprzez nieco kobaltowy kolor spokojnych wód na powierzchni, przez błękity i turkusy w lagunach i wreszcie złote piaski…

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

Motyw z delfinkami jest odgapiony z jakiegoś zdjęcia, reszta to już moje eksperymenty.

moja galeria – Wiosenny ogród

„Wiosenny ogród” (2011), akryl na drewnie

Dziś z rana wykończyłam całkowicie moją skrzyneczkę. Jest już wreszcie gotowa.
To kolejna z tych skrzyneczek, które przynoszą mi najwięcej satysfakcji. Nie obklejana serwetkami, a jedynie malowana.
Naprawdę nie wiecie ile radości sprawia mi takie tworzenie. Najpierw maluję tło, które na ostatecznym obrazie w ogóle jest niewidoczne. Ale to ono właśnie pozwala w obrazie uzyskać efekt głębi. Potem krok po kroku nakładam kolejne kolory. Powoli wyłaniają się kolejne szczegóły

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

Tym razem skrzyneczka jest w wiosennych kolorach. Jak dla mnie właśnie ten cukierkowy róż nadał jej swego rodzaju romantycznej świeżości.
Jeszcze nie wiem czy zostanie u mnie, czy powędruje do kogoś. Ale wiem, ze naładowana jest samymi dobrymi energiami. Bo z każdym kolejnym szczegółem, z każdym kolejnym maźnięciem pędzla, wkładałam w tę pracę więcej ciepła.

No i w efekcie powstał taki wiosenny ogród. Trochę jak z bajki, a trochę jak z krainy marzeń.
Pomysł na motyw na wieczku niestety nie zrodził się całkowicie w mojej głowie, a podglądnęłam go w czasopiśmie dla malarzy – amatorów. Ale czy to takie ważne?
Dla mnie ważne, ze malowanie po raz kolejny naładowało mnie pozytywną energią i wypełniło radością.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Cisza

„Nad bajkowym jeziorem” (2011), akryl na drewnie

Pomalowałam kolejną skrzyneczkę. Oczywiście ufifrałam przy tym i ręce i włosy, o stole i podłodze nie wspominając. Ale właśnie ukończyłam dzieło, a Kapsel pomógł mi doprowadzić dom do czystości. Skrzyneczkę pomalowałam dla pewnej Anny i oczywiście ma to być dla niej przezent – niespodzianka. Powstawała pełne trzy dni. Wczoraj malowałam obrazek na wieczku. Jakby nie było jest to właśnie ta część, którą lubię najbardziej. Moje artystyczne odnajdywanie harmonii w sobie. Motyw na wieczku tradycyjnie podpatrzyłam z gazetki dla plastyków.

A tu kolejne etapy powstawania obrazka:

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

Dopiero dzisiaj mogłam go ukończyć.
Cieniutkim pędzlem nr 0 domalowałam wszystkie szczególiki, które ożywiły całość.
Muszę ją jeszcze tylko polakierować w środku.
Chyba mi się udało. W każdym razie mi samej się podoba.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Ławka

„W zaczarowanym ogrodzie” (2011), akryl na drewnie

Jednak wczoraj ją skończyłam malować. Babranie się w farbach to jedna z tych rzeczy, które po prostu uwielbiam. Umówiłyśmy się z Roxi na nazwijmy to „wymiankę”. Ja dla niej miałam zrobić skrzyneczkę, ona dla mnie kolczyki – niespodziankę. Malowanie tej skrzyneczki mi samej sprawiło wiele radości, mimo że powstawała naprawdę na raty. Mam nadzieję, że i Roxi będzie się z niej cieszyć.

Najpierw przez wiele dni powstawał środek. To właśnie z nim mi tak opornie szło, bo co chwilę musiałam sobie przerywać. W konsekwencji te zielenie zapełniały się tam chyba przez tydzień.

Wczoraj wreszcie z zapałem mogłam się zająć malowaniem wieczka. Nie myślcie, iż jestem taka zdolna. Uwielbiam malować i może mam jakiś tam talent. Ale mój talent jest zupełnie niewyszkolony. Poza tym brakuje mi często pomysłów.  Jak namalować ten kawałek ogrodu podglądałam w pewnej niemieckiej gazecie dla amatorów malowania. Właściwie myślę sobie, że z taką gazetką każdy z was namalowałby coś podobnego z łatwością.
Przyznaję się zatem bez bicia, że i motyw nie zrodził się w mojej głowie, a i wykonanie po prostu zgapiłam od zdolniejszych. Ale ważne, że się udało.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Spacer o poranku

„Spacer o poranku” (2011), akryl na drewnie

Wreszcie całkowicie ją skończyłam.
Najpierw była to zwykła drewniana skrzyneczka. No, może nie tak do końca zwykła. W środku bowiem podzielona jest ona na 32 małe przegródki, w których można trzymać… No właśnie, co? Np biżuterię, lub kamyczki i koraliki, z których tą biżuterię się robi. Skrzyneczka posiada praktyczny dodatek w postaci swego rodzaju tacki, idelanie pasującej do środka. W całości wydała mi się niezmiernie ciekawa i pomyślałam, że mogłaby stanowić idealny prezent dla Kogoś, kto na to zasługuje.
Ale prezenty powinny być oprócz tego, że ciekawe, to również na swój sposób piękne. Zatem skrzyneczkę pomalowałam.  Wzięłam farby i pozwoliłam, by późna wiosna, czy też wczesne lato zamieszkały na tej skrzyneczce. I tak oto powstał mój pierwszy obraz nie na płótnie, ale malowany na drewnie. Motyw podglądałam z gazetki dla plastyków, bowiem tak na razie uczę sie malować pejzaże.A w środku odrobina tęczy, by i w sercu zawsze tęcza gościła.

teczowa skrzyneczka
(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Magnolie

„Kwiat magnoli 1 ” (2007), akryl na płótnie, 60 x 80 cm
„Kwiat magnoli 2 ” (2007), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Kwiaty magnoli w dwóch odsłonach. Motywy pochodzą z jakieś książeczki dla plastyków (nie pamiętam już tytułu).

Magnolie przywołują we mnie masę cudownych wspomnień. Kiedy chodziłam do liceum, dwa piękne drzewka magnoli rosły przed głównym wejściem do naszej szkoły. Kiedy zakwitały wiadomo było, że zbliżają się matury.
Dlatego magnolie chyba już zawsze kojarzyć mi się będą z maturami i moim ogólniakiem. A przede wszystkim z tymi wszystkimi cudownymi wspaniałymi tamtymi latami, z ludźmi którzy wtedy byli towarzyszami mojego życia i poczuciem prostego szczęścia. Bo dla mnie to byly szczęśliwe, cudowne lata.

moja galeria – W drodze do wodopoju

„W drodze do wodopoju” (2008), akryl na płótnie, 100 x 70 cm

Znowu afrykańskie klimaty. Obraz jest dość sporych rozmiarów, 1 m szerokości.  Nie lubię małych formatów. Jestem dużą dziewczyną i lubię dużych chłopców. I duże płótna.
Słoniki wiszą na ścianie u kolegi z pracy od Kapsla.

moja galeria – Zebra i słoń

„Zebra” (2008), akryl na płótnie, 70 x 50 cm
„Słoń” (2008), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Oba obrazy namalowałam w ramach uczenia się malować.
Motywy zatem jak można się domyśleć nie zrodziły się w mojej głowie. Pochodzą z książki „Afrika Bilder” autorstwa Gabriele Schuller. Tak czy siak dobre kilka lat zdobiły ściany w naszym przedpokoju.

moja galeria – Polne kwiatki w kilku odsłonach

Swego czasu była taka moda na obrazy z motywami namalowanymi jedynie w konturach. Bez żadnych szczegółów. No i tak wzięło i mnie na takie konturowe bawienie się farbami. Motywy z polnymi kwiatkami wydały mi się najbardziej pasowne do takiej koncepcji.

Pierwsze dwa obrazy  – na zdjęciach może tego nie widać – są namalowane w tych samych kolorach. Stanowiły swego rodzaju parę. Przez jakieś 2 lata wisiały u nas w przedpokoju. Teraz wiszą w pokoju jadalnym u znajomych.

„Polne kwiatki 1” (2008), akryl na płótnie, 70 x 50 cm
„Polne kwiatki 2” (2008), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Te natomiast trzy wielkie obrazy namalowałam specjalnie do naszego pokoju. Kiedyś mieliśmy właśnie takie brązowe ściany. Dziś ściany są lawendowe. Mimo to obrazy nadal się ładnie na nich prezentują. Namalowane są na płótnach o wymiarach 30 x 80 cm. Pojedynczo raczej moło efektowne, razem stanowią coś, co wciąż mi się podoba.

„Polne kwiatki x 3” (2008), akryl na płótnach, każde 40 x 80 cm

moja galeria – Dwie strony mnie

„Jestem” (2007), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Ten obraz znacie doskonale, bo ustawiam sobie go jako mój awatar. Oryginalny obraz jest namalowany na sporym płótnie i obecnie wysyła ciepłe promienie u Nortusa. Może i ten obraz nie jest jakimś specjalnym artystycznym dziełem, ale dla mnie był zawsze czymś wyjątkowym. Ta spirala symbolizuje mnie. Symbolizuje mój powrót do swojego wnętrza. Do tej boskości, którą mam w sobie. Którą każdy z nas ma. Dla mnie ten obraz był pierwszym i najprostszym wyrażeniem tego kim jestem.

„Druga strona” (2007), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Drugi obraz niezbyt przeze mnie lubiany też symbolizuje mnie. Tylko właśnie tą ciemniejszą stronę. To właśnie ta ja, kiedy nie dbam o swoje ja.  To ta ja, kiedy znaczenie mają znowu problemy, oczekiwania, niespełnione pragnienia, frustracja. To ta ja, kiedy targają mną wątpliwści. Kiedy zbyt wiele zewnętrznych rzeczy trzyma mnie w tym stanie, który nie pozwala żyć naprawdę. To smutny obraz, bo jest symbolem smutnej rzeczywistości. Ale nic nie jest stałe. Spirala symbolizuje dla mnie ruch. Wibrację. Zmiany. Energię, którą mogę przetworzyć. Ode mnie zależy tylko jak.

Moja galeria – Co opowiedzą ci głębiny

2 - oceania
„Co opowiedzą ci głębiny” (2006), akryl, pasta strukturalna i muszle na płótnie, 70 x 50 cm

Ten obraz powstał pewnej nocy w lutym 2006 roku. Nie mogłam zasnąć bo rozpierała mnie dziwna „wena”. To nie była taka zwyczajna wena, ale coś jak jakiś głos, który we mnie wołał. Pamiętam jak wstałam i przy marnym świetle jednej lampy tworzyłam. Byłam jak w transie, bo nawet nie zwracałam uwagi na to co powstawało. Liczyło się tylko, że coś ze mnie uchodzi. Ważne były kolory, a nie forma. Pamiętam dokładnie tamtą noc.
A rano zdziwiona byłam kompletnie tym co powstało.
Obraz do dzisiaj wisi w naszym kibelku. Haha, tak, w naszym mieszkanku nie ma pomieszczenia bez obrazu. Policzyłam, że na chwilę obecną wisi ich aż 14. A miejsca jest jeszcze przynajmniej na trzy.

moja galeria – Sen nocy wcale nie letniej

„Sen nocy wcale nie letniej” (2008), akryl na płótnie, 80 x 60 cm

Motyw podpatrzony gdzieś w necie. Innymi słowy pomysł wcale nie mój, tylko bezczelne naśladownictwo, zwalenie od kogoś, plagiat. W dodatku dość marny. Wciąż leży u mnie na szafie i czeka na swoje lepsze dni. Czyli pewnie na moment, aż kiedyś płótno zwyczajnie przemaluję.

moja galeria – Pod palmami

„Pod palmami” (2007 ?), akryl na płótnie, 100 x 70 cm

Nadal w klimatach ciepłych krajów. To miała być plaża gdzieś w tropikach, o zachodzie słońca. Namalowana kila lat temu na płótnie o 1 m szerokości. Jednym słowem wielka dawka romatycznego kiczu. Namalowałam ten obraz dla kolegi. Nie wiem czy wciąż go ma, choć wcale bym się nie zdziwła gdyby dawno się z nim pożegnał. Jak tak dziś patrzę na ten obraz, to prawie jakbym patrzyła na samą siebie sprzed iluś tam lat. Tyle się zmieniło…

moja galeria – Laguna

„Laguna” (2007?), akryl na płótnie, 80 x 60 cm

Laguna – Od lagunowej strony. To był mój pierwszy krajobraz. Malowałam ten obraz ucząc się, podpatrując krok po kroku w jakieś gazecie. Znowu nie mój pomysł. Ale pamiętam jaka byłam dumna kiedy go skończyłam malować. Dziś widzę tam cale mnóstwo niedociągnięć i miejsc, które mi się nie podobają. Ale dziś patrzę innymi oczami.

moja galeria – Leopard

„Leopard” (2008), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Ostatni mój kociak z tamtych lat. Powstawał chyba przez 4 dni. I muszę powiedzieć, że włożyłam w niego wiele serca. Kiedy go oddawałam, to serio było mi żal się z nim pożegnać. Ale teraz zdobi przynajmniej ściany w innym mieszkaniu. I być może cieszy oko.
Motyw na obrazie pochodzi z książki „Afrika Bilder” autorstwa Gabriele Schuller. Nie zrodził się więc w mojej głowie. Ale i tak obraz jest piękny.

 

moja galeria – Biały tygrys

„Biały tygrys” (2005), plakatówki i pasta do zębów ma kartonie, 30 x 40 cm

Oj, jak widać mam słabość do tych wielkich, dzikich kociaków. Fascynują mnie. Dlatego tak lubię je malować. Tygrysa namalowałam na kartonie (30 x 40 cm) plakatówkami z dodatkiem… pasty do zębów. Trzeba było sobie radzić, potrzebowałam więcej białej farby i nieco gęściejszej niż zwykła plakatówka. Pasta okazała się całkiem niezła. A potem obraz utrwaliłam matowym lakierem i tym sposobem trzyma się do dziś. W sumie jest to jeden z moich najpierwszych obrazów, jeszcze z roku 2005. Malowałam go odgapiając z jakiś puzzli.