naszyjniki – M jak Miłość

… albo jak Monika, Mariola, Marzena, Marta, Marysia, Marzanna.
Tak, znalazłam jeszcze u siebie zawieszkę ze srebra w kształcie literki M. I całkiem sporo śliczniutkich, malutkich, oszlifowanych koralików z ametrynu. Osobiście uwielbiam ten kwarcyt. Jest takim cudownym połączeniem ametystu i cytrynu. O łącząc energie obu tych kamieni pomaga niejako zintegrować to co pochodzi z umysłu z tym co pochodzi od ducha. Żeby było jeszcze ładniej dokupiłam małą ametrynową zawieszkę, bardzo prostą, bez żadnych ozdób. Ale właśnie w tej prostocie tkwi jej czar. Calość wyszła delikatna i taka kobieca. W sam raz dla kogoś z literką „M”.
p1000473p1000474

łapacz snów dla Agnieszki

Chciałam aby był różowy, bo to ulubiony kolor Agnieszki, a poza tym taki właśnie promien ją prowadzi. Chciałam by było nieco koloru czerwonego i złotego, by wspomóc czerwoną czakrę i podnieść wibracje materii. Chciałam by byly w nim obecne wszystkie trzy zwierzątka mocy Agniesi oraz trzy różowe kwarce, które zasilać ją będą swoją mocą. Wyszło tak. Może nie jest to najpiękniejszy łapacz snów świata, ale zrobiony od serca, naładowany energią miłości.

p1000608
łapacz snów dla Agnieszki

p1000609

moja galeria – dla Agniesi, kotek i motyl

Kotek wyszedł z wielkimi oczami jakby był jakiś bardzo przestraszony, ale może po prostu jest to jedynie znak, iz widzi więcej.

Kotek (1) – akryl na drewienku modrzewiowym

Za to motyl jest piekny.Niech przyniesie Agniesi harmonię i transformację, zwłaszcza tam gdzie najbardziej tego ona potrzebuje.

Motyl (1) – akryl na drewienku świerkowym

 

naszyjniki – Jeleń

To był impuls. Bardzo silny. I po prostu musiałam zrobić naszyjnik z jeleniem. Nie dla mnie. Ale dla pewnej kochanej osoby. No i te nieregularne koraliki z karneolu po prostu wpasowaly się tutaj idealnie. Leżały u mnie chyba z dwa lata i wciąż nie miałam dla nich zastosowania. I akurat teraz, do tego jelenia, wiedziałam że będą najcudowniejszym dopełnieniem.

p1000579

p1000578

moja galeria – borsuki

Zrobiłam na próbę pierwszemu borsukowi zdjęcie już po polakierowaniu drewienka. Fotograf ze mnie raczej marny, a lakier odbijał światło i trudno mi było tak uchwycić, by było widać cały obrazek. No ale po wielu próbach się wreszcie udało. Jednak przekonałł mnie to do tego by tu do mojej galerii wstawiać nadal fotki drewienek zrobione jeszcze przed ich lakierowaniem.

p1000464
Borsuk (1) – akryl na drewienku świerkowym
p1000467
Borsuk (2) – akryl na drewienku brzozowym

naszyjniki – Lisek

Najpierw przywędrował do mnie lisek. Z miejsca go polubiłam, bo choć jest taki nie rzucający się w oczy, jak to lis, to jednak bardzo pozytywnie go odczułam. No a skoro lis, to musiał dostać jakieś lisie kolory. Wygrzebałam zatem schowane od wielu miesięcy w szufladzie walce z ognistego agatu, dodałam koraliki z piasku pustyni oraz nieco paciorków zrobionych z orzechów areki. Całość wyszła bardzo fajna i ilekroć ten naszyjnik zakładam czuję przy sobie moc liska.

p1210149

p1210152

moja galeria – gołąbki dla Beatki

Poproszono mnie o namalowanie na drewienku białej gołębicy. Ale tak sama miała być? No trochę smutno by jej było, więc namalowałam jeszcze jej pana gołąbka. I oto są, gołąbki dwa.

p1000376
Biała Gołębica – akryl na drewienku modrzewiowym
p1000375
Pan Gołąbek – akryl na drewienku świerkowym

moja galeria – skrzydlate, białe i czarne

No i polubiłam to malowanie drewienek. Takie to fajne i nie trzeba wyciągać sztalug. Wystarczy usiąść sobie w ciszy gdzieś przy jakimś małym stole i już…

Tym razem skrzydlate mi spod pędzla się wyłoniły. Białe i czarne. Wszystkie je lubię. Wszystkie przyciągają mnie do siebie. I w duszy składam im pokłon. Tak po prostu. W podzięce za ich dary i lekcje. I za to że są.

p1000325
Łabędź – akryl na drewienku modrzewiowym
p1000318
Sroka – akryl na drewienku świerkowym
p1000322
Kruk – akryl na drewienku świerkowym

moja galeria – Rote Drache

Doczekał się wreszcie i Daniel obrazu do swojego pokoju. Wizje i jego życzenia były różne, ale ostatecznie stanęło na tym, że ma być smok. I to taki by primo: mu się podobał (a to nie takie proste, bo Daniel jak wiadomo wybredny bywa) i drugie primo by kolorystycznie pasował do jego pokoju. Zatem jak przystało na kochającą mamę, to dwa ostatnie dni spędziłam nad urzeczywistnianiem tych życzeń. I chyba się udało.

Smok Danielowi się podoba. (Hurrraa!!)

p1000305
„Rote Drache” (2016), akryl na płótnie 140 x 80 cm

No i do pokoju też pasuje.

p1000307

łapacz snów dla Iwonki

Chciałam by ten łapacz był w wersji kobiecej, a więc nie pleciony w środku przeze mnie, a z sertwetką zrobioną na szydełku.

p1000250
łapacz snów dla Iwonki

Najbardziej niesamowite jest to, jak trafiła do mnie ta akurat serwetka. Szukałam materiałów do łapaczy, głównie na ebayu. Miałam w głowie wizję jak powinien mniej więcej łapacz dla Iwonki wyglądać. I tylko myślałam, że powinny być jeszcze przecież motyle. Chciałam by były delikatne, takie filigranowe, jakie właśnie są motyle. Ale w ogóle nie miałam pojęcia gdzie powinny się w łapaczu znaleźć. Zamówiłam na ebay serwetki, kilka. Były sfotoografowane, ale tej akurat serwetki nie było na zdjęciu. Jakie było moje zdziwienie gdy po otwarciu paczki pierwsze co zobaczyłam to serwetkę z motylkami. No znak! I wiedziałam od razu, że to właśnie ona musi być w łapaczu dla Iwonki.

p1000251

moja galeria – sówki

Na pierwszych moich drewienkach pojawiły się sowy. Jako przypomnienie do tego by słuchać zawsze swojej intuicji, swego wewnętrznego głosu. I by przyglądać się swemu wnętrzu. Rozpoznać ciemne strony i oswoic je, aby mogly być uleczone. Dostrzegać, a nie wypierać, zaakceptować i dać im szansę przemówienia, by zrozumieć, a potem przemienić to co jest do przemienia. Ot, takie przypomnienie.

p1000215
Sówka (1) – akryl na drewienku świerkowym
p1000216
Sówka (2) – akryl na drewienku świerkowym
p1000211
Sówka (3) – akryl na drewienku świerkowym

łapacz snów dla Olivera

Zainspirowała mnie Ania swoimi łapaczami. I od tamtego czasu chciałam zrobić łapacze i ja. Wyczarowałam zatem mojego pierwszego, dla Olivera. Robienie takiego łapacza naprawdę ćwiczy cierpliwość i uważność. To fajny sposób na skupienie i wejście trochę w samego siebie. I może nie jest to najpiękniejszy łapacz świata, ale jednak taki nasz. Zrobiony z milości do syna. Z odrobiną energii wilka.

W pierwotnej wersjii łapacz był nieco inny, uboższy. Potem do niebieskich piórek dodałam jednak zafarbowane na pomarańczowo gęsie pióra. Musiały być też piórka białe (Oli jest urodzeniową 11 więc wiadomo czemu pomarańczowe i białe).  Dodałam też trochę białej szałwi by razem z wilkiem go chroniły nie tylko od złych snów, ale wszelkich niskowibracyjnych energii. No i teraz dopiero oficjalnie uznaliśmy razem z Olim ten łapacz za naprawdę gotowy.

p1000252
łapacz snów dla Olivera
p1000254
z odrobiną energii wilka

naszyjniki – Konik morski

Oczywiście, że nie wszystkie naszyjniki robię dla samej siebie. Znaczną ich część robię dla innych, z miłości oraz pragnienia dzielenia się dobrą energią. Ten naszyjnik powstał też właśnie z takich impulsów. Zrobiłam go dla konkretnej osoby, myśląc o niej ciepło i łacząc się z nią swoją energią. I może nie jest on jakiś wyjątkowy, ale zrobiony ze szczerości serca.

P1210227

P1210226

naszyjniki – Siostrzane Pomarańczki

Przy naszym pierwszym spotkaniu dostałam w prezencie od Archaii między innymi wspałaniościami też takie długie drewniane korale. Całkiem ładne, ale pomyślałam sobie, iż czegoś im brakuje i są nieco za długie. I że to taki znak, że zapraszają mnie do tego, by się nimi podzielić i zamienić je na promieniujące ciepłą pomarańczową energią naszyjniki nie tylko dla mnie, ale i dla Archaii właśnie.

Do pierwotnej, jedynie drewnianej wersjii korali dodałam grawerowane kuleczki agatu, by kamienie wspomogly energię drewna. No i tym sposobem całkiem niespodziewanie zamiast dwoch, powstały aż trzy siostrzane naszyjniki. Wow, ucieszyłam się bardzo, to znak, że połączą one trzy serca. I od razu wiedziałam o jakie jeszcze serce chodzi. Uściski dla Izuni. .

P1210191

P1210192

P1210193

moja galeria – Co mi w duszy gra

 

Dostałam od Iwonki zadanie. Miałam namalować obraz. Ja jako motyl. Jednak na początku zupełnie tego nie czułam. A przecież nie chciałam malować obrazu tak bez uprzedniego poczucia go w sobie. Wiedziałam bowiem, że będzie on dla mnie ważny. Że w jakiś dziwny sposób będzie miał wpływ na to, co jest we mnie. Długo dojrzewał ten obraz w mojej duszyw mojej duszy. Ale kiedy już dojrzał, to było tak jak zwykle: Magia. Po prostu nagle poczułam, że jestem gotowa i muszę malować. I chociaż na samym początku malowania, wcale nie wiedziałam do końca jaki ten obraz będzie, bo wizja we mnie nie była jeszcze całkiem dla mnie widoczna, to jednak owa siła, ten wewnętrzny głos był taki wyraźny, że nie wręcz aż ciężko mi było od tego malowania odrywać.
I tak przez kilka dni siedziałam przy tym obrazie po wiele godzin. I wyłonił się ze mnie właśnie taki napełniając mnie radością i jakimś takim chochlikowym zadowoleniem.

W sumie to są dwa obrazy. Każdy z nich mógłby zawisnąć osobno. I byłby doskonałym dziełem samym w sobie.

P1210186
„Co mi w duszy gra – Magiczny świat” (2016), akryl na plótnie, 60 x 80 cm
P1210183
„Co mi w duszy gra – Ja jako motyl” (2016), akryl na plótnie, 60 x 80 cm

Ale stanowią jedność. Taki mój magiczny świat, w którym jest wiele przestrzeni i sporo miejsca dla innych Duszyczek, dla Spirits, dla mnie samej.

P1210189
„Co mi w duszy gra” (2016), akryl na 2 płótnach, każde 60 x 80 cm

I w nim ja. Ja jako motyl.

P1210184
„Ja jako motyl”

I znajome światełka co mi wduszy grają. Każde z nich jest jak nowy, inny pomysl w mojej głowie, jak taka iskierka, który rozpala moją duszę. To moje pasje, moje ogniki, moje światelka.

P1210185

moja galeria – Rozkwit (Równowaga)

P1210090
„Rozkwit (Równowaga)”(2016), akryl na plótnie, 60 x 80 cm

Obraz namalowałam na zamówienie dla Archaii. Tak naprawdę, w wersji pierwotnej, to owe zamówienie było by namalować niejako kopię mojego wcześniejszego obrazu pt „Ziarno (Poczuć)”. Szybko jednak się zmieniła koncepcja, bo pogadałyśmy sobie tak od serca i stało się jasne o co tak naprawdę chodzi. I tamten moment był takim właśnie zaczątkiem.

Bo zwykle jest tak, że malując dla kogoś obraz czy nawet jakiś istotny dla mnie samej, od momentu pojawienia sie pierwszej myśli o jego powstaniu do rzeczywistego namalowania upływa nieco czasu. To czas, w którym moja Dusza pozwala by obraz we mnie dojrzał. Nie myślę o nim, nie zastanawiam się nad koncepcją jak go namalować, jak ma on wyglądać. Jest we mnie jedynie incencja co ma wyrażać, co przekazywać, czy jakie przynosić przesłanie. I tak niejako nawet zapominam o samym obrazie, a jedynie wiem, że pewnego dnia się narodzi on we mnie. I kiedy dojrzeje w moim sercu, to moja Dusza da mi o tym znać nagłym silnym impulsem. Za każdym razem gdy to się dzieje, jest to niesamowicie zadziwiające nawet dla mnie samej. Nagle czuję bowiem w sobie jakąś taką ogromną siłę, która każe mi wyciągnąć sztalugi i zabrać się do malowania. Często nawet w tym momencie jeszcze wcale nie wiem CO konkretnie będę malować, dopiero kiedy sięgam na półki po moje farby, to tak jakby zaczynam widzieć w sobię wizję obrazu.  To jest zawsze jak Magia. I dokladnie tak samo było i tym razem.
Szykowałam sobie potrzebne mi kolory farb. Sięgałam po fiolet i wyłaniał się we mnie Mężczyzna Drzewko. Sięgałam po róż oraz magentę i moja Dusza odsłaniała przede mną Kobietę Motyla. Jakiś impuls nakazywał mi wyciągnąć tubkę z tę jasną zielenią i w tym momencie docierało do mnie, iż ten obraz będzie nie tylko dla Archaii, ale niejako drugą fazą do obrazu „Poczuć”.  Kolejnym etapem przesłania. Potem mogłam z otwartością serca usiąść i zacząć malować. Pozwolić się prowadzić mojej Duszy i tak krok po kroku wyłaniało się przed moimi oczami to, co miało się wyłonić.

Obraz „Poczuć” uczy nas otwierać nasze serce, patrzeć sercem i słuchać sercem. Buduje zaufanie i uczy wybaczenia, by mogło nastąpić wewnętrzne uzdrowienie (wtedy płyną łzy). Pobudza naszą czakrę serca i pomaga otwierać się całkowicie na drugą stronę, drugą przeciwną energię (męski – żeński). Zaakceptować ją w sobie, przyjąć ją z otwartym sercem i jednocześnie dzięki temu rozkwintąć tej naszej.

Ten obraz natomiast jest kolejnym etapem na tej drodze. Podnosi częstotliwość drgań naszego serca,  uczy nas dbać o te wibracje i pomaga nam utrzymać wewnętrzną harmonię i równowagę, tak by kwiat Milości mógł kwitnąć i wypełniać nasze życie coraz większą radością. To jest właśnie przesłaniem tego obrazu. Tak czuję.

moja galeria – zimorodek

 

28 - Zimorodek
„Zimorodek” (2016), akwarele na papierze, 40 x 30 cm

Pod wpływem impulsu kupiłam sobie farby akwarelowe. To było dla mnie prawdziwe wyzwanie namalować coś akwarelami. Zupełnie inna technika. No i przyznaję, iż wcale nie szło mi tak gładko, bo co chwila zapominałam o tym, iż te farby zachowują się zupełnie inaczej niż akryle. Ale jak na pierwszy obraz malowany akwarelami to zimorodek całkiem niczego sobie. Wiem już, że akwarelle nie przebiją mojej miłości do akryli, ale polubić je mogę.

moja galeria – Mandala mojego potencjału

P1200722
„Mandala mojego potencjału” (2016), akryl, pasta strukturalna, kamienie i pawie piórko na płótnie 50 x 50 cm

Dostałam zadanie namalować mandalę mojego potencjału. Jeszcze nigdy nie malowałam mandali. Owszem, kolorowałam różne, ale co innego jest kolorować czyjeś, a co innego stworzyć własną. Zatem to zadanie było dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Ale takim, które przyjęłam z ogromną radością, a nawet wdzięcznością. Bo poczułam, iż jest pewnym otwarciem dla mnie nowej przestrzeni. We mnie samej ale też i dla mojego tworzenia.

Poczułam również, że moja mandala powinna być taka, żeby dało się ją oglądać nie tylko oczami, ale jeszcze jakimś innym zmysłem. I dlatego zdecydowałam się na pastę strukturalną, kamienie i pawie piórko. Energia kolorów, energia kamieni (lapis lazuli, ametyst, kwarc różany i tygrysie oko) i symboliczne przesłanie zamknięte w pawim piorku. Wszystko to jest w pewnym sensie mną. Dlatego kocham tę moją mandalę. Bo jest taka właśnie moja.

moja galeria – Flamingowe motyle

P1200701
„Flamingowe motyle” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm
Ten flaming siedział mi już w głowie i domagał się urzeczywistnienia od jakiegoś czasu. Ale z różnych dziwnych powodów wciąż odkładałam płótno z namalowanym jedynie tłem za szafę. I dopiero teraz przy okazji warsztatu kolorowych motyli przyleciały do mnie całą chmarą też te różowe motyle i całość mogła się wreszcie stać. Późnym wieczorem wczoraj zasiadłam więc do malowania.