moja galeria – Dobrej nocy

20 -
„Dobrej nocy” (2016), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Nie miałam wczoraj w planach malowania, ale przyszła Kasia, więc żeby przy gadaniu bardziej produktywnie spożytkować czas, wyciągnęłam cały mój malarski majdan. Całkiem spontanicznie zdecydowałam, że będę malować sowy. Akurat miałam trzy wolne płótna, więc na dobry początek pomalowałam sobie tła. Pomysł na to jakie to mają być sowy jeszcze mi się nie wyklarował. No i tak w sumie się zaczęło…

Jak Kasia już poszła, mogłam trochę sie skupić w sobie. I niby chciałam robić coś innego, może trochę poczytać, ale jakoś nie potrafiłam już przestać. I tak w nocy już do mnie zawitała pierwsza sowa i nocą ją uchyciłam.

moja galeria – Rocco

P1200647
„Rocco” (2016), akryl na płótnie, 50 x 60 cm

Namalowałam tego knia przedwczoraj. I niby malowałam go wiedząc co chce namalować, ale jednak robiłam to całkowicie na wyczucie. I chociaż z technicznego punku widzenia dostrzegam w nim masę mankamentów, to patrząc na niego z punktu duchowego po prostu zadziwia mnie i zachwyca. Bo dopiero teraz gdzy jest już gotowy i na niego spoglądam odkrywam w nim to, co chce przekazać mi i może innym. Biorąc to na rozum, to zupełnie nie wiem dlaczego sięgnęłam po magentę i na koniec domalowałam turkusowe serduszka. A kiedy patrzę na to teraz,  to nie mogę sie przestać uśmiechać jaki oczywisty dla mnie to przekaz. Transformacja energii wojownika w łagodność i miłość. Z pomocą kochanych dziewczyn odkrywam kolejne aspekty i jestem wdzięczna za każdy z nich. Obraz jest co prawda na sprzedaż, ale na razie najbardziej pracuje dla mnie samej.

A ja dziekuje w sercu Rocco, za wszystko czego mnie uczy.

moja galeria – Zapach kwiatu jabłoni

P1200643
„Zapach kwiatu jabłoni” (2016), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Obraz namalowany wczoraj wieczorową porą. Z dedykacją i podziękowaniami dla Marysi, która swoimi przepięknymi fotkami uczy mnie dostrzegać więcej piękna wokół. Więcej małych cudów. Zwłaszcza tych naprawdę małych, łatwych do przeoczenia.

moja galeria – para-solo

okk
„para-solo” (2016), akryl na płótnie, 50 x 60 cm

Obraz namalowany na zamówienie dla mojej kochanej Przyjaciółki Szampani, która prowadzi terapie psychologiczne. Aż wsyd, bo zbierałam się do niego przez kilka miesięcy. No ale wreszcie jest.

Miało być Para i Solo, że niby dla par i dla pojedynczych osób. I związane z parasolem, który ma chronić przed życiowymi burzami i niepogodą.
No i w tej mojej wizji najlepsze wydaly mi się wielkie wygodne fotele. Bo trochę się kojarzą z takim wygodnym i miłym posiedzeniem u psychologa. Namalowałam dwa, może w nich zasiąść para, a może i jeden pacjent/ pacjentka i np pani psycholog. Symbolizują kolorystycznie właśnie pacjenta-psychologa. Czerwień to kolor pierwszej czakry i związana jest z korzeniami, ale też z namiętnościami, czy silnymi emocjami, również np agresją, gniewem.  Przede wszystkim jest też symbolem aktywności. Tak więc fotel czerwony (lekko jakby przybrudzony ), jest tutaj symbolem pacjenta i wszystkich poziomów, które chce on w sobie uleczyć. Pacjent/ pacjentka  posiadając w sobie pewne dysharmonie, ale też decydując się na terapię, chce aktywnie zrobić coś dla swojego uleczenia. W trakcie terapii szuka się również przyczyn dysharmonii, dokopuje się do takich ukrytych w nas pokładów,  bo trzeba uzdrowić korzenie aby uzdrowienie miało być trwałe. To właśnie ma wszystko symbolizować czerwony fotel.

Fotel fioletowy jest symbolem psychologa, ale też i pacjenta, bo to w nim dokonuje się przemiana.
Kolor fioletowy jest kolorem siódmej czakry, czakry koronnej, symbolizuje uniwersalną mądrość, którą każdy ma zapisaną w swoim wnętrzu. To mądrość naszej duszy. Mądrość, która łączy w sobie wszystko to, co co jest dla nas najlepsze. Dobry psycholog pomaga odkryć tę mądrość, pomaga nawiązać kontakt z naszą duszą, a co za tym idzie pomaga nam się uzdrowić. Nie znaczy to, że psycholog narzuca nam swoją mądrość. Pomaga raczej odkryć to, co jest w nas, co jest naszą esencją. Pomaga nam wrócić do naszego własnego środka, zadbania o naszą świętą przestrzeń. Wszystko to symbolizuje właśnie fotel fioletowy.

Parasol namalowałam niebieski, bowiem chciałam by symbolizował on czakrę gardła, a ta jest symbolem komunikacji (tu np. między pacjentem i psychologiem, między nami i naszym wnętrzem), a co za tym idzie jest związana ze szczerością. By terapia miała szanse na powodzenie i dała pożądane efekty, potrzebna jest szczerość. Nic nie da się bowiem uzdrowić bazując na kłamstwach. Parasol ma pomóc w otwarciu naszej piątej czakry. Szczerość wobec innych i absolutna szczerość wobec samego siebie wymaga niejednokrotnie wielkiej odwagi. Ale jest potężną energią i niesie z sobą wielką moc uwalniania. Pociąga za sobą uczciwość i mam na myśli nie tylko to, byśmy byli uczciwi wobec innych, ale przede wszystkim uczciwi wobec nas samych. To znaczy żyli tak, by to co w nas, co w naszym wnętrzu, było zgodne z tym, co pokazujemy na zewnątrz. To wszystko ma tu symbolizować niebieski parasol.

Światło pod parasolem jest symbolem tego, co dostaniemy w nagrodę. Nasze życie się rozświetli. A tym samym staniemy się szczęśliwi. Światło na obrazie jest mieszaniną zieleni i niebieskiego. Zieleń związana z czakrą serca jest symbolem miłości, uzdrowienia. Tym samym chciałam symbolicznie przedstawić, że światło w nas i światło w naszym życiu jest wynikiem naszej szczerości i miłości. Miłości również do samego siebie. Bo kto nie kocha siebie, nie bedzie potrafił kochać prawdziwie i innych. Miłość ma potężną moc, potrafi uzdrowić każdą energię. I zawsze nierozerwalnie jest związana ze szczerością. To ma symbolizować światło.

Deszcz w tle namalowałam nie taki znowu ponury, ale w kolorach ciemnej zieleni. I znowu symbolicznie chciałam tym coś przekazać. A mianowicie, że wszystkie życiowe niepowodzenia, trudności i problemy pojawiaja się w naszym życiu po to, by nas czegoś nauczyć. Obojętnie jak straszne i przykre nam się one wydają, z perspektywy duszy są wyrazem miłości naszego Życia wobec nas. I choć w danym momencie kiedy akurat się pojawiają i jesteśmy w środku takiej życiowej zawieruchy, trudno nam dostrzec coś pozytywnego, to jednak często z perspektywy czasu już potrafimy owo dobro zobaczyć. Niekiedy bowiem musi zdarzyć się coś na pozór złego, by mogły zajść prawdziwe zmiany. Chodzi mi o to, że problemy i trudności jakie nas spotykają, niosą w sobie wielki potencjał, nowe szanse dla nas. Dlatego właśnie na obrazie są one w kolorze zieleni. Symbolicznie ma to oznaczać, iż ukryta jest w nich miłość Życia wobec nas, oraz nowa nadzieja, szansa na uzdrowienie.
No to tyle.

moja galeria – Bawół

P1200637
„Bawół” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Namalowałam ten obraz dla Kacpra, syna Moniczki. Malowanie go było niezwykle kojące, bo taka też jest energia Kacpra, którą mogłam odczuć.

Kiedy maluję obraz dla kogoś, to nie jest to takie zwykłe malowanie. Jest to swego rodzaju medytacja, połączenie z energią tej danej osoby, czasem przygoda, czasem wyzwanie, ale zawsze duchowe spotkanie. Malowanie obrazu dla Kacpra było dla mnie kolejnym bardzo pięknym spotkaniem.

moja galeria – Muszelki

W ramach remontu odnowiliśmy nasz kibelek. Kapsel zajął się malowaniem ścian, ja odnowieniem lustra, szafek oraz dekoracjami. Bo chociaż pomieszczenie malutkie i tylko do wiadomo czego, to w ładnej atmosferze i otoczeniu nawet załatwiać się będzie przyjemniej. Klimaty morksie nam tam przywiałam, żeby owo siedzenie na kibelku było w pełni odstresowujące.

A przy okazji przejrzałam moje czyste płótna i znalazłam trzy malutkie w wymiarach 20 x 20 cm, z którymi nie bardzo prędzej miałam pomysł co zrobić. Teraz jednak uznałam, iż nadają się doskonale jako dodatkowa dekoracja do naszego nowego kibelka. Taka przysłowiowa kropka nad „i”. Wyciągnęłam pędzle, kilka farb i kilka muszelek na wzór i tym sposobem powstały te trzy obrazki.

P1200625
„Muszelka 1” (2016), akryl na płótnie, 20 x 20 cm
P1200626
„Muszelka 2” (2016), akryl na płótnie, 20 x 20 cm
P1200627
„Muszelka 3” (2016), akryl na płótnie, 20 x 20 cm

Razem, obok siebie prezentują się jeszcze ładniej.

P1200634


A tu kilka ujęć z naszego jakże fajnego teraz kibelka. Aż chce się tam zasiadać.

P1200632-tile

moja galeria – Lagia

Po wielu latach przyszedł czas na remont w pokoju Olivera. Zamówiliśmy nowe wielgachne biurko i nowe łóżko. A ściany dostały nowego kolorku. Wcześniejsza jabłkowa zieleń ustąpiła miejsca pięknemu niebieskiemu. No ale puste te ściany trochę, zatem postanowiłam namalować dla syna jakiś fajny obraz. No i tak padło na Lagię. Oliver jest bowiem fanem tego morskiego smoka (o ile to jest smok), więc pomyślałam iż bardzo się ucieszy na taki obraz. Oczywiście musiał mnie Oli poratować jakąś fotką do podglądania, bo z głowy to ja nawet nie wiedziałam co to jest ten Lagia. Dostałam zatem zdjęcie na wzór:

Artwork-Lagiacrus_001

Zamówiłam wielgachne płótno i kiedy tylko przyszło… O mamunciu! Jakie one wielkie! Nigdy prędzej nie malowałam tak dużego obrazu. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz. A poza tym lubię takie wyzwania. No i przede wszystkim kocham Olivera.

Zabrałam się zatem do malowania. I po bitych 12 godzinach pracy (kocham to robić, więc również po bitych 12 godzinach przyjemności) wyłoniło mi sie spod pędzla to oto smoczysko:

P1200624
„Lagia” (2016), akryl na płótnie 140 x 80 cm

No i tak mi się podoba, że sama co chwilę na niego spoglądam. Ale jeszcze bardziej podoba mi się fakt, że sprawiłam tym obrazem mega wielką radość mojemu synowi. Fajnie tak.

moja galeria – Spotkania dwa

„Spotkanie żółtego z niebieskim” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Spotkania dwa.
Z wczoraj.
Były już wszystkie farby. A to właśnie w malowaniu dla mnie najbardziej istotne, nie forma a kolor. To za pomocą barw staram się intuicyjnie wpleść w moje obrazy pewien przekaz. Spotkania dwa powstały: żółtego z niebieskim i niebieskiego z żółtym. Każdy może odczytać z tego co innego. Życzę wam takich spotkań.

13 - spotkanie niebieskiego z żółtym
„Spotkanie niebieskiego z żółtym” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

moja galeria – Przenikanie Miłości

„Przenikanie Miłości” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Kilka dni temu złapała mnie znowu ogromna chęć na malowanie. Ot,wręcz rozpierało mnie od środka. Tym bardziej, że z powodów zdrowotnych byłam tymczasowo ograniczona jeśli chodzi o jakąś inną większą aktywność. Wibrowała mi w sercu i w głowie cała gama barw i chciałam je jakoś pędzlem przelać na płótno, Tyle,że wciąż nie miałam farb. W koszyczku pozostały same resztki, głównie odcienie niebieskiego. I jak to tak malować? Ale jak nie malować? I ani się obejrzałam, a wykluły mi się znowu łabądki. I dziwne, koślawe mandale.

moja galeria – Łabądki dwa

„Łabędzie” (2016), akryl i pasta strukturalna na płótnie, 80 x 60 cm

Wczoraj była u mnie Kasia i miałyśmy taki dzień na gadanie. Ale żeby było bardziej z korzyścią, to postanowiłyśmy, że będziemy przy tym tworzyć. Kasia robiła piękne koleczyki, a ja tuż obok sobie malowałam.

Co prawda najpierw chciałam dokończyć moje całkiem inne obrazy. Wymalować te flamingi co mi siedzą w głowie. Ale się okazało, że nie mam już farb w kolorze magenty. Przejrzałam moje farbowe tubki, resztki już właściwie i stwierdziłam, iż kolorków zostało mi niewiele. Zatem trzeba było nieco zmienić zamiary. I tym sposobem wybór padł na te oto łabądki.

I od razu mówię, że obraz jest kopią. Nie pochodzi z mojej wizji, ani z mojej głowy. Motyw całkowicie podpatrzyłam w starej gazetce dla plastyków. Ale od czasu do czasu można namalować coś, co nie pochodzi od nas. Zwłaszcza jeśli maluje się przy gadaniu, kiedy 80% naszej uwagi poświęcamy właśnie na rozmawianie, a malowanie jest jedynie dodatkiem. Ot, by zająć czymś ręce. Kopiowanie, to takie malowanie bardziej dla wprawy, niz dla duszy czy wyrażania samego siebie. Od czasu do czasu bardzo lubię. Zwłaszcza, jeśli efekty wychodzą takie, że mi samej się podobają.

moja galeria – Nebula 1 & 2

P1200608
„Nebula 1” (2016), akryl na płótnie, 80 x 60 cm
P1200606
„Nebula 2” (2016), akryl na płótnie, 80 x 60 cm

Poproszono mnie o namalowanie mgławicy. No i tak się zapędziłam, że namalowałam od razu dwie. Tego typu kosmiczne obrazy to świetny motyw na wykańczanie resztek farb. Tak że jestem jak najbardziej za. A jaka fajna zabawa przy tym była.

moja galeria – Biały smok

„Biały smok” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Obraz malowany na zamówienie. Miał być smok. I miałam malować to co czuję. I tyle. Zawsze staram sie malować obrazy tak jak czuję. I nawet taki obraz ze smokiem można przecież namalować na tysiące sposobów, a jednak od razu wiedziałam w jakich kolorach będzie ten dla Pauliny. Przyznaję, że malowanie go było dla mnie wyzwaniem. Pierwotnie miałam wizję aby namalować tam jeszcze samą Paulinę, ale w trakcie naszły mnie wątpliwości. A potem intuicyjnie wyczułam, iż obraz powinien zostać taki jaki jest, trochę jakby nie dopowiedziany do końca.

moja galeria – Pieśń dla Iwonki

„Pieśń dla Iwonki” (2016) , akryl na płótnie, 60 x 80 cm

A to kolejny obraz, który skończyłam malować wczoraj. Był malowany na zamówienie dla cudownej osoby.
Iwonka jest taką osobą, która promieniuje niezwykle piękną energią. Jest nie tyle jak pasterz, który prowadzi za sobą owieczki, ale bardziej jak latarenka, która swoją postawą wskazuje i oświetla drogę. Dla mnie jest niesamowitą inspiracją. Jej bliskość działa kojąco i w jakimś sensie rewitalizująco. Nie tylko na mnie.

Wieloryby, motyle, mandale, połączenie z Gają… to wszystko jest częścią jej świata. I chciałam to jakoś razem ująć w obrazie. Dlatego jest jaki jest.

I zbliżenie na Iwonkę

moja galeria – Journey of souls

„Journey of souls” (2016), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Zapytałam ludzi na pingu i na fejsie z czym im się kojarzy ten obraz. I każda odpowiedź była inna.

„Krolicza nora z Alicji w Krainie Czarów”

„Z wnętrzem łodygi”

W drodze do Słońca

„Z wnętrzem studni. ale głowa skierowana ku górze”

„Z nowym życiem”

Centrum zdrowia

„Piękny ananas

A ja w pierwszej chwili pomyslalam o „tanczacej” kulce do golfa. Uderzajac o zielona trawe wybija piekna melodie.

To jest uzdrawianie duszy i ciała w całym istnieniu

 

Dla mnie to fascynuące, że jeden obraz może wywołac aż tyle skojarzeń.

moja galeria – Monika

„Monika” (2016), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Napisała do mnie Monika i zapytała, czy nie namalowałabym dla niej obraz z jej zwierzęciem mocy. I tym sposobem powstał mój pierwszy obraz namalowany na zamówienie. Z jednej strony to było swego rodzaju wyzwanie, z drugiej niesamowita radość. Tym bardziej, iż czułam od Moniki właśnie tę pozytywną energię w kolorze pomaranczy i zieleni.

Efekt końcowy zaskoczył nawet mnie samą. I muszę przyznać, że bardzo mi się ten obraz podoba. Polubiłam go. Tym bardziej, iż w jakimś sensie stworzył on dla mnie nowe możliwości. Właściwie sama je stworzyłam, ale to ten obraz dla Moniki mi w tym pomógł.

moja galeria – Noc świetlików

„Noc świetlików” (2015), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Historia tego obrazu jest trochę długa i zagmatwana. A raczej historia jego powstawania. Bo najpierw, kilka miesięcy temu pomalałam całe płótno na w kolorze karminowej czerwieni. Wcale nie miałam dokładnego pomysłu co tam namaluję. Albo raczej miałam, tylko że ten pomysł ciągle się zmieniał i w końcu nie namalowałam nic. Potem naoglądałam się w necie filmików z różnymi technikami malarskimi. Takie mieszanie, chlapanie farb, alkoholu, rozprowadzanie suszarką itp. No i chciałam poeksperymentować. A że akurat nie bardzo miałam na czym, to padło na to właśnie pomalowane na czerwone płótno. Eksperymentowałam, a płótno zmieniało kolory z karminowej czerwieni na turkusowy. Potem z turkusowego na okrę, siennę, potem znowu na fiolet. Eksperymenty  jedynie mi pokazały, iż te techniki chyba nie są dla mnie, ale fajnie było popróbować te wszystkie chlapnia. Potem płótno wylądowało na kilka tygodni czy miesięcy za szafę. No ale w końcu je wyciągnęłam i stwierdziłam, iż przecież szkoda tak po prostu je porzucić. Te wszystkie poprzednie warstwy farby trochę go sfatygowały i nie nadawało się już na każdy obraz. Ale na noc ze świetlikami jak najbardziej.

moja galeria – Król lew

„Król lew” (2015), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Dodałam tutaj tą piosenkę, bo doskonale pasuje do mojego obrazu. Te falujące w powietrzu liscie są dla mnie symbolem zmian, jakie wkraczają w nasze życie. Stare odlatuje, a przywiewa nowe. Ważne żeby te zmiany przyjąć odważnie, nie uciekać przed nimi, ale stawić im czoła. Bo wszystkie takie zmiany są krokiem naprzód w naszym rozwoju.
Lew dodaje nam siły i odwagi własnie do tego, byśmy odważnie przyjęli wszelkie zmiany.

moja galeria – Pokaż swoje piękno

„Pokaż swoje piękno” (2015), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Mój paw w rzeczywistości jest ładniejszy, niż to widać na fotce. Marny ze mnie fotograf. Ale trudno uchwycić tak światło, by w całości było widać prawdziwe kolory i piękno.

W zbliżeniach widać trochę lepiej różne niuanse. I może też widać błyszczący brokat.

moja galeria – Paw

„Paw” (2015), akryl na 2 płótnach, każde 60 x 80 cm

Miałam bardzo długą przerwę w malowaniu. Kilka miesięcy zastoju.  Ale brakowało mi tego. I teraz, kiedy moja pasja obudziała się na nowo, to tak jakby odżyła jakaś część mnie samej. Zabrałam się znowu do malowania z takim zapałem. Po takiej pauzie musiał być duży format i duże wyzwanie. Namalowanie tego pawia zajęło mi kilka dni. W każdym po kilka godzin pracy. Ale to było też kilka dni i wiele godzin radości.

I w sumie bardzo podoba mi się ten podwójny obraz. Te akcenty złotą farbą (na zdjęciach nie bardzo widać, iż to złoty kolor) naprawdę dają fajny efekt. Paw wisi teraz u nas nad łożkiem i ilekroć na niego spojrzę, to przypomina mi się przesłanie jakie z sobą niesie.

moja galeria – Ania i wilk

„Ania i wilk” (2014), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Obraz jest z dedykacją dla Ani Ś. z wielkimi podziękowaniami za ogrom serca i światełko, które ma w sobie. Za te wszystkie chwile, w któych nawet o tym niewiedząc mi pomogła znaleźć drogę do samej siebie. Za to, że swoją osobą inspiruje, motywuje, ogrzewa, uczy pokory i Miłości. I przypomina o tym, co jest w każdym z nas. Dziękuję Aniu.

moja galeria – Czerwony Kapturek

Zapowiadało się dość mrocznie.

I w sumie miało tak być, ale nie do końca mi to wyszło. Bo mroczny las w efekcie końcowym wygląda nieco jak wcale nie straszny park. Ale no cóż. Wciąż maluję koncówkami farb i wciąż mam problemy z malowaniem ludzi. Ale co tam, liczy się to, iż malowanie jest dla mnie wielką radością. Skąd pomysł na takiego Czerwonego Kapturka? Bo to takie tylko symboliczne przedstawienie całkiem innych ukrytych treści. I właśnie to lubię w obrazach najbardziej. Nigdy nie są tak jednoznaczne w treści jak słowa.

„Czerwony Kapturek” (2014), akryl na płótnie, 80 x 60 cm

moja galeria – Drzewo życia

„Drzewo zycia” (2014), akryl i guziki na płótnie , 50 x 70 cm

Za szafą miałam jeszcze dwa blejtramy, które teoretycznie nadawały się już do wywalenia. A to dlatego, że napaciane na nich było już nawet sama nie wiem ile warstw farby. Początki obrazów których nigdy nie skończyłam. Bo albo mi się odwidziało, albo mimo że chciałam bardzo malować, to po kilku muśnięciach pędzlem okazywało się, iż nie umiem. Coś mnie blokowało. I tak jak w tamtych miesiącach moje życie było bardzo trudne, tak też malowanie zupełnie mi nie szło. W efekcie praktycznie zniszczyłam dwa duże płótna, ale było mi żal ich wyrzucić. No i mam w sobie przekonanie, że podobnie jak w życiu, zawsze jest jakaś szansa na to, by naprawić to co się popsuło.

Tym sposobem powstał ten obraz. Namalowany ostatkami farb (chciałam powykańczać resztki z kilku tubek) na bardzo napacianym płótnie, gdzie pod spodem przebijały struktury wcześniejszych niby-tworów. Efekt może i też wyszedł napaciany, ale potraktowałam ten obraz jako ponowne oswajanie się z malowaniem.

No i przydały mi się tu kupione za grosze w Rossmanie guziczki. I może całościowo obraz nie jest jakiś super, ale przynajmniej uratowałam stare nap[aciane zniszczone płótno. I to mnie cieszy.

moja galeria – The last unicorn

„The last unicorn” (2014), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

I tak dla ciekawości, jak rodzi się obraz.

etap 1:
Na całkowitą czerń dodałam jedynie nieco bieli. Biała farba solo lub biała farba zmieszana z czarną. Szarości, biel i czerń.

etap 2:
Wlewam powoli kolory. Wzięłam indygo, które zawsze kojarzy mi się z bezpieczną przystanią. To dziwne, bo indygo to ciemna, wręcz ponura barwa. Ale dla mnie ma w sobie coś opiekuńczego. Zatem spośród tylu odcieni niebieskiego, wybrałam właśnie indygo. Choć na obrazie w ogóle tego nie poznać. Tą część nie malowałam pędzlem, ale namoczoną ściereczką. Cieniutka warstwa farby. Miała jedynie rozświetlić obraz i spowodować, iż wszystko stanie się nieco przyjaźniejsze.

etap 3:
Dodaję zieleń. Kolor serca. Zielenią maluję krajobraz. Zielenią tworzę mój świat na obrazie. Dla mnie to tak, jak się tworzy właśnie rzeczywistość. Wystarczy nieco odwagi i zaufania, że się potrafi.

etap 4:
Zdarzył się mały wypadek. Kapnęła mi zielona farba na środek niebia. Wytarcie nie pomogło za bardzo, bo jednak zostawał zielony ślad. Trzeba było coś wymyśleć. Hmmm… biała farba i … tak powstało ranne słoneczko.
A skoro tak, to i woda nabrała blasku. I drzewka przywdziały odrobinę koloru.