moja galeria – niedźwiadki

Dawno już nie malowałam na drewienkach, a wciąż tyle ich jeszcza mam. I tak wczoraj późnym wieczorem wreszcie mnie ona znowu przywołały. Wyciągnełam zatem farby, pędzle i tak oto  różne niedźwiadki się pojawiły.

Koala – akryl na drewienku brzozowym
Niedźwiadek – akryl na drewienku brzozowym
Niedźwiedź – akryl na drewienku modrzewiowym

branzoletki fajne są

Tymczasem zatęskniłam troszeczkę do innego tworzenia. Przejrzałam resztki moich koralikowych kamyczków i tak zamiast naszyjnka powstały tym razem branzoletki. I – muszę przyznać – bardzo mi się spodobało to ich wyczarowywanie. Tym samym zapewne otwarły się przede mną jakieś nowe drzwi, bo nowa forma tworzenia to zawsze też nowe radości i nowa przygoda.

 

blaski zieleni

Nawet jesli moja codzienność czasami zasnuta jest ciemnymi chmurami, to jakże mogłabym całkowicie zapomnieć o tym, że zawsze można sobie nieco blasku samemu wyczarować.
Takie tam moje czary mary, oczywiście malowane farbami.

Malowanie to dla mnie jest jak forma modlitwy. Każdy ma jakis swój sposób, a mój jest własnie taki. Poczułam, iż potrzebuję teraz dużo zieleni, więc taką sobie wymalowałam w mojej Księdze Blasków. Bardzo mi to pomogło samej się sharmonizować. I w ogóle jakoś tak pozytywnie na mnie wpłynęło.

 

magiczne księgi – Paw

Paw, królewski ptak, posłaniec bogów, od zawsze mnie przyciągał. Pawie piórka, pawie kolorki, pawie przesłanie. Zawsze kiedy zapomnam o samej sobie, paw w jakiś magiczny sposób pojawia się i przypomina. Ta księga jest takim moim wyrazem wdzięczności wobec pawia. I by uhonorować go po królewsku, jak na pawia przystało, nawet kartki otrzymały złoty rand.

magiczne księgi – Wilk

Na pierwszą księgę wybrałam motyw z wilkiem. To taka mała kopia obrazu namalowanego kiedyś dla mojego Olivera. Oj, przyznaję, malowanie na księdze zamiast na płótnie przy sztalugach to zupełnie inne doświadczenie. Ale sprawiło mi równie wiele radości. Dopieszczałam więc to swoje nowe dzieło z prawdziwą czułością, z miłością i błogosławieństwem.  Aby samo w sobie było takim swoistym blaskiem, w tej pierwszej wymalowanej przeze mnie księdze blasków.

 

 

 

 

magiczne księgi – obrazy w nowej odsłonie

Jakiś czas temu szukałam sama dla siebie jakieś pięknej księgi, która mogłaby mi posłużyć jako taka moja osobista, magiczna Księga Blasków. Dłuuuuugo szukałam w internecie takiej, która naprawdę by mi się podobała od pierwszego wejrzenia. No ale wreszcie znalazłam. Przybyła do mnie aż zza oceanu. I chociaż zachwycała mnie ona jako ona, to już mniej zachwycająca była jej cena. I wtedy właśnie pomyślałam, iż przecież ja sama potrafię również wyczarować taką ksiżkę. No dobra, może nie całkiem od początku, ale przynajmniej mogłabym gotowe już małe księgi farbami przemienić w magiczne małe księgi.

Księgi Snów
Księgi Blasków
Księgi Wdzięczności
Księgi Małych Cudów

Co tam duszy  się w takiej księdze zamarzy zapisać.

Najpierw trzeba było znaleźć same księgi, z okładkami oprawionymi w lniane płótno.  I koniecznie z kartkami takimi, na których można pisać piórem bez obawy, że atrament będzie się rozlewał jak w bibule. Ale wiadomo, kto szuka ten znajdzie. Tak i ja wreszcie znalazłam. Kupiłam pierwsze trzy na próbę, a potem zabrałam się za malowanie. I tak powstały moje pierwsze magiczne księgi.

łapacze snów – dla Darii

Oczywiście z pawimi piórami, a także piórem kruczym i meleńkim sójkowym. I kilkoma kogucimi. W pierwotnej wersji łapacz miał nieco inne kolorki, więc poprawiłam, aby wprowadzić do niego tę ciemną zieleń. Daria jest jak wróżka z baśniowego świata, siostra elficka, czarodziejka słowa. Oby ten łapacz pomógl jej śnić jeszcze piekniejsze, prawdziwe szamańkie sny.

dla Darii

łapacze snów – mój

Tego łapacza zrobiłam dla samej siebie. Jest to szczgólny łapacz, bo zasilają go pióra aż 8 gatunków ptaków (8 jest dla mnie szczególną liczbą, bo to moja liczba urodzeniowa). I tak jest tam po jednym piórze kruka, dzikiego indyka, sroki i  bażanta oraz po dwa piórka perliczki, koguta, kaczki krzyżówki i sójki.

Na zdjęciu tego nie widać, ale te naturalne pióra mają naprawdę piękne kolory. Czarne pióro sroki błyszczy w świetle opalizującą zielenią, krucze wydaje się być czasem aż granatowe. Te od kaczki czy sójki są cudem same w sobie. Każde z tych piór z osobna po prostu mnie zachwyca. A razem tworzą coś niesamowicie pięknego w energiach, przynajmniej dla mnie.

mój

moja galeria – Sójeczka

Modelką do tego obrazu była mi sójeczxka sfotografowana przez Zdzisia Olejniczak. Zdjęcie niezwykle cudowne, zachwyciło mnie totalnie. A potem, juz w trakcie malowania sójeczka już sama pojawiła się tuż obok mnie. Takie moje szamańskie z nią spotkanie. I nawet sójkowe piórka w tym czasie do mnie trafiły.

„Sójeczka” (2017), akryl na płótnie, 50 x 80 cm

łapacze snów – w błękitach

Zwykle do tworzenia podchodzę tak, że nie przymuszam się do niczego. Jeśli mam fazę, iż czegoś nie czuję, po prostu to zostawiam. Może też dlatego właśnie przez długi czas nie tworzyłam żadnego łapacza. Aż tu nagle przedwczoraj po tej długaśniej przerwie nagle poczulam, iż pragnę jednego stworzyć. I od razu wiedziałam, jaki ma być. W dodatku, tak jakby od razu się pojawiła i wspaniała osoba, dla której on ma być.

Powstawał dwa dni, ale był to taki bardzo lekki czas. Mam na myśli, że tworzenie tego łapacza niejako wypłynęło ze mnie samoistnie. Jest w kolorach błękitu, kolorze nieba i czystej wody. Czyż to nie mówi już samo za siebie o jego działaniu?

w błękitach

Chciałam by był kobiecy. Delikatny. Nie plotłam więc sama siatki ze sznureczka, a użyłam serwetki. I ta serwetka to taki dodatkowy bardzo cudowny i symboliczny element. Nawiązuje do naszych słowiańskich korzeni i klultury. Bo te serwetki dziergane od wieków przez nasze babcie i prababcie, to przecież nasze słowiańskie mandale. Piękne i takie łączące nas z korzeniami. Z przodkami. A żeby było jeszcze lepiej, trafiła do mnie bowiem serwetka oparta na siedmiu ramionach, co samo w sobie jest rzadkością wśród serwetek. Bo zwykle są oparte na sześciu ramionach albo ośmiu. A ta tak wyjątkowo akurat na siedmiu. Trochę jak symbol 7 podstawowych czakr albo 7 Archaniołów. Czyż to nie wspaniałe?

Uprałam ją, by oczyścić ją z ewentualnych nieharmonijnych energii, a potem własnoręcznie zafarbowałam na błękitno. Owo farbowanie wyszło nie do konca jednolite. Są miejsca gdzie kolor jest bardziej intensywny, a w innych mniej. I przyszło mi że tak ma być. Czyż nie taka bywa właśnie woda? Mieni się, tu błyszczy i połyskuje jaśniej, tam ciemniej. Wplotłam w serwetkę zatem maleńkie muszelki i małe połyskujące koraliki. Nie widać tego może za bardzo na zdjęciu ale pociągnłeam ja tu i ówdzie lakierem z błękitnym brokatem, tak w ramach symbolicznego podwyższenia wibracji. A żeby jeszcze było wspanialej serwetka sama w sobie ma wzór w liście. Widzicie to? Jak takie nawiązanie do Matki natury, do Gaji, do żywiolu ziemi. Czyż to wszystko razem nie nawiązanie pieknie do równoważenia i podnoszenia wibracji uczuć i emocji?

No i wreszcie wisiorki i piórka. Wplotłam tam koraliki z lawy (farbowane na kremowo). Sama lawa symbolicznie nawiązuje do żywiolu ognia. Bo w końcu i on powienien być obecny w tym łapaczu. Dodałam kilkanście koralików w kształcie talarków z turkusu, który jest nie tylko dodatkową ochroną, ale i takim cudownym wspomagaczem dla pokoju i harmoni. Wplotłam znowu muszelki i wreszcie dodałam piórka: farbowane na błękitno piorka strusie, bardzo ładne piórka perliczki i cudowne i pełne mocy błyszczące w kolorze indygo, piórka kaczki. I wiem, żeto tak jakby moc tych trzech ptaków poprzez owe pióra wspierać będzie tego łapacza, a poprzez niego i jego właścicielkę.

I wiem również, że ten łapacz to nie tylko łapacz.

naszyjniki – Daria

Zobaczyłam tę srebrną zawieszkę z kamyczkiem sodalitu i taka jakaś smutna mi się wydała. Przez nikogo już nie chciana, nie kochana, sama jakby nie wierzyła już w swoje piękno. Ale przecież ono tam jest. Czułam je sercem. Przygarnęłam więc zawieszkę do domu, oczyściłam nieco i postanowiłam wyczrować naszyjnik, w którym na nowo będzie mogła czarować swoja magią. Wyszukałam jej do towarzystwa ładne oszlifowane kuleczki z podobnych w kolorze kamyczków, kilka szklanych rondelków i polyskujące paciorki farfale. I tak oto powstał niczego sobie naszyjnik.

I może na pierwszy rzut oka nie powala on barwami, ani kunsztem, ale mimo wszystko ma swój urok. A już na pewno nieco magii. Wszak powstał z podszeptu serca. I by podszepty serca przywoływać.

naszyjniki – Poranek w Dolinie Huanglong

Dolina Huanglong. Gorące źródła, niezwykłe wodospady i malownicze trawertyny – przepiękny krajobraz upleciony z błękiu, turkusu, zieleni, żółci, brązu i bieli. To właśnie to cudowne miejsce na ziemi przychodzi mi na myśl, kiedy patrzę na ten naszyjnik. Nawet wplecione w niego kremowo-białe duże kamyczki ze sztucznego turkusu przypominają swym kształtem chińskie lampiony. Do towarzystwa dodałam im zielone kulki z jadeitu oraz zafarbowaną na błękitno sieczkę z muszelek. Nieco akcentów złotego, które są jak jeszcze słabe pierwsze promyki słońca. Ot, taki własnie poranek w przepięknej dolinie Huanglong.

To co chińskie nieraz kojarzy nam się z kiczem i taniochą. Jednak wcale nie musi tak być. Ten naszyjnik, choć przypomina mi właśnie chińskie klimaty, zrobilam wkładając w niego wiele serca i uważności. Może komuś się spodoba. Może kogoś przyciągnie do siebie i pomoże wyśnić najpiękniejsze poranki, jak w dolinie Huanglong.