„Minuta uważności” – Simon Parke

„Czasami tracimy kontakt ze sobą tak bardzo, że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Do czasu, gdy nagle uświadomimy sobie, że właśnie doświadczamy czegoś bez faktycznego przeżywania tych zdarzeń. Tak jakby wszystko działo się obok nas.
Dzieje się tak, ponieważ tak wiele czasu poświęcamy na rozmyślania, co niedługo się zdarzy, spiesząc się, by wykonać kolejną rzecz, albo na rozpamiętywanie błędów z przeszłości i zadręczanie się nimi, że rzadko udaje nam się żyć chwilą obecną.
W niniejszej książce Simon Parke, za pomocą inspirujących historii oraz prostych stwierdzeń, uczy nas, jak wyraźniej spojrzeć na świat, wrócić do teraźniejszości i w niej pozostać. Ta subtelna zmiana sprawi, że w krótkim czasie uzdrowimy swoją duszę i ciało oraz wniesiemy spokój do każdej dziedziny życia, co pozwoli nam żyć swobodnie i w pełni. By to osiągnąć, wystarczy poświęcić dokładnie JEDNĄ MINUTĘ DZIENNIE na praktyki i rozważania mindfulness tak prosto i plastycznie tu opisane.
Inspirująca i praktyczna – ta książka jest dla każdego, kto chce wrócić do swojego życia – do siebie.”

Oj, zajęło mi wiele czasu przeczytanie tej książki, ale też w ogóle ostatnio jakoś czytanie zepchnięte u mnie było jedynie na kilka chwil wykradzionych nocą. Cóż mogę napisać o tym zbiorku króciutkich przypowiastek składających się na „Minutę uważności”? Z pewnością są wśród nich takie, które potrafią dotknąć jakoś naszego wnętrza i w prosty sposób nagle odkryć przed nami jakąś ważną dla nas lekcję. Jednak chyba raczej tylko wtedy, gdy sięgniemy po te opowiastki pojedyńczo, w maleńkich dozach, a nie w pakiecie. Ale chyba nawet tak powinno się czytać tę książkę, na raty, bez pośpiechu, a właśnie zatrzymując się w teraźniejszości. Wdychając i smakując chwilę….
Lektura może nie powala, ale jak dla mnie ma to „coś”. I pewnie jeszcze będę wracać do niej otwierając książkę tak na chybił trafil, by ze smaczkiem (albo i nie) uchwycić dany moment.