„zawsze cię znajdę”

Przyśnił mi się Ktosiu.  Przyszedł do mnie po jakieś materiały, które były mu potrzebne, by mógł się przygotować do jakiś egzaminów. Ja miałam mu je dać. Była to jakaś książka oprawiona w ciemno czerwoną okładkę ze skóry, choć bardziej to wyglądało jak moje własne zapiski pisane na kartkach A4 i oprawione w taką jakby książkę. Nie miałam skanera by to dla niego pokopiować (a nie wiem dlaczego nie mogłam dać mu samej tej książki), więc chciałam porobić zdjęcia tych kartek, by potem je wydrukować. I wtedy zadzwonil do mnie kolega Bogdan. Nie dzwonił jednak telefonem, ale tak jakbym odebrała bezpośrednio w głowie telepatycznie jego głos. To kolega, którego w rzeczywistosci znam jeszcze z czasów studium, choć wtedy raczej sama trzymałam się względem niego na dystans. W ogóle nie widziałam go od conajmniej 25 lat. No i teraz w tym śnie odebrałam w głowie ten jego głos. Powiedział abyśmy z Ktosiem przyszli do niego, bo on ma taki sprzęt, który nam skopiuje tę książkę tak, że od razu będzie jakby druga już oprawiona w okładkę. Ucieszyłam się na tą wiadomość i odpowiedziałam, iż zaraz przyjdziemy. Mieliśmy już zaraz potem wychodzić, ale wtedy przyszły do mnie jakieś 2 inne koleżanki i powiedziały, że pilnie potrzebują mojej pomocy. Przez chwilę czułam się rozdarta, czy iść z Ktośkiem do Bogdana (on go nie zna i nie wie gdzie mieszka, bo to jedynie mój kolega), czy zostać z tymi koleżankami.  Jednak Ktosiek zadecydował abym została. Powiedział, że jakoś sam sobie poradzi i żebym lepiej została i pomogła dziewczynom.
Zostalam więc, ale gdy Ktosiek już wyszedł, dziewczyny zaczęły coś kręcić i wreszcie się okazuła, iż tak naprawdę wcale nie potrzebowały mojej pomocy.  Chciały mnie rozdzielić z Ktośkiem, a po drugie chciały mnie jakoś zmanipulować, bym robiła to, czego one chcą. Nie wiem jak, ale przejrzałam ten ich zamiar i najpierw się wkurzyląm na nie, ale szybko wybiegłam z domy, by dogonić Ktosia.  Jednak kiedy już byłam na dworze, okazało się, że minęło wiele czasu, może lat, może nawet jest już inne życie…

Mimo to, chcę pobiec jak najszybciej do domu Bogdana. Żeby tam dotrzeć, muszę przejść przez taki bardzo wielki i długi most. Idę tym mostem i idę, i mijam różnych ludzi, setki ludzi. A na moście rosną drzewa z owocami podobnymi do pomarańczy, ale dużo większymi i ludzie po drodze żywią się tymi owocami, bo ta droga wydaje się trwać jakby wiele dni. I ja też chcę zjeść takiego owoca, ale potem widzę, że ludzie, którzy je jedli się dziwnie zachowują. Są jak naćpani, albo trochę jak zombie, sterowani przez kogoś z góry. Np oni wszyscy zaczynają śpiewać i tańczyć jak w transie wytwarzając jakaś silną energię i ten ktoś z góry, kogo nie widzę, ale kto nimi steruje, ten byt jakby się ta energią żywi. No więc choć czuję się bardzo spragniona i głodna, to jednak nie chcę być takim zombie i nie jem żadnego owocu. Oni w tym transie zaczynają na mnie naciskać, namawiać mnie bym zjadła i ja zaczynam uciekać, biegnąc coraz szybciej przez ten most w stonę tego domu od Bogdana.
Docieram jakoś do niego, on mi daje kopię tej niby książki, ale patrzy tak dziwnie i mówi mi w głowie że „nie sądziłem, iż dasz radę sama tu się przedrzeć”, a potem wiem, że muszę wychodzić już i on nawet proponuje, że mnie odprowadzi, ale odmawiam. Wychodzę od niego i by wrócić muszę znowu przejść przez most. I wtedy widzę, że w międzyczasie się wszystko zmieniło. Za mostem budynki są całkiem inne, inny krajobraz, jakby inna epoka. I jest zima, straszna śnieżna zawierucha, ja nie mam odpowiednich butów, ani nawet kurtki czy płaszcza. No ale wchodzę na ten most i idę, mimo że trochę się boję, bo ta zima jest taka naprawdę przerażająca. I wtedy dzwoni do mnie właśnie Ktosiek, tak dzwoni telepatycznie do mojej głowy. Ja się cieszę, ze mam z nim kontakt, bo się nie czuję taka sama na tym moście. A on mnie tylko prosi, bym mu powiedziała gdzie jestem i w jakim czasie. Więc mu mówię, że jestem na moście, na poczatku mostu, i że jest zima. I wtedy on mi mówi, takie zdanie: „Nic się nie martw, na pewno cię znajdę. Nieważny czas i miejsce, zawsze cię znajdę”. I te słowa są takie uspokajacące dla mnie, że siadam tam na tym moście, w tej zamieci śnieżnej i myślę sobie, że on mnie znajdzie.

No i się budzę.