tęcza

Ha! A to ci piękną niespodziankę od Wrzechświata na ten nowy rok dostałam. Tęcza. Tak, tak tęcza w środku zimy. Tzn zimy teoretycznej, bo u mnie dziś deszcz i prawdziwa wichura. I jedynie na chwilkę pojawilo się słoneczko, a wraz nim i tęcza. Co ciekawe pojawiła się z zupełnie innej strony niż zwykle u mnie widać tęcze. Nie zrobilam jej jednak zdjęcia, bo nim wpadłam na pomysł, by w ogóle poszukać aparat, tęcza już zniknęła. Ale co się zobaczyło, to moje. A dla mnie to był taki cudowny znak od Wrzechświata.  Znak, że niezależnie od tego co Życie mi przyniesie, zawsze mam przy sobie całe mnóstwo wsparcia mocy światła. Czyż to nie cudowna wiadomość?

I jakby na potwierdzenie już wieczorem pojawiła się pierwsza trudność, pierwsze wyzwanie do przejścia. Sytuacja standard. Z potencjałem do wielkiego konfliktu między mną i mężem. Taka, która powoduje smutek i łzy. I owszem, ten smutek i łzy pojawiły się na chwilę, ale nie zdominowały naszych serc. Nie rozgościły się na dobre. Nie zrobily nawet miejśca dla żalu, wyrzów czy kłótni. Raczej pomogły otworzyć się na całkiem inną, szczerą rozmowę. Tak jakby aniolowie (chociaż w ogóle o nich nie myślałam w tamym momencie) pomagały nam obojgu przejść przez ten mały konflikt zupełnie jak po tęczy. Taki mały-wielki cud.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *