jazda bez trzymanki

Chciałam tu napisać wpisa, nawet kilka, ale jak to czasem bywa, rzeczywistość układa się w zupełnie innym kierunku. Dzieją się takie rzeczy, że nic już nie jesteśmy w stanie kontrolować i jedynie co możemy, to po prostu zaufać i się temu poddać. I właśnie coś takiego właśnie doświadczam.
Niby – tak patrząc na to wszystko z zewnątrz – nie dzieje się nic jakiegoś spektakularnego, ani nawet wielkiego. Ale kiedy patrzę na to z mojej wewnętrznej perspektywy, to mogę jedynie pochylić głowę w pokorze i jednoczesnym zachwycie.

Ostatnie 2 miesiące były i nadal są (bo nadal jestem w tym procesie) w pewien sposób niesamowicie uwalniające. Oczyszczające. Tyle rzeczy się zadziało, które wszystkie razem pokazują mi, iż powrót do samego siebie, odkrycie swojej duszy, tego cudu którym jestem, którym jest bez wyjątku każdy z nas, to najcudowniejsze co może być. Najlepsza przygoda i najwspanialsza podróż. I właściwie po to tu jestem.
I kiedy już się jest raz na tej drodze, to w którymś momencie przechodzimy przez taki etap, z którego już nie sposób się wycofać. Wtedy zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki.

We wrześniu weszłam w nową wibrację. Wtedy nawet nie wiedziałam że coś takiego jest, że co roku wchodzimy w nowe. W każdym razie ja właśnie przechodziłam z 9 na 1. I nawet jeśli wtedy jeszcze nie miałam o tym pojecia, to i tak wszystko co się właśnie „zadziewa” (wiem, że to kwiatek gramatyczny, ale bardzo mi się podoba), to niejako potwierdza. Już w sierpniu pojawiły się sytuacje, doświadczenia i taka rzeczywistość, która niejako powodowala, iż zamykałam pewne etapy w moim życiu. Zakończyła się też moja znajomość z kimś dla mnie do tej pory ważnym. I chociaż wtedy nie było to zbyt miłe doświadczenie, to dzisiaj wiem, że bylo (przynajmniej dla mnie) bardzo potrzebne. Bo po prostu wypełnilo się między nami to, co miało się wypełnić. Tak czuję. I dzisiaj, mogę napisać, że jestem tej osobie naprawdę wdzięczna. Przez długi czas była ważną częścią mojego życia. Z pewnością wiele razy mi pomogła, wiele razy mnie inspirowała, wiele razy pomagała mi się podnieść z kolan nawet nie wiedząc o tym, że tak pomaga. Za to wszystko jestem jej wdzięczna, bo nie zapomniałam o tym. Mimo to teraz nadszedł właśnie czas na rozstanie, czas kiedy byłam gotowa pójść dalej. Po to bym mogła dalej się rozwijąć. I to się zadziało.

Pojawili się nagle na mojej ścieżce nowi ludzie. Może nie znam ich osobiście czy prywatnie, może oni nawet nie wiedzą o moim istnieniu, ale bardzo mocno to, czym sami promieniują na zewnątrz na mnie zadziałało. Przyciągnęło mnie. Coś w środku mnie aż wołało „to jest to”. Odsłuchałam tyle filmików. Płakałam słuchając ich. Plakalam z radości i z totalnego wzruszenia. Bo każda z tych osób, które tak jakby pozwolily mi wejść w ich pole miłości coś jakby we mnie samej uzdrawiała. I dziękuję im wszystkim. Dziękuję za to że są i promieniują, tym czym promieniują, dziękuję z całego serca za wszystko czym się dzielą, bo wszystko to pomogło mi wreszcie wyruszyć w pełni na spotkanie mojej własnej Duszy.

Tak żeby było jeszcze bardziej synchronicznie, to – patrząc z perspektywy Tzolkiena – akurat wchodziłam w moje Drzewo Życia. I w czasie kiedy trwała jeszcze tracena Burzy przyszły do mnie takie sny i takie bardzo silne odczucia, że wprost nie mogłam się skupić na niczym innym. Wiedziałam, że aby zakończyć ten mój etap 9, potrzebuję jeszcze coś w sobie na nowo ułożyć. Niby stara historia, mocno karmiczna w dodatku, ale tak bardzo obecna we mnie. Poczułam, że muszę wreszcie to zapisać. I kiedy zdecydowałam się na ten krok, wiedziałam, że będzie to dla mnie bardzo ważna podróż. Podroż w głąb siebie. Po to, by we mnie nowe wzory i nowa droga się mogły wyświetlić.

Tutaj chcę podziękować tym, którzy mi w tej podróży towarzyszyli. Wiem, że bez was nie uzdrowiłabym tego co uzdrowiłam. Bez was nie rozpoznałam bym tego, co było jeszcze do rozpoznania. Dziękuję Marioli, Darii, Iwonce, Agniesi i Weronice. Dziękuję Wam dziewczyny za wasze zaufanie, za każdy napisany do mnie meil, odnośnik, każdy szczególik, każdą uwagę, każde zwierzenie. Za rozmowy głosowe, pisane, za czas, który mi poświęciłyście. Za waszą cudowną kojącą obecność, uważność, za waszą Milość. Dziękuję Wam Siostry za to że jesteście.

Ten czas, jest dla mnie czasem podarków. Tak, na ten czas moich duchowych urodzin Wrzechświat zesłał mi tyle cudownych darów. Zesłał ziemskich aniolów, znaki, podpowiedzi. Wszystko po to, abym mogła odnaleźć cząsteczkę samej siebie. Cząsteczkę do tej pory wypartą, nieakceptowaną. Teraz wreszcie mogę ją na nowo w sobie ukochać, przytulić, poczuć i wyśpiewać. Bo to własnie jestem ja.

Dziękuję. Za to co było, co jest i co będzie.

Aloha Mahalo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *