coś się kończy po to, by zrobić miejsce dla czegoś nowego

Już dawno odkryłam w sobie taką skłonność do zbytniego przywiązywania się do pewnych ludzi. Do swego rodzaju uzależniania się od nich nawet w pewien sposób. Bo kiedy zaczynam pytać ich mądrości zamiast zapytać swojej, kiedy liczę się z ich opiniami, a nie ufam własnym, to jest to pewien rodzaj uzależnienia. I właśnie według takiego wzoru co jakiś czas wpadam w tego typu relacje. I kiedy po długich okresach własnej ślepoty udaje mi się wreszcie z tego uwolnić, za każdym razem wydaje mi się iż teraz jestem już odrobinę mądrzejsza. I że następnym razem już mi się nic takiego nie przydarzy. A tu się okazuje, że guzik z petelką. Same wiedzenie o czymś nie wystarcza. Potrzebna jest jeszcze wielka uważność, by nie przeoczyć sygnałów, które się przecież pojawiają. Mało tego, potrzeba widząc te sygnały, wybierać świadomie.

Po raz kolejny nie byłam uważna. Mimo, że dostrzegałam owe sygnały, to łatwiej mi było o nich po prostu zapomnieć, udawać że ich nie dostrzegłam, niż zadbać o swoją przestrzeń, o swoje terytorium. Nie wiem ile razy Wrzechświat w swojej miłości do mnie będzie mi jeszcze ssyłał tę lekcję, zanim naprawdę ją sobie przyswoję. Zanim naprawdę nauczę się być o krok do przodu. Ale chociaż niejednorkrotnie trudne są to lekcje, to jestem za nie wdzięczna. I tak samo jestem wdzięczna za to moje ostatnie w tym temacie doświadczenie. Było znacznie mniej emocjonalne niż wcześniejsze jemu podobne, ale wciąż w jakiś sposób bardzo dla mnie intensywne. Jednak tym razem czułam wyraźnie przy sobie opiekę. Mój Tygrys był przy mnie. Nie musiał mi niczego już tłumaczyć, niczego pokazywać. Wystarczyła jego cicha obecność bym wiedziała co należy zrobić jednocześnie pilnując ognia we mnie, by nie wymknął się spod kontroli i sie nie rozszalał. Dziękuję Ci Tygrysie za Twoją opiekę i twoja obecność.

Z dzisiejszej perspektywy, tych kilku dni, dostrzegam jednak cudowność całego tego doświadczenia. Bo chociaż pewna relacja dobiegla końca i to w niekoniecznie najmilszy ze sposobów, to przecież wszystko to, co było dobrego nie utraciło na wartości. I mam nadal w sobie wdzięczność dla tej Duszy za to, że tak wiele mnie nauczyła i tyle razy była mi wsparciem. Był czas kiedy nasze ścieżki, moja i jej biegły w tym samym kierunku. I to był całkiem dobry wspólny czas. Pełen pięknych, wspaniałych i ubogacających wewnętrznie chwil. I za każdą z nich dziękuję. Tobie i sobie również.
Teraz jednak nadszedł taki moment, kiedy nasze ścieżki się musiały rozejść. I chociaż na pozór nie było to miłe rozstanie, to również w pewien sposób ubogacilo. I za nie również dziękuję Tobie i sobie.

Bo jedno wiem, coś się kończy po to, by zrobić miejsce dla czegoś nowego. Zawsze tak jest. I tylko trzeba się na to nowe otworzyć. Nie ma co trzymać się kurczowo przeszłości. Przyszłość po prostu już była. A teraz jest teraz i to ono kryje w sobie cały potencjał. Moment mocy jest teraz. A więc podążam dalej. Tam gdzie prowadzi mnie moje serce i moja piosenka. I bardzo, ale to bardzo raduje mnie ta nowa wolność. I ta wielka obfitość nowego, która się pojawia. W każdym cudownym nowym Teraz. Dziękuję Ci Wrzechświecie.♥

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *