dodatkowa lekcja od wiewiórki

źrodło zdjęcia: www.tapeciarnia.pl (tutaj zdjęcie nieco obcięte)

Tak się złożyło, iż wobec pojawiających się w moim życiu doświadczeń Zwierzątka Mocy znowu przyszły do mnie ze swoim wsparciem i przesłaniem. Tym razem przybyła do mnie wiewiórka. Tak się uśmiecham kiedy piszę te słowa, bowiem najbardziej niesamowite jest to, iż pojawiła się ona jeszcze „przed” doświadczeniem, a jednocześnie jakby już w jego trakcie.

Kiedy pisałam jakiś czas temu wpis o wiewiórce (klik), to pomimo mądrości tego wspanialego przekazu nie byłam widocznie jeszcze sama gotowa do tego, by pojąć sercem dodatkowe lekcje. Wiewiórka przyszła z nimi do mnie właśnie teraz.

Nie każdy z was może wie, albo jeśli wiecie, to nie zawsze pamiętacie, iż wiosną, kiedy w wiewiórkowych spiżarniach opróżnionych w czasie długiej zimy brakuje już zapasów (szyszkowych nasionek, orzeszków bukowych, żołędzi i orzechów) wiewiórka, by zapewnić sobie pokarm, a co za tym idzie pokarm dla swoich nowo narodzonych dzieci, które potrzebują jej mleka, plądruje ptasie gniazda. Tak, wiewiórki wiosną zamieniają się w drapieżców wyjadając z gniazd nie tylko jajka ale i pisklaki. Czy jednak robią to z uprzedzeniami w sercu wobec ptaków czy raczej z miłości do własnych dzieci, chcąc zapewnić im przetrwanie? W świecie zwierząt nie ma ofiar i katów, jest jedność i przepływ energii miłości.  Jedno odchodzi, by mogło żyć drugie.

Wiewiórka, która pojawiła się teraz w moim życiu przyszła do mnie przypominając mi właśnie o tych zjadanych przez nią ptaszkach oraz o energii ognia, ktory reprezentuje. I w ten sposób przekazała mi kolejne jej przesłanie:

Na naszych życiowych ścieżkach spotykamy różnych ludzi, którzy nam towarzyszą przez jakiś czas naszej podróży. Jednak prędzej czy później wszystko co się zaczęło, kiedyś się i skończy. Ludzie odchodzą. Czasem przechodząc na drugą stronę, a czasem po prostu dlatego, że ich ścieżka i nasza już nie biegną w tym samym kierunku. Tak samo i dla nas niekiedy przychodzi czas, by odejść z jakieś relacji. Pojawiają się różne sygnały, ale nie zawsze chcemy je zauważać. Być może z przyzwyczajenia do danej osoby, z sentymentów lub dlatego, że jeszcze nie dostrzegamy w pełni faktu, iż tak naprawdę nasze ścieżki się już od siebie oddalają, zmierzając każda w innym kierunku. Może się wtedy zdarzyć, iż zranimy naszego dotychczasowego towarzysza podróży albo on zrani nas. Nie dlatego, że chcemy się ranić, ale dlatego, że pewne rzeczy oglądamy już każdy z zupełnie innej perspektywy. Jeżeli z naszej strony, zauważając owy konflikt, owe zranienie, zrobiliśmy wszystko, by bez wyrzekania się samych siebie, ale ze szczerością i zgodnie z prawdą naszego serca, przywrócić równowagę, a mimo to druga strona wciąż pielęgnuje w sobie zranienie czy zamknięcie,  to może po prostu jest to właśnie czas rozstania. Wsłuchajmy się w nasz wewnętrzny głos, głos naszego serca, naszej intuicji i rozpoznajmy, kiedy jest czas działania, a kiedy czas odpuszczenia. Nie marnujmy ze źle pojętych sentymentów energii na coś, co już nam nie służy, a wręcz może nam zaszkodzić. Podziękujmy naszemu dotychczasowemu towarzyszowi podróży w sercu za wspólną drogę, za dary, które od niego/niej otrzymaliśmy i z miłością zadbajmy o nasze „wiewiórkowe nowe dzieci”. Naszą dalszą ścieżkę, nasze marzenia, nasze wewnętrzne „ja”, nasze tu i teraz. Bez popadania w jakieś poczucie winy (wina nigdy nie jest dobrą nauczycielką), bez zamartwiania się, oglądania się wstecz i roztrząsania przeszłości,  a za to z zaufaniem, że wszystko biegnie we właściwym kierunku i we właściwym czasie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *