w poszukiwaniu swojego cienia

W ciagu ostatnich dni, a nawet tygodni przeszłam pewien proces uzdrawiania jednego ze swoich cieni. Wszystko związane było z Anią Ś. Nie chcę tu opisywać całej historii, bowiem jest ona dość osobista i nie o to mi chodzi. Chciałam jednak podzielić się z Wami częścią tego mojego doświadczenia, bo chcę wam przez to opowiedzieć jak cudownie wspomagają nas zwierzęta mocy, jeśli mamy odwagę ich słuchać.

No więc (wiem, iż nie zaczyna się zdania od więc, ale lubię) wracając do tej relacji mojej z Anią, wystarczy że powiem, iż nie było między nami za dobrze. Niby każda z nas szła swoją ścieżką, zajmowała się swoim życiem i tym co akurat się w nim pojawiało, ale na jakimś głębokim poziomie, o którym ja przynajmniej naprawdę nie miałam pojęcia obie byłyśmy ze sobą związane. Związane energią oporu jaki nawzajem wobec siebie czułyśmy. I owszem, ową energię oporu czułam bardzo wyraźnie i doskonale wiedziałam, że czuje ją również Ania. Jednak przegapiłam fakt, że właśnie ten opór tworzy swego rodzaju więzy między nami. Powinnam to wiedzieć, ile razy to już bowiem przerabiałam. Ale teoria, a życie to czasem, a nawet często dwie różne bajki. Tym samym trwał sobie ten stan rzeczy jakiś czas i przyciągał rezonujące z nim małe „wydarzenia”. Któreś z nich walnęło mnie energią jak obuchem w łeb i chyba to był ten moment, od którego zaczęło się zmieniać. A przynajmniej ten moment, w którym uświadomiłam sobie owe więzy oraz fakt, iż chcę się z nich uwolnić.
Jak się do tego zabrać oczywiście w tamtym momencie nie wiedziałam, ale podpowiedziały mi dwa ludzkie anioły: Agniesia i Iwonka, pisząc mi każda coś o sobie, ale takie coś, co niezwykle mnie poruszyło i wskazało mi kierunek. Agnieszka uświadomiła mi, że energia oporu, którą czułam w związku z Anią, pochodzi nie tylko z jej strony, ale też jest we mnie.  To we mnie jest jakiś cień, który niejako tworzy między nami więzy. Iwonka, pomogła mi otworzyć na nowo moje serce. Nie od razu to się stało, nie w jednej chwili. Potrzebowałam czasu, by zagłębić się w siebie. Wrzechświat wsparł mnie w tym procesie zsyłając nam akurat wtedy 10-dniową awarię netu. Miałam zatem czas, by w ciszy spotkać się z samą sobą. By pobyć ze swoimi uczuciami, emocjami, przyjrzeć im się, wysłuchać, pozwolić im odejść.
A kiedy emocje już odeszły, byłam gotowa na krok następny. Wtedy przyszedł do mnie czarny Wąż.
Przyśnil mi się w śnie (tu).

Wiedzialam, że przyszedl czas na poszukanie swojego cienia. Nie gdzieś tam, ale we mnie samej. To nie jest proste zadanie. Czarny Wąż mimo że przyśnił mi się w śnie, pozostał przy mnie jeszcze przez jeden dzień. Czułam jego obecność, która mi przypominała o tym, co mi powiedział. Odwlekałam tę chwilę, bojąc się zajrzeć ponownie w siebie. Odwlekałam, choć czułam, iż nie chcę od tego uciekać. Jeden pełny dzień Wąż pozostał przy mnie niepokojąc mnie i dodając odwagi jednocześnie. Odszedł gdy uznał, że jestem już gotowa na spotkanie z innym wężem. Z wężem w sobie.

Jednak kiedy obudziałam się następnego dnia i poczułam, że Czarnego Węża nie ma już obok, kiedy poczułam się taka silna i pełna energii, uznałam, że spotkanie z tym wężem we mnie mogę sobie jeszcze trochę odwlec. W zasadzie nie uznałam tego nawet jakoś świadomie, ot obudziłam się i nie czując przy sobie żadnego niepokoju, a za to dużo nowej energii, zwyczajnie zanurkowalam w nowy dzień. Prałam, żartowałam z moimi chłopakami, gotowałam, piekłam ciasteczka, a wieczorem zabrałam się za malowanie. No właśnie. Malowałam obraz, który pojawił się we mnie już dawno. Nie będę teraz za wiele o nim opowiadać. Powiem tylko, że obraz jest związany z Mariolą i jej Jaguarem.

No i tu zdarzyło się coś, co było dla mnie totalną niespodzianką. Mam bardzo wielki szacunek do zwierząt mocy. Wiem, że kiedy pojawiają się w moim życiu, chociażby w postaci obrazu, który mam namalować dla kogoś (czy też dla siebie, kto wie), to w pierwszej kolejności i tak przynoszą jakieś osobiste przesłanie dla mnie. Za każdym razem kiedy malowalam któreś ze zwierząt mocy jego przesłanie dla mnie pojawiało się w trakcie malowania, rodziło się jakby we mnie wraz z jego obrazem na płótnie. I nigdy prędzej nie czułam obecności owego zwierzęcia tak mocno tuż obok, jeszcze zanim się pojawił chociażby jego zarys malowany pędzlem. Tymczasem teraz było zupełnie inaczej.

Malowałam wciąż tło z obrazu, kiedy poczułam, że Jaguar jest obok. Nie potrafię wam opisać tego co bezgłośnie, samą swoją obecnością mi powieział. Ale to było tak, jakby przyszedł mi powiedzieć, iż TERAZ jest czas. Nie pojawi się na obrazie dopóki nie udam się na spotkanie ze swoim cieniem. Przybył by w pierwszej kolejności poprowadzić mnie przez ścieżki uczuć i niejasności do mnie samej. To mój czas na spotkanie z moim wężem. Jeśli chcę poczekać i to odkładać, to dobrze, ale wtedy i on Jaguar poczeka. Jest cierpliwy. I czekał. Nie pozwolil się namlować na obrazie.

Aż znalazłam w sobie odwagę, by spojrzeć w oczy mojego wewnętrznego węża. Spojrzeć w oczy i uznać, że tak: czułam się lepsza od Ani. Odkrycie tego wcale nie było dla mnie łatwe. Nie będę pisać, że mi za to wstyd, albo że mam wyrzuty sumienia. Bo nie mam. Gdyby było mi wstyd to znaczyłoby, że wypieram się nadal tej ciemnej części mnie. Nie da się uleczyć cokolwiek wypierając to. Zatem nie wypieram się. On po prostu był we mnie. Mój wewnętrzny wąż. Chciał się wreszcie uwolnić, tak jak ja chciałam uwolnić się z więzów, które czułam. By mogło się to dokonać, musiałam najpierw go zaakceptować, się z nim pogodzić, spojrzeć mu w oczy, zapytać dlaczego, wysłuchać co ma mi do powiedzenia, bez osądzania, bez wypierania, bez zamykania się na niego. Przytulić go na koniec i po tym wszystkim pozwolić mu odejść.

I tutaj na koniec tej opowieści, dziękuję.
Dziękuję Agniesi i Iwonce za to, że w tym procesie wskazały mi kierunek.
Dziękuję Marioli za to, że wyrażając zgodę na namalowanie obrazu otworzyła ścieżkę, po której przyszedł do mnie Jaguar.
Pełna szacunku dziekuję owym dwom zwierzętom mocy: Czarnemu Wężowi, który przybył do mnie jako totem wiadomości i Jaguarowi, który jako totem podróży towarzyszył mi w końcowym etapie tej ścieżki.
I wreszcie dziękuję Ani. Za to, że była takim mocnym silnym lustrem.

2 myśli na temat “w poszukiwaniu swojego cienia”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *