wędrując między światami

Mam ostatnio znowu bardzo jasne sny. Znaczy takie, w których śnię wszystko z masą szczegółów, odbierając wszystkimi zmysłami. I kiedy się budzę, to nie tylko to pamiętam z najmniejszymi szczegółami, ale nawet wydaje mi się, że w realnym życiu moje zmysły odbierają znacznie słabiej. Bo w śnie wszystko jest takie intensywne. Kolory nasączone jakby bardziej barwami i światłem, zapachy mocniejsze, smaki wyrazistsze i dotyk jakiś bardziej wyczulony. Wanilia pachnie w śnie bardziej waniliowo, sól jest bardziej słona, a słodkie owoce bardziej słodkie i soczyste. Dotykam w śnie przedmiotów i czuję pod palcami ich powierzchnie zupełnie inaczej. Gładkość stolu na przykład wcale nie jest tak gładka jak w realnym świecie. Gładkość stołu w śnie jest inna, jest gładkością powstałą z jakieś idealnej harmonii między ciupeńką chropowatością, porowatością, puszystością, miękkością, zimnem i ciepłem, suchym i mokrym. Nie umiem nawet tego opowiedzieć. Albo taki kurz. Wycieram w śnie kurz spod szafki i czuję go. To nie jest jedynie jakiś niemiły brud, to jest coś, co żyje. Wyraźnie to czuję. Wycieram kurz, ale robię to jakby inaczej. Nie jedynie usuwając go, ale prosząc go o współpracę. Wszystko jest takie inne, tak bardzo intensywne. I jakby trochę wymieszane. Zapachy mają kolor, kolory mają strukturę, smaki pachną, powierzchnie pod palcami lekko pulsują, są żywe. Rozmowy w śnie (raczej telepatyczne niż głosowe) są też zupełnie inne. Są takie bez słów, a jednak tak autentyczne jakoś. A kiedy w śnie dotykam drugiego człowieka, albo on dotyka mnie, choć nie zdarza sie to często, to ów dotyk za każdym razem powoduje całą eksplożję doznań. To nie jest coś, co tylko czuję pod dłonią lub w miejscu dotknięcia. To jest wibracja, która przechodzi przez całą mnie. Intensywne odczuwanie na każdej czakrze, w każdym zakamarku mojego ja. Odczucie tak inensywne, że ciężko to ubrać w jakiekolwiek słowa.

Budzę się po takich snach i ciężko mi się przestawić. Nie żebym miała problem w rozeznaniu co jest realne, a co nie. Choć po takiej inensywności odczuć z tamtej strony, to nie tamten, a ten świat wydaje się czasem mniej realny. Dokładnie jednak rozróżniam co jest czym. Ale pamięć tamtego, bo pamiętam, powduje, że czasem nachodzą mnie jakby tęsknoty. Za tym właśnie bardziej, wyraźniej, intensywniej. Bo to oznacza, że tam też delikatność jest bardziej delikatna, czułość bardziej czuła, zmysłowość bardziej zmysłowa, męstwo bardziej mężne, odwaga odważniejsza. I nawet jeśli strach też jakby bardziej naznaczony strachem, to za to Miłość tak wielka, że nie ma na to nawet słów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *