moja galeria – Kalcyt

Dawno nie malowałam. Jeszcze w ramach prezentu pod choinkę sama sobie zakupiłam nowe farby, ale od kilku tygodni jedynie leżałay one na swoich półkach. Widocznie potrzebna była mi ta faza ciszy i pauzy, wszak nic się nie dzieje bez powodu.

Wczoraj jednak poczułam, że jestem już gotowa do tego, by na nowo wyciągnąć zza lodówki sztalugi i zanurkować w kolorach. Mam do nadrobienia trzy obrazy, ale nie wiedziałam, za który chcę się zabrać w pierwszej kolejności. „hmmm… pomaluję więc chociaż tła” – pomyślałam sobie i za szafy powyciągałam bletramy. Ale przy okazji odkryłam tam dwa stare, zapomniane i  zapaciane płótna. Jakoś tak żal mi było je wywalić i stały tam za szafą czekając na swój czas. Usiadadła zatem do sztalug głaszcząc jedno z nich i przyglądając się warstwom zeschniętej zielonej farby. I nagle tak całkiem pod wpływem impulsu sięgnęłam po żółte farby. I nieco ochry, odrobinę bursztynowej …

A potem spod pędzla zerknęło na mnie jedno oko. Za chwilę drugie… „To ty?” – trochę byłam zaskoczona, że jako pierwszy pojawił się akurat on. Bo naprawdę się nie spodziewałam, że akurat objawi mi się teraz. Ale ucieszyłam się z tej miłego spotkania. A on powolutku, powolutku wyłonił się przede mną i swoją cieplą słoneczną energią od razu doładował mi akumulatorki tam gdzie trzeba.

Panie i Panowie, przedstawiam wam Kacyta.

„Kalcyt”(2017), akryl na plótnie, 50 x 60 cm

Od przynajmniej roku przychodziły mi do głowy te wizje. Nie wiem jak to opisać, ale kamienie to dla mnie nie tylko kamienie. Kiedy biorę je do ręki, to tak jakbym rozmawiała z ich duchami. I tak kiedyś, już dawno temu, przyszła mi do głowy taka myśl, by je namalować. Ale wciąż nie czułam się na to gotowa. Nadal tak myślałam. Aż tu wczoraj, całkiem niespodziewanie dla mnie samej, spod pędzla wyłonił mi się Kalcyt. Teraz już się nawet nie dziwię, iż to on pojawil się jako pierwszy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *