moc łagodności

Miałam dziś sen, który bardzo mnie poruszył. To jeden z takich snów, które skłaniają do refleksji, a przynajmniej na jakimś głębokim poziomie wyraźnie mi przekazują pewną lekcję.

Byłam w jakimś dziwnym świecie młodą kobietą i musiałam uciekać przed kilkoma mężczyznami, którzy chcieli mnie skrzywdzić (czytaj zgwałcić, może też zabić).  Zresztą nie tylko ja uciekałam, bo była ze mną jeszcze jakaś dziewczyna. Mężczyźni w tym moim śnie byli dla nas obcy, duzi, dzicy jacyś, pobudzeni seksualnie i w ogóle jacyś tacy rozwścieczeni, agresywni. W tym swoim męskim świecie prowadzili między sobą jakieś wojny albo jakieś zadania, które właśnie tak wpływały na ich stan, pobudzając agresję i kipiącą w nich złość. My, dziewczyny nie należałyśmy do tego ich świata, chyba należałyśmy do innej zbiorowości, rasy, narodowości i znalazłyśmy się w niewłaściwym miejscu, o niewałściwym czasie. Weszłyśmy do jakiegoś domu i niejako natknęłyśmy się na kilku tych facetów, którzy akurat ten dom plądrowali. No i wtedy się zaczęło. My uciekałyśmy, oni nas gonili. W zasadzie nie miałyśmy żadnych szans. W ogromnej panice uciekałyśmy z tą koleżanką przez okno, zdecydowane nawet przy upadku złamać sobie kark i zginąć, niż dać się zgwałcić stadu agresywnym i wygłodniałym seksualnie samcom. No i tu, jak to w snach bywa, w najmniej oczekiwanym momencie pojawił się ktoś z pomocą. Jakaś inna kobieta, której nie widziałam, jedynie jej głos słyszam w głowie, swoimi słowami nas nie tylko uspokoiła, ale też niejako przypomniała nam o naszych umiejętnościach i mocy. I słysząc ten jej spokojny głos mogłam odsunąć od siebie strach i panikę, mogłam wyciszyć w sobie i skupić się na tym, co potrafiłam. A potrafilam ze zwinnością kota biegać po dachach, po jakiś gzymsach, po linach. Tyle, że w przeciwieństwie do kota nie robiłam tego instynktownie, a potrzebowałam właśnie skupienia w sobie. Udało nam się uciec. Potem jednak, jak już niczego złego się nie spodziewałyśmy i w zasadzie było tak zwyczajnie i idyllycznie, to nagle skąś się pojawiło dwóch z tych facetów i mnie złapali. To się stało tak niespodziewanie, że nim zdąrzyłam się przerazić na dobre, to spojrzałam w oczy jednego z nich i … Nie umiem tego określić słowami. ale przez ułamek sekundy ujrzałam w nim coś dobrego. Mimo tego, że zdawałam sobie sprawę, iż właśnie zamierza mnie okrutnie skrzywdzić, że powinnam się go bać, to jednak gdzieś na dnie jego oczu zobaczyłam całkiem innego Mężczyznę. I idąc za głosem jakiegoś wewnętrznego impulsu, jakieś iskierki z mojego serca, pocałowałam go. To był taki bardzo delikatny pocałunek, pełny czułości i łagodności z mojej strony. Pocałunek, który był totalnym zaskoczeniem nie tylko dla niego, ale i dla mnie samej. Bo przecież normalnie nie całuje się kogoś, kto właśnie zamierza uczynić nam krzywdę. Ten pocałunek poruszył coś głęboko nie tylko we mnie i wszystko zmienił, choć nie od razu zdałam sobie z tego sprawę. Pojawili się bowiem kumple tego faceta. Zaczęli rozmawiać, coś wrzeszczeć, śmiać się. Niebieski (Mężczyzna, który mnie złapał i którego pocałowałam mial niebieskie ubranie) nadal mnie trzymał, coś im tłumaczył, czemuś się sprzeciwił, na coś się zgodził. Nic z tego nie rozumiałam, ale po chwili mogłam się przekonać co to wszystko miało znaczyć. Niebieski mnie puścił, odsunął mnie leciutko, wyprostował się i jakby na coś czekał.. A potem pozwolił, by tamci zaczęli się na nim masturbować (wiem, totalnie bez sensu brzmi, ale tak mi się przyśniło). To wszystko wyglądało jak jakiś okropny, obrzydliwy, zbiorowy gwałt, choć może nie było gwałtem w znaczniu, w jakim się to ogólnie przyjmuje. Bo nic mu nigdzie nie wkładali, jedynie masturbolwali się i spuszczali na niego, czasem go uderzając i śmiejąc się przy tym jakoś tak obscenicznie. Ja stałam obok i musiałam na to patrzeć i było to dla mnie obrzydliwe i przerażające jednocześnie. Choć dla samego Niebieskiego chyba nie tak bardzo. Na pewno mu się to nie podobało, ale nie wyglądał na przerażonego. I kiedy spojrzał w moją stronę, zdałam sobie sprawę, że zgodził się na to… dla mnie. Że to był taki deal między nimi. Że przyjął na siebie to, co oni robili, w zamian za mnie, by mnie uchronić. I na jakimś poziomie pojęłam jeszcze, że owa przemiana w nim z kogoś, kto sam chciał mnie skrzywdzić, w kogoś kto poświecił siebie, by mnie chronić, stała się za sprawą tego wcześniejszego pocałunku.


Bardzo to wszystko było dla mnie (w śnie) intensywne jeśli chodzi o emocje i uczucia. I ta fabula snu, w którym mnie goniono i musiałam uciekać, w którym ciągle czychało jakieś zagrożenie i w którym się bałam. Ale też, w którym zrobiłam coś małego, a jednocześnie wielkiego. Coś, co w ogóle nie pasowało do sytuacji, ale wynikało z impulsu mojego serca. Coś co nie wymagało wysiłku, ale odwagi. Jeden gest, małe coś, a tak wiele potrafiło odmienić.
Taki sen z podobnym schematem przyśnił mi się już wielokrotnie. Daje mi to do myślenia, bo wierzę, że sny też są dla mnie pewnego rodzaju przekazem, lekcją. Niekoniecznie od jakiś innych bytów, ale ode mnie samej. Może z jakieś równoległej rzeczywistości, nie wiem. Ale skoro w śnie ja robię coś, ja czuję, ja przeżywam emocje, ja doświadczam uniesień, porszenia w sercu, to znaczy, że lekcja jest ode mnie dla mnie.

Z dziesiejszego snu po raz kolejny dostałam przekaz taki: że siła łagodności i czułości, to niezwykle potężna moc.