„Trzynasta opowieść” – Diane Setterfield

„Obie są samotne. Obie skrywają bolesną tajemnicę swoich narodzin. Obie zamknęły się w świecie książek. Margaret Lea – zwyczajna dziewczyna, córka antykwariusza z Cambridge, która bardziej kocha książki niż ludzi, i Vida Winter – największa pisarka naszych czasów, żyjąca z dala od świata, tajemnicza legenda łącząca siłę starożytnej bogini i czarownicy. Vida Winter nie ma prawdziwego nazwiska, za to ma setki biografii. Żadna nie jest prawdą. Wszystkie są zmyśleniem. Teraz – ponaglana śmiertelną chorobą – chce wreszcie wyjawić prawdę. Prawdę, która prześladowała ją przez całe życie. Wybiera Margaret – dlaczego? Skąd wie, że tylko ta dziewczyna ją zrozumie? Rozpoczyna się walka z prawdą i o prawdę. Ożywają wielkie uczucia, grzeszne namiętności, przeklęte i tragiczne postaci, duchy przeszłości. Porywa nas magia urzekającej opowieści.

Powieść zdecydowanie nie tylko dla tych, którzy lubią książki. Troszeczkę mroczna, ale wciąga od pierwszych stron. Miałam wrażenie, że jest w niej jakby odrobina ducha z „Cienia wiatru” Zafóna i  z „Lustrzanego odbicia” Audrey Niffenegger. Jednak to zupełnia inna historia. I nie, wcale nie ma tu jakieś wielkiej akcji, nie ma nawet tego nieco magicznego klimatu. Jest za to całe mnóstwo retrospekcji i opowieści w opowieści, wplecione jeszcze w inną oipowieść. Trochę jak ruska matrioszka, a w niej jedna babuszka i kolejna i jeszcze kolejna. A jak już nam sie wydaje, że być więcej ich nie może, to i tak wyskakuje na koniec jeszcze jakaś jedna, malutka. Podobnie jest i tutaj,  bo historia jest wielopłaszczyznowa, wątki nieco pomieszane, niekiedy dziwne, innym razem nijakie, jeszcze innym szalone. Zakończenie w moim odczuciu jest jakieś takie jakby napisane w pośpiechu. Czegoś mi w nim brakowało, choć trudno mi sprecyzować konkretnie czego. Mimo wszystko powieść po prostu czytało się dobrze. Jak najbardziej polecam.