o (duchowych) warsztatach słów kilka – notka przemyśleniowa

W nawiązaniu do notki o doskonaleniu, guru, duchowości i aniołach, którą napisałam już dwa lata temu, nachodzą mnie jeszcze pewne przemyślenia na temat tak zwanych (duchowych) warsztatów. Namnożyło się ich ostatnio całkiem sporo i chociaż same w sobie mają one całkiem pozytywny potencjał, to osobiście mam do nich nieco sceptyczne nastawienie. Nie chcę tutaj powiedzieć, iż są one złe, bowiem wcale tak nie uważam. Dostrzegam jednak pewne związane z nimi „zagrożenie”, które bynajmniej nie wypływa z samych warsztatów, a jedynie jego uczestnicy mogą niechcący je sobie zafundować. Wszystko zależy od tego, z jakim nastawieniem albo raczej w jakim celu chcemy w takich warsztatach uczestniczyć.

Przyjrzyjmy się najpierw kto najczęściej w tego typu warsztatach bierze udział. Z reguły są to kobiety (najczęściej), które mają w sobie ogromy potencjał, dbają o swój rozwój duchowy i całą sobą pragną coraz bardziej wzrastać. I oczywiście warsztaty mogą być tutaj niezwykle pomocne, ale tylko wtedy, jeśli traktujemy je jak zabawę, jak sposób szerszego poznania, a nie jak kolejny szczebel na drodze naszego rozwoju. To bardzo ważne, by sobie to uświadomić.

W momencie kiedy pojawią nam się w głowie myśli, iż MUSIMY pojechać na jakiś warsztat, bo pomoże nam on w naszym duchowym rozwoju, sami zaczynamy nastawiać na siebie pułapkę. Bo zauważcie co się dzieje. Myśl, że coś spoza nas jest nam potrzebne do rozwoju, tak naprawdę jest ukrytą myślą o tym, że sami nie potrafimy. Innymi słowy, jest wyrazem naszych własnych wątpliwości co do mocy naszej własnej duszy.

To jest bardzo krytyczny moment i jeśli umknie naszej uważności, możemy wpaść w wielką iluzję. Jeśli bowiem jesteśmy gotowi do tego, by słuchać swojej własnej duszy, to żadne warsztaty świata nas bardziej do tego nie przybliżą. A już na pewno nie, jeśli będziemy w to właśnie wierzyć, że mogą to uczynić. Wręcz odwrotnie, mogą spowodować, iż zaczniemy myśleć, że do dalszego rozwoju potrzebujemy kolejnych warsztatów. I kolejnych. Rozumiecie co się zaczyna dziać? Zaczynamy gonić swój własny ogon, nakręcając tym coraz bardziej spiralę oddalania się od samego siebie, a jednocześnie utwierdzania nas w iluzji, że jest dokładnie na odwrót, że się przybliżamy.

Jeśli natomiast jedziemy na takie warsztaty na zasadzie dobrej zabawy, bez jakichkolwiek oczekiwań (zwłaszcza tych duchowych) i co najwyżej z otwartością na jakieś nowe poznanie, to wtedy jak najbardziej warsztaty nam służą.

Niech będą one dla nas sposobnością, jaką sobie wybrała nasza dusza na kontaktowanie się z nami, a nie szczeblem do dalszego rozwoju. Bo jeśli będziemy je jako szczebel traktować, to z dużym prawdopodobieństwem zamiast nas przybliźyć samemu sobie, jedynie nas oddalą. Życzę wam uważności w obserowaniu siebie oraz uważności w kwestii waszego podejścia do warsztatów.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *