„Wieczory w Umbrii” – Marlena de Blasi

„Cztery przyjaciółki spotykają się w każdy czwartek w starym kamiennym domu na wzgórzach nad Orvieto, aby wspólnie gotować, jeść, pić wino i rozmawiać o życiu.
Bohaterki powieści są rodowitymi Umbryjkami, wielbicielkami i strażniczkami umbryjskich tradycji kulinarnych. Wszystkie w swoim życiu zajmowały się profesjonalnie gotowaniem. Wszystkie też wyznają zasadę, że dobry posiłek, rozmowa i towarzystwo osób, które kochamy, pozwalają przeżyć kryzysy i katastrofy życia codziennego a także są okazją do celebrowania chwil szczęścia.
To powieść nie tylko o kuchni, o smakach i zapachach Umbrii, lecz także o wierności, starzeniu się, mężczyznach, dzieciach, przeznaczeniu, mafii i Kościele.
Książka zawiera przepisy tradycyjnej kuchni Umbrii, które bohaterki z upodobaniem przygotowują i spożywają w każdy czwartek.”

383968-352x500

Czytałam tę książkę strasznie długo, powoli i na raty. Ale też taka ona jest. Wszystko się w niej dzieje trochę jakby w zwolnionym tempie. Bez najmniejszego pośpiechu, leniwie, a za to ze starannością do szczegółów.
I pewnie gdybym sama nie kochała gotować, ta książka by mnie nużyła. Ale gotowanie jest jedną z moich pasji, więc jakżebym mogła nudzić się przy tej powieści. Tym bardziej jeśli przy okazji mogłam poznać cztery bohaterki, ich historie, marzenia, lęki, rozterki, mądrości. I posmakować przy tym odrobiny Umbrii.
I nie, nie zachwyciła mnie ta książka, nie porwała. Nie zarwałam przez nią nocy ani nie żal mi było ją odkładać na dłuższy czas. A jednak na swój sposób mnie oczarowała.