pytania, pytania, a odpowiedzi na razie brak

Tak obserwuję sobie to moje życie i zastanawia mnie jedno. Co jest we mnie takiego, że przyciągam do siebie osoby, które …. nie wiem jak to ująć ładnie w słowa, ale powiedzmy, są na takim etapie swojego życia, kiedy nie wierzą w siebie, tkwią w jakiś bardzo trudnych sytuacjach, mają zaniżone poczucie wartości, a to wszystko przekłada się też na to, iż bardzo dużo o tym mówią. I to nie są jacyś tam tylko znajomi, ale ludzie, którzy są dla mnie ważni. Tacy, których pokochałam, których uważam za przyjaciół, Przyjaciól. Tacy, że i ja  w jakimś sensie cierpię, widząc ich cierpienie.

Sama, chociaż miewam moje problemy (wbrew pozorom one też nie były małe), mimo wszystko mam zupełnie inne nastawienie do życia. Nawet w trakcie największych dramatów nie zatraciłam w sobie tego zaufania do Życia i tej optymistycznej cząsteczki mnie.

I nie, proszę nie zrozumieć mnie źle. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko temu, że Przyjaciele szukają u mnie wsparcia, kiedy jest im źle. Ja naprawdę chętnie dzielę z nimi czas, naprawdę jest we mnie gotowość do słuchania i chęć pomocy. Owszem, przyznaję iż czuję się czasem zmęczona tym wszystkim, jeśli owe zwierzanie przeradza się w narzekanie lub takie jakby ciągłe rozdrapywanie ran. I jest tego zbyt dużo. Przyznaję również, iż zdarzały się wręcz sytuacje, kiedy było tego tak dużo, że wręcz czułam jakby owy ktoś tym swoim ciągłym narzekaniem i skupianiem się na negatywach,  wysysał ze mnie energię. Wtedy zwykle zaciągałam swój własny hamulec bezpieczeństwa i  wyjaśniając tej osobie dlaczego to robię, zwykle na jakiś czas się odsuwałam. Nie znaczyło to wcale, iż nagle ten ktoś przestał mnie obchodzić. Ale zwyczajnie musiałam dbać również o siebie. I nawet jeśli w takim momencie dana osoba nie była w stanie mnie zrozumieć i czuła się odrzucona, odepchnięta  i często wręcz nawet skrzywdzona przez to moje odsunięcie, to dbając o swoją własną energię, konsekwentnie się wycofywałam, niejako wyznaczałam granice. To wcale nie było dla mnie łatwe. Takie decyzje wymagały ode mnie wiele odwagi i w jakimś sensie przeciwstawiania się mojej własnej gotowości do tego, by pomagać innym, by wspierać innych.

I tak mnie zastanawia, DLACZEGO wciąż przyciągam takich ludzi. Bo to się nie zdarzyło raz czy dwa. Ale wiele razy. I każda z tych osób, bez wyjątku, nadal ma swoje miejsce w moim sercu. Nawet, jeśli w ostatecznym rozrachunku z wieloma urwał mi się całkiem kontakt, to nadal gdy o nich pomyślę, to myślę jak o Przyjaciołach, jak o ludziach których wciąż w jakiś sposób kocham. Gdyby zechcieli ponownie zapukać do moich drzwi (dosłownie i w przenośni) to wiem, że przyjęłabym ich z otwartymi ramionami, z wielką gotowością słuchania, ze wszystkim co mam.

Tylko w większości przypadków jest całkiem inaczej. W większości przypadków nasze drogi się rozeszły. Nie, nie mam o to żalu. Ale czasem tęsknię. I nie piszę o tym dlatego, że jest mi jakoś źle, bo nie jest. Ale zwyczajnie ciekawa jestem dlaczego tak się dzieje?

Czy te powtarzające się doświadczenie (całkiem zresztą cenne) niesie dla mnie jakąś lekcję, której wciąż nie odkryłam? A może to jakaś misja mojej duszy? Może głupio to brzmi, nie lubię zresztą tego słowa „misja”, ale wiecie o co mi chodzi.

Nie czuję wcale jakiegoś nacisku na to, by koniecznie poznać odpowiedzi, bowiem bez nich i tak jestem jaka jestem. Ale mimo wszystko mnie to zastanawia. I gdzieś tam chciałbym te odpowiedzi znać.

4 myśli na temat “pytania, pytania, a odpowiedzi na razie brak”

  1. Basiu , to ciekawe co napisałaś , bo właśnie mam podobnie bardzo podobnie , ponieważ zgłąszają się do mnie osoby ,które strasznie według nich cierpią ..raz jest to po to bym ich wysłuchała a raz po to by im wróżyć .Natomiast wróżeniem nie kończy się bo jak nie jedno pytanie dodatkowe to cała gama pretensji do świata ,życia a wtedy już mi ręce opadają bo sama nie wiem co radzić ..tak tez stało się dokładnie tydzień temu ..pisała kobietka ..pisała hmm nie może wymęczyła całą stronę wszystkich chłopaków z jakimi się spotykała i dalej nie rozumie dlaczego nikt jej nie chce …Ale oczywiście są ludzie którzy potrzebują wparcia rady ale znają też granice …Niestety czasem tak sie dzieje że to emocje nas popychają do tego by komuś się wyżalić ,my bo siebie też tak uważam że my nie zastanawiamy się iż z kogoś ściągamy energię ,że zaburzamy jej przepływ i zabieramy ich własną przestrzeń .Twoje pytanie dlaczego się tak dzieje , po co do nas przychodzą tacy ludzie ? dlaczego juz ich nie spotykamy ? Ciekawa sama jestem ,natomiast wiem ,że pokazują oni nas samych jacy my jesteśmy w obliczu problemów .;Czyli jakie emocje panują w nas samych gdy nam się coś nie układa ,kogo szukamy po co szukamy ?aby się wyżalić bo przecież zrobi się nam lżej prawda ..Jesteśmy podobni wszyscy , jednakże inna część ludzi unika kontaktów ,opowiadania o sobie ..kryje swój ból i może to jest ci pokazane ,że za bardzo Ty się chowasz ..nie pokazujesz emocji ,nie piszesz o nich …a czasem warto ..tak Cię tez odbieram zamykasz się w swoim świecie i po cichu realizujesz swoje plany ;;To wspaniałe a jednak czasem warto coś powiedzieć …czy to wygadać się czy wyżalić nie ważne jak to kto odbiera …Po to stajemy komuś na drodze by mu pokazać nas samych .Tak Basiu myślę 🙂

    1. Moniczko, całe sedno zawarłaś w ostatnim zdaniu i chyba muyszę sobie nad tym podumać. Co prawda ja z natury się nie zamykam, też się ide wygadać jak mi źle, też czasem poużalam nad sobą, generalnie jednak u mnie to działa szybko. Ale Moniczko, własnie pogadałyśmy o tym więcej na fb i tam ci napisałam już, że twoje uwagi są bardzo cenne dla mnie. Może rzeczywiscie mam się nauczyć bardziej dbać o swoją przestrzeń. Dziękuję ci.

      1. https://www.facebook.com/barbara.hlywa?fref=ts
        to adres Barbary Hlywa – robi cudne przekazy Duszy..
        nic więcej na razie pisać nie będę – zapytaj o program swojej Duszy 🙂
        a na koniec jedno zdanie: Jesteśmy jak góra lodowa , której czubek wystaje ponad taflę wody i ten czubek to świadoma świadomość…ok mniej niż 10%- a ta pod wodą to Podświadomość, która przeważnie kieruje naszym Życie… oczywiście nie znamy jej .. a ona to ponad 90% Nas… 🙂

        1. Dziękuję Halu. zajrzę tam na pewno. No i bardzo pomogła mi twoja dobitna odpowiedź na fb. Rzeczywiście jest tak,że muszę sie tego nauczyć, zaciągać prędzej hamulec, nie robic z siebie śmietnika energetycznego. Bo sama czuję jak mnie to ściąga w dół czasem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *