„Magiczne lato” – Aleksandra Tyl

„Alicja samotnie wychowuje siedmioletnią Matyldę. Córka bez przerwy choruje, ma obniżoną odporność. Za radą lekarki wyjeżdżają na wieś, żeby dziecko zmieniło klimat i z dala od smogu miasta nabierało sił. Zatrzymują się u dalekiej ciotki – Józefiny. Alicja dopiero na miejscu dowiaduje się, że staruszka para się zielarstwem, a jej specjalnością są miłosne eliksiry. Mimo że dziewczyna początkowo nie wierzy w magiczną moc ziół, a do zajęcia ciotki podchodzi z dystansem, to jednak przychodzi taki dzień, kiedy pokusa skorzystania z mikstury jest wyjątkowo silna…”

Sięgnęłam po tę książkę, bowiem totalnie urzekła mnie okładka. Jest taka mega kobieca, romatyczna, że po prostu oczarowuje. No nie mogłam się oprzeć.
I chociaż tzw literatura kobieca nie należy do najbardziej przeze mnie ulubionego gatunku, to tę powieść czytałam z prawdziwą przyjemnością, nic a nic się nie nudząc. I owszem były momenty, w których bohaterki zadziwiały mnie swoją naiwnością czy głupotą, że aż opadały mi ręce i cycki, ale i tak je polubiłam. Najfajniejsze jednak było chyba to, iż zdecydowałam się na tę lekturę właśnie teraz, kiedy u mnie za oknem było zimno, mokro i szaro. A tu książka powiała prawdziwym wiejskim latem. I to takim pachnącym poziomkami z lasu. Tego mi było właśnie trzeba.
Zakończenie… hmmm… no cóż. Miałam ochotę ąż wstrząsnąć Alicją, by się dziewczyna opamietała. Można by myśleć, iż szykuje się kolejna część, no bo jak to takie zakończenie. Ale wiecie co? Mi się właśnie chyba podobało. Nie wszystko musi być dopowiedzane.