„Der Duft der grünen Papaya” – Sarah Benedict

„Sie floh vor der Vergangenheit und fand das Paradies … Unter gleißendem Sonnenlicht steigt Evelyn Braams auf Samoa aus einer Propellermaschine. Sie hat ihr Leben in Deutschland zurückgelassen, um schmerzhaften Erinnerungen zu entkommen. In einer einsamen Bucht mietet sie sich bei zwei alten Damen ein und freundet sich schnell mit der herzlichen Ili an. Doch diese bangt um ihren Besitz, den ihre Cousine Moana an einen amerikanischen Investor verkaufen will – aus Rache. Evelyn versucht zu helfen und verstrickt sich dabei immer tiefer in Ereignisse, die zurückgehen auf eine alte Geschichte von Liebe und Hass … Eine mitreißende Familiensaga in der Südsee zwischen Kolonialzeit und Gegenwart.”

Hmmmm…
Samoa – daleki, pachnący egzotyką kraj, plantacja papai i saga rodzinna na przestrzeni całego XX wieku. Do tego bardzo piękna szata graficzna. Ot i razem wydawałoby się, że wpadła mi w ręce niezwykle pociągająca powieść.
I w zasadzie tak właśnie było.
Tylko że jak dla mnie to była smutna powieść, bo chociaż z licznymi wplecionymi mądrościami i typowym happy endem, to jednak w dużej mierze była to opowieść o… nienawiści. Takiej zupełnie bezsensownej i to pomiędzy osobami, które powinny być dla siebie bliskie.
Nie, nie ma w tej książce żadnych brutalnych historii, a jednak jest tyle złych emocji i właśnie nienawiści.
Aż złość mnie brała na te bohaterki, za to że tak uparcie tkwiły każda w tym użalaniu się nad sobą, zawiści i debilnym nicnierobieniu by cokolwiek zmienić na lepsze.
Na szczęście były też dobre moemnty i mądrzy, dobrzy mężczyźni. I uratowali powieść na tyle, że w sumie oceniam ją na całkiem dobrą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *