kolorowy bafkowy świat i zdolność rozróżniania

Mam pomysły na przynajmniej trzy kolejne obrazy. Bo „rozwala” mnie ekspresja od środka. Chwilowo jednak nie mam płócien, a więc i nie ma bardzo mam jak malować.
Zatem wibrują sobie te obrazy  we mnie coraz bardziej nabierając przejrzystości.
A póki co to delektuję się niespodziankami, jakimi codziennie obdarza mnie życie.

Mój świat jest pełen barw. Widzę kolory nie tylko wokół siebie, ale i wewnątrz. Odczuwam energie na kolorowo. I … lubię to.

Mimo, że nie każda barwa rezonuje ze mną.
Tak samo nie wszystko co się wokół dzieje, rezonuje ze mną. Są wydarzenia i sprawy, przed którymi mam ochotę uciec, schować się, by ich nie widzieć. Ale wiem, iż to nie jest najlepsze rozwiązanie. Skupianie się jedynie na tym, co w naszych oczach piękne i dobre oraz odwracanie wzroku od tego, co niefajne i złe, według mnie nie jest najlepszym sposobem. Niesie bowiem w sobie zagrożenie, że tracąc całkowicie z oczu to, co pięknym nie jest, zatracimy zdolność rozróżniania. Bowiem by zobaczyć większy obraz, ważne jest, by potrafić dostrzec obie jego strony. Jeśli stajemy się ślepi na jedną jego cześć (obojętnie, która by to nie była), nasze postrzeganie może nas zaprowadzić w ślepy zaułek.

Spotykam w życiu ludzi, którzy z powodu przykrych doświadczeń całkowicie zatracili zdolność widzenia pozytywów. Są zwyczajnie na nie ślepi. Ich wzrok sięga jedynie tam, gdzie barwy życia są mieszanką smutku, fauszu, samotności, strachu.

Spotykam też takich, którzy w przekonaniu tworzenia lepszego jutra, skupiają swą uwagę jedynie na tym, co można by określić wszelkimi aspektami miłości.

Nie oceniam.
Czuję jedynie, że ani jeden, ani drugi sposób nie jest właściwy dla mnie.
Chcę widzieć cały obraz ze wszystkimi jego barwami. Światło widoczne jest dopiero wobec cieni. Cień, nie zaistniałby bez światła.
W tym się kryje cała tajemnica.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *