„Der Duft des Sake” – Joyce Lebra

„Japan im 19. Jahrhundert. Rie ist die Tochter eines angesehenen Sake-Brauers und einzige Erbin. Doch als Frau ist sie nicht dazu bestimmt, das Familienunternehmen zu leiten – allein die Nähe von Frauen, glaubt man, verdirbt den Sake. Statt dessen muß sie den Nichtsnutz Jihei heiraten, der zum Nachfolger ihres Vaters auserwählt worden ist. Dieser zeigt jedoch weder Fähigkeit noch Willen, diese Aufgabe zu erfüllen. Rie läßt sich nicht entmutigen: Mit Courage, großem Mut und leidenschaftlichem Willen kämpft sie dafür, die Brauerei Weißer Tiger, ihr familiäres Erbe, in ein florierendes Sake-Imperium zu verwandeln. Unverhofft trifft sie dabei auch ihre verloren geglaubte Jugendliebe wieder …”

Akcja powieści toczy się w Japoni, na przestrzeni prawie całego XIX w. Rodzina Rie od pokoleń zajmuje się tradycyjną produkcją sake. Rie, jako jedyna spadkobierczyni musi przejąć pałeczkę prowadzenia rodzinnego interesu. Choć niezupełnie, bo przecież jest kobietą i tak naprawdę to jej mąż oficjalnie przyjmuje na siebie tę rolę.

Powieść niezwykle interesująca i wciągająca. Autorka w doskonały sposób ukazała nie tylko tło historyczne dziewiętnastowiecznej Japoni, ale przede wszystkim tak inne od europejskich tradycje, kulturę, mentalność.

Jedynym minusem był fakt, że zupełnie nie polubiłam głównej bohaterki. Może na początku, ale od momentu, kiedy nieco samozwańczo przyjęła na siebie rolę głowy rodziny, z każdym kolejnym rozdziałem wzbudzała we mnie coraz większą niechęć. Bo owy rodzinny interes całkowicie przysłonił jej wszystko, nawet to, co tak naprawdę w życiu jest ważne.

Chociaż jak się nad tym zastanowić, to jak często jest to powtarzany schemat. W gonitwie za robieniem coraz większych pieniędzy, za byciem najlepszym na rynku, człowiek ma tendencje do zatracania swojej wrażliwości. Często, podobnie jak bohaterka powieści, całkiem nawet nieświadomie, staje się tyranem we własnym domu. Tyranem wobec najbliższych. Bo przecież wszystko ma być tak, jak sobie umyślił w głowie. Pod tym względem chyba nic się nie zmieniło od wieków, niezależnie od tego w jakiej części świata taki ktoś żyje.

To był właśnie taki przykry wątek powieści. Obserwować jak bohaterka staje się z rodziału na rozdział coraz bardziej skupiona jedynie na biznesie i coraz bardziej zatraca jakąkolwiek kobiecość i wrażliwość na innych. I chociaż pod koniec, będąc już sędziwą babcią, ponownie złagodniała, to i tak nie umiałam jej już polubić.

Ogólnie jednak była to całkiem udana lektura.