„Lesio” – Joanna Chmielewska

„Na twarzy Lesia pojawił się wyraz bezgranicznego przerażenia. Mniej więcej zdawał sobie sprawę z tego, co czynił przez całe popołudnie i wieczór, i nagle pojął, że oto ma skutki. Halucynacje! Delirium tremens! I to nie nędzne myszki, króliki, nietoperze, ale od razu słoń!!! I to jaki!? Różowy!!! Lesio zamknął oczy na długa chwilę, a potem je ostrożnie otworzył. Słoń stał nadal. Lesio powtórzył operację z oczami. – Zgiń przepadnij – powiedział ze zgrozą zduszonym głosem. – A kysz! A kysz! W odpowiedzi na zaklęcie nastąpiło coś strasznego.”

352x500

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Chmielewskiej i muszę przyznać, że całkiem udane. Choć początkowo Lesio niezwykle mnie irytował. Jego zachowanie jak przy chorobie dwubiegunowej wcale nie było zabawne, a żałosne i denerwujące. Na szczęście zanim straciłam cierpliwość, by rzucić książkę w pierony, zaczęła ona być naprawdę śmieszna. Przy drugim rozdziale przyprawiła mnie już o szczere napady niepohamowanej wesołości. Mimo to cieszę się, iż mam już tą lekturę za sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *