chcę się kobietki z wami podzielić

Dobra, nie wiem jak zacząć tego wpisa, a chcę się z wami czymś podzielić. Może to komuś pomoże, albo skłoni do przemyślenia, a może i nie.
W każdym razie pomyślałam sobie, że nawet jeśli zabrzmi ta notka nieco przemądrzalsko (choć nie jest moją intencją się wymądrzać), to i tak warto się tym podzielić.

Będzie o związkach, a raczej chyba o tym jak zrobić, by bylo lepiej. No wiecie, takie tam moje bafkowe przemyślenia, obserwacje, a w zasadzie podzielenie się z wami tym, co funkcjonuje u mnie.

Wyczytałam całkiem niedawno w jakieś książce A. Setmana takie stwierdzenie  że mężczyzna nie potrafi sam dojrzeć. Że mężczyzna staje się mężczyzną i dojrzewa tylko dzięki kobiecie. Kiedy o tym przeczytałam wtedy, nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, ale rozmawiałam na ten temat z moim Kapslem i powiedział, że on też jest tego zdania. Przeanalizowałam swoje własne doświadczenia i obserwacje z ostanich miesięcy. No i rzeczywiście tak to chyba wygląda, że to my kobiety idziemy jakby krok naprzód w tym dojrzewaniu. A nasi mężczyźni potrafią za nami nadążyć na tyle, na ile my im na to pozwolimy.

Ja wierzę, że prawdziwa miłość jest wolnością. Kiedy nie ma w niej miejsca na strach, który jest przecież jej przeciwieństwem (jest na drugim końcu tego biegunu), to miłość ma dopiero szanse prawdziwie się rozwinąć. Więcej, ma szanse ciągle wzrastać, nawet wbrew tej codzienności, która prędzej czy później zwykle sprowadza ją nieco na ziemię i podcina skrzydła. A właściwie wcale tak nie musiałoby być.

Problem w tym, że my kobiety odrobinę inaczej tę miłość (mówię tu o takiej ludzkiej miłości w związkach) okazujemy niż mężczyźni, a co za tym idzie odrobinę inaczej odczytujemy sygnały i odrobinę inne mamy też oczekiwania.
Jedno jest jednak z pewnością wspólne, zarówno my jak i oni potrzebujemy swego rodzaju podziwu, by prawdziwie rozkwitnąć. Tak, to nie tylko my kobiety potrzebujemy tej drugiej osoby, jej zachwytu w oczach. Tak samo potrzebują tego nasi mężczyźni. Na dobrą sprawę myślę sobie, że kobiecość ma szanse prawdziwie rozkwitnąć tylko wobec męskości i odwrotnie, męskość wzrasta i rośnie w obliczu naszej kobiecości.

Życie tymczasem bywa takie, że natłok codziennych problemów, codziennych obowiązków, zmartwień, gonitwy i tego wszystkiego, co w dzisiejszym świecie niestety czy stety jest normalne, zapominamy o tym.
Sama wiem, jak czułam się przez wiele lat niedoceniona przez mojego męża. Tak no wiecie, na zasadzie że brakowało mi jego podziwu, jego wdzięczności za to co robię dla nas, by nasz dom był ciepłym domem, jego zachwytu w oczach itp, tego wszystkiego co na początku w związku przeważnie jeszcze jest aż w nadmiarze.

Ale to złudzenie jeśli myślimy, że nasz facet nagle się odmieni, nagle się domyśli, nagle zacznie znowu zauważać w nas kobietę, w której się zakochał, nagle stanie się znów romantyczny czy męski. Facet sam z samości się taki nie stanie. To my musimy do tego doprowadzić. Nie naszym gadaniem, ale tym jak same zaczniemy na nowo zachwycać się nim.

Każda z nas kiedy poznała swojego faceta, wtedy na początku, kiedy się w nim zakochała, na pewno patrzyła na niego oczami pełnymi zachwytu, z uwielbieniem i podziwem. Z biegiem czasu ten podziw w naszych oczach jednak maleje. Niby całkiem to normalne, bo zwykłe życie powoduje, że przestajemy patrzeć przez różowe okulary. Ale ta zmiana wcale niekoniecznie musi być już na zawsze. Brak podziwu, brak zachwytu, brak tego entuzjazmu do siebie nawzajem w pewnym sensie zabija miłość

Myślę sobie, że mężczyźni przez to odczuwają strach. Nie przyznają się do tego, nawet sami przed sobą, może nawet sobie tego nie uświadamiają, ale tak naprawdę oni bardziej niż my potrzebują podziwu do tego, by czuć się spełnionymi. Do tego by mogli być takimi prawdziwie wspaniałymi facetami.
I to od nas zależy, na ile będziemy mądre w swej kobiecości i zapewnimy sobie i im to poczucie szczęścia.

Wiem, może to brzmi trochę niesprawiedliwie, po przecież nasz wkład jest bardzo duży, ale jednak i tak jestem zdania, że lepiej się czasem dzieje, kiedy pozwalamy, by ten duży nasz wkład był na nieco innym polu. Zaraz wam napiszę o co mi chodzi.

Ja sama wcale taka mądra nie byłam i popełniłam wiele błędów. I widzę dopiero teraz jak ogromny był mój własny wkład w to, że między mną i Kapslem się pierdoliło. Ale choćby dzięki tej terapii, na którą oboje teraz chodzimy, zrozumiałam, że mój mąż niczego bardziej nie pragnie niż tego żebym była kobietą, a on facetem. Żebym mu nie odbierała szansy na to, tym facetem prawdziwie być.

Wiecie jak teraz robię? Pozwalam na to, by na nowo miał szanse stać się podziwiany. W praktycznym życiu wygląda to tak, że np powiedzmy zatka mi się zlew. I wiem doskonale, że przecież mogłabym po prostu poradzić sobie z tym sama. Mogłabym wlać kreta i byłoby po sprawie. Ale nie robię tego, tylko idę do męża i proszę go. Mówię: „Wiesz kochanie, zatkałam zlew. Wiem, że ty byś potrafił jakoś to naprawić. Jejku, naprawdę bym się bardzo ucieszyła jakbyś znalazł nieco czasu i to dla mnie zrobił”.
I się okazuje, że mój facet chce sprawiać mi radość. Więc chociaż jest zmęczony po pracy, to nie wlewa kreta, ale bierze narzędzia, rozkręca całe kolanko, czyści go i zakręca. A ja naprawdę czuję wdzięczność i dziękuję mu przytulając go i obdarzając pocałunkiem.

To tylko przykład, w dodatku bardzo wymowny, ale mniej więcej o to mi chodzi. Zrozumiałam, że wcale nie muszę wszystkiego robić sama. Że są sprawy, które choć doskonale bym mogła sobie z nimi poradzić, to jednak lepiej jest, że poproszę czasem o pomoc mojego faceta. I naprawdę nie chodzi o to, by go wykorzystywać, by się nim wysługiwać i podpierać swoje lenistwo czy np wymyślać jakieś pierdoły dla spełniania swoich zachcianek. Nie. Bardziej chodzi o to, że mój mężczyzna potrzebuje małych szans na to, by mógł się wykazać. A ja mogę go za to wykazanie się na nowo podziwiać.

I nie jest to udawane, bo naprawdę doceniam ogromnie jego wysiłek, jego staranie. Czuję wdzięczność całkiem szczerą. Z czasem przeradza się to w zwyczajny zachwyt. W to, że znowu patrzę na niego oczami pełnymi podziwu za to, że jest taki męski. A on, im więcej widzi tego zachwytu i podziwu dla siebie w moich oczach, tym bardziej zaczyna tak samo patrzeć na mnie.

Nagle na nowo chce się ze mną kochać, mnie adorować, nagle mówi komplementy, chce rozmawiać albo tak po prostu przytula się, szuka bliskości.

Żadne moje gadanie o tym, czego mi brakowało, co chciałam zmienić, co mi się nie podobało nie miało takiej mocy twórczej i mocy zamieniającej strach na miłość, jak to, że sama najpierw zaczęłam ponownie stwarzać mu szanse w działaniu do tego, bym mogła go na nowo podziwiać.

Faceci są inni. Facet nasze słowa mówiące o tym, że nam źle i że byśmy wolały by coś robił tak a nie tak, odbiora niekoniecznie jako wskazówkę, a bardziej jako krytykę. Zwłaszcza, jeśli jego poczucie wartości jako faceta jest z takich czy innych powodów nieco zaniżone. Na zasadzie „nie zadowalam jej, już jest przy mnie nieszczęśliwa, pogardza mną (nawet jeśli tego wcale nie robimy), nie wiem jak ją zadowolić”. To nakręca w nim poczucie przegranego, zaniża poczucie jego wartości, umniejsza jego poczucie męskości, a co za tym idzie rośnie poczucie strachu.

Mądra kobieta jeśli chce coś zmienić, zamiast mówić co jest źle,  musi raczej stworzyć mu szanse na to, by mogła na nowo go podziwiać.
Tak się rodzą kolejne szanse.
Podziw stwarza szanse na to, że facet się nie zamyka w sobie, a wychodzi nam na przeciw.
Otwartość stwarza szanse na więcej szczerości.
Szczerość na lepsze zrozumienie.
Zrozumienie na większe zaufanie.
Zaufanie na większą Miłość.

Tak właśnie my z Kapslem odmieniliśmy nasz związek. Nie tylko tak, ale to było jednym z bardzo istotnych elementów. Teraz patrzę na niego znowu ze szczerym zachwytem, z podziwem. Czuję się tak jakbym się na nowo w nim zakochała. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że całkiem automatycznie i on zaczął na nowo zachwycać sie mną. I oboje otwarliśmy się na więcej. Dlatego, że zniknął strach, i dlatego że nasza wzajemna Miłość na nowo rozkwitła.

2 myśli na temat “chcę się kobietki z wami podzielić”

  1. Nie tylko Kobitki czytają twojego Bloga :-). Trafiłem tu przez FB i utknąłem już na jakieś 3.5h. 🙂 Jest po prostu fantastyczny.

    1. Witaj Adamie. Bardzo mi miło wiedzieć, iż podoba ci się to co tu piszę. I to jeszcze pod takim starym wpisem to napisałeś. Myslałam że nikt nie zagląda do tych staroci. Pozdrawiam cie ciepło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *