„Marna karma” – David Safier

Niemiecki tytuł (tytuł oryginału): Mieses Karma
W wydaniu polskim książka ukazała sie też pod tytułem: Mrówka w wielkim mieście.

„Kim Lange jest atrakcyjną trzydziestolatką robiąca zawrotną karierę w telewizji, a przy okazji żoną i matką. Kim jest zapatrzona w siebie i przedkłada karierę ponad życie rodzinne, nie dostrzegając, że rani w ten sposób męża i córkę. Dlatego też jej niespodziewana i absurdalna śmierć – Kim ginie od odłamka kosmicznej stacji badawczej (sic!) – wydaje się w pełni „zasłużona”.
Świat bez Kim będzie z pewnością lepszy! Jak się jednak okazuje, nie można tak łatwo odejść z tego świata, pozostawiając po sobie jedynie złe wrażenie. I dlatego właśnie, ku swemu zaskoczeniu, Kim rodzi się na nowo, by zebrać więcej dobrej karmy, jak wyjaśnia jej lakonicznie… Budda. Świetnie! Ale jak odrobić życiowe błędy, będąc… m r ó w k ą ?! Dla racjonalistki Kim to, co się dzieje, jest nie do pojęcia! Na dodatek, zanim zapracuje na powrót do świata ludzi, będzie jeszcze m.in. świnką morską, cielakiem i stonką ziemniaczaną by w końcu, jako pies rasy beagle, wrócić do swojej rodziny i przeprowadzić akcję sabotującą związek Alexa z jej dawną przyjaciółką Niną.”

Jako że posiadam w domu zarówno wydanie niemieckie jak i polskie miałam niejako porównanie. I muszę powiedzieć, że jednak kiedy się czyta tę książkę w oryginale, jest ona o wiele bardziej wyrazistsza i bardziej soczysta w ekspresji (niektórych przekleństw po prostu nie dałoby się przetułumaczyć na polski tak, by nie było wulgarnie, a było bardziej dosadnie, dlatego zwyczajnie je pominięto).
Tak czy siak powieść jest niesamowicie zabawna. Przyprawiała mnie o napady śmiechawki i zwyczajnie była takim rewelacyjnym odstresywaczem, że nawet szarówa za oknem wydała mi się przez to bardziej przyjazna. I chociaż całość jest komiczna, to w to wszystko wplecione jest tyle ciepła, tyle dobrej energii, że po przeczytaniu jakoś inaczej patrzę nie tylko na moje papużki, ale na wszystko wokół.

Bardzo mocno polecam.