„Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę” – Robb Maciąg

„Za opisaną w tej książce podróż rowerem do Chin i Azji Południowo-Wschodniej autor otrzymał nagrodę Traveler przyznawaną przez National Gerographic. Robert Maciąg rozpoczął swoją samotną wyprawę w lutym 2004 roku. Przez pięć miesięcy pokonał rozległe tereny Chin, górzyste obszary Wietnamu, piaszczysto-błotniste drogi Kambodży i dżunglę Laosu. Dysponując dziennym budżetem w wysokości zaledwie 25 złotych przejechał 7 tysięcy kilometrów. Jego dietę stanowiły ryż, makaron, ale także gotowane węże i koniki polne. W czasie podróży zrobił prawie 2 000 zdjęć i poznał tereny dalekie od centrów turystycznych.”

352x500

Czasem zdarza się tak, że na naszej drodze trafia do nas jakaś książka, tak po prostu, całkiem zwyczajnie. Bez tego że jakoś szczególnie chcieliśmy, by do nas trafiła.
Moglibyśmy udać, że jej nie zauważylismy. Moglibyśmy po prostu nawet bez udawania naprawdę nie zauważyć.

Ale przypadki nie istnieją.
To co nazywamy przypadkiem jest najczęściej cudem, szansą na zmianę, szansą od życia na odrobinę choćby refleksji, uśmiechu, na to, co akurat w tym konkretnym momencie najbardziej nam potrzeba. To tylko kwestia tego czy zdecydujemy tej szansie dać szansę.

Dokładnie tak spotkałam tę książkę.
Trafiła do mnie właśnie teraz i podarowała mi to, czego moja dusza chciała otrzymać w darze.

Może gdybym była w zupełnie innym punkcie mojego życia, może gdybym tryskała szczęściem i radością nie dostrzegłabym ogromu wrażliwości i piękna (ukrytych pod równie dużą ilością smutku), jaką niesie w sobie ten pamiętnik Roberta Maciąga z jego podróży rowerem po Chinach, Vietnamie, Kambodży i Laosie.
Trzeba mieć w sobie także odrobinę smutku by móc tę książke naprawdę poczuć i przeżyć głęboko. Prawie tak, jakby podróżowało się na niewidzialnym rowerze tuż obok.

Może gdybym była w innym punkcie mojego życia, widziałabym jedynie opisy drogi, mijanych krajobrazów, ludzi, zmęczenia, pragnienia, głodu. Może nie dostrzegłabym tych wszystkich refleksji, które stopniowo i we mnie powodowały małą osobistą metamorfozę.

Ale przypadki nie istnieją.
Miało być właśnie tak.
Krok po kroku, strona za stroną, słowo po słowie. I na koniec, czytając już o Laosie było we mnie zupełnie inaczej niż na początku tej drogi.
Na koniec naprawdę musiałam się uśmiechnąć. Nie tylko do autora, ale i do siebie samej. A przede wszystkim do Życia, które „przypadkiem” podarowało mi tę szansę w postaci tej książki, bo to, bym sięgnęła po swoje szanse.

Z całego serca dziękuję Robertowi za podzielenie się tymi pamiętnikami.


na koniec kilka cytatów:

“Złamane serce fałszuje obraz świata. Podobnie jak zakochane. Tyle tylko, że odwrotnie.”

„W jaki sposób dwóch różnych ludzi, w tych samych warunkach, potrafi się tak różnie zachować?
Co człowiek, to tajemnica.”

„Najważniejszy w Podróży jest czas w niej spędzony. Własna jakość, a nie nazwa twojej
kurtki, ilość przerzutek czy lekkość ramy. Czas spędzony z samym sobą jest większym wyzwaniem niż niejeden podjazd czy tysiące kilometrów. Każda kropla potu cię zmienia, każda łza uszlachetnia,
każde wzruszenie umacnia.”

“Wszystko zdarza się dokładnie wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewasz.”

„Dla tak wielu istnieje tylko A i B. To, co pomiędzy, jest nieważne. To, co pomiędzy, istnieje tylko jako godziny spędzone na czekaniu.
Droga pomiędzy A i B jest tylko przykrym przymusem. Być może ze świadomością marnowania go.
Tymczasem wszystko tak naprawdę dzieje się pomiędzy A i B. Czasem dzieje się tego tak wiele, że B nigdy nie zaistnieje. Urodzi się C. Być może nawet D.”

“Życie może być takie cudowne – nigdy nie wiesz, co się stanie jutro. Możesz przewidywać, planować, żyć marzeniami bądź stresem i… wszystko na nic. Niespodziewany telefon, niespodziewany list, niespodziewane spotkanie i wszystko, co myślałeś w dniu wczorajszym, znika. Rozpływa się i nigdy nie zaistnieje.”

„Na pewno nie wolno mówić, że coś jest niemożliwe. Uczciwiej jest powiedzieć, że jest to za trudne. Albo że nie chce się o tym myśleć,
że się o to nie dba.”