„Nieznośna lekkość bytu” – Milan Kundera

„Nieznośna lekkość bytu to finezyjne określenie cechujących człowieka antynomii: dusza-ciało, miłość-seks, myśli-słowa, odczuwanie-rzeczywistość. Kundera umieszcza akcję powieści w Pradze, na wsi czeskiej i w różnych miastach Europy, co pozwala mu dostrzegać świat i wydarzenia ważne w dziejach jego kraju w podwójnej optyce, a także unaocznić trudność wyborów, jakich dokonują jego bohaterowie.”

Nieznonalekkobytu

Nie wiem co mi padło na dekiel by przeczytać tę książkę. Pewnie te wszystkie zachęcające recenzje, te „och” i „ach”.
Zatem przeczytałam, a czytając nadziwić się nie mogłam jak można zachwycać się takim bzdurzeniem. Bo serio, ja rozumiem i nawet lubię filozoficzne rozważania, ale wtedy jesli wnoszą one coś konstruktywnego. Tymczasem to, co tutaj odwalił Kundera jest według mnie szukaniem na siłę drugiego dna w najprostszych nawet rzeczach. Bo o ile jeszcze mogłabym zrozumieć różnego rodzaju wywody na tematy polityczne, psychologiczne czy miłosne, to już dorabianie ideologi do zwykłego gówna jest w mojej ocenie jedynie tanią i marną chęcią zwrócenia na siebie uwagi.
I nie obchodzi mnie, iż ta książka to podobno klasyk i że wszyscy się nią zachwycają. Dla mnie jest ona największym gniotem jaki do tej pory czytałam.