„Trzy oblicza pożądania” – Megan Hart

„Nigdy nie zdradziłam męża. Nie miałam też żadnych powodów, by podejrzewać, że on mnie zdradził. A teraz zapraszaliśmy obcą osobę do naszego łóżka. Musiałabym być stuknięta, żeby nie czuć niepokoju.
Pożądanie zwyciężyło nad zdrowym rozsądkiem. Zupełnie jak w przeszłości, gdy moje ciało zignorowało rady umysłu i serca. Dojrzałam, ale nie zmądrzałam.
Stałam pomiędzy, ale jednocześnie ponad nimi, jak dama między dwoma królami. Byli opanowani, choć gotowi zmienić to w każdej chwili, czekali tylko na moją komendę. Nie byli podobni, ale w tej chwili całkowicie nierozróżnialni.
– Chodźcie – powiedziałam cicho, ale obaj mnie usłyszeli. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do sypialni, nie oglądając się za siebie. (…)
Podniosłam powoli ręce, ujęli moje dłonie i wtedy ich przyciągnęłam. Poczułam na plecach ręce męża obok rąk Alexa. Nie byliśmy już trójkątem o ostrych wierzchołkach, lecz tworzyliśmy krąg. Spleciony z ramion, nóg i złączony wspólnym pragnieniem.”

352x500

Skoro mam chcicowe dni, postanowiłam urozmaicić sobie moje lektury i do książek, które akurat czytam, dołączyłam tą.
I co?
Nie mam zbyt wielkiego porównania, bo jedyne powieści erotyczne jakie do tej pory przeczytałam to sławetny Grey i jego odcienie. Ale to było po prostu …. mrrrruu. I Grey się chowa przy tej lekturze.

I nie chodzi wcale tylko o sceny erotyczne, choć te tutaj były jak na moje gusta niezwykle smakowite. No, nie powiem, podobały mi się i działay mocno na wyobraźnię. Nie tylko wyobraźnię.
Ale przede wszystkim to nie była jedynie pusta historyjka o bzykaniu na kilka sposobów. A mocno emocjonalna powieść. O życiu, o pokonywaniu strachu, o zaufaniu, o zmianach, o wyborach jakie czasem musimy dokonywać, o problemach, ale też o i o byciu szczęśliwym.

Polubiłam głównych bohaterów. I fajne było tu jeszcze to, że tak naprawdę autorka potrafiła zaskoczyć. Trochę jak w życiu, które też pisze nieraz nieprzewidywalne scenariusze.

Kurcze, co tu dużo się rozwodzić. To była naprawdę smaczna lektura.