„Dziecko Noego” – Éric-Emmanuel Schmitt

„Kolejna książka autora Oskara i pani Róży! W okupowanej Belgii katolicki ksiądz ukrywa żydowskiego chłopca Josepha. Chłopcu udaje się przeżyć, odnajduje rodziców i po latach opowiada swoją historię.” 

352x500

No cóż. Chociaż jest to w pewnym stopniu książka niezwykła i na swój sposób piękna, to skłamałabym jakbym napisała, iż mnie zachwyciła. Może jestem jakaś inna i się nie znam, ale drażni mnie u Schmitta to dziwne połączenie. Bo z jednej strony książka jest napisana prostym językiem, co biorąc pod uwagę fakt, iż jest opowieścią pisaną z punku widzenia dziecka, ma naprawdę sens. Z drugiej strony nie pasuje mi, iż własnie do tego dziecięcego punktu widzenia wkrada się tyle zakamuflowanej w poetycki język religijnej propagandy.
I chociaż tematyka i cała historia jest tutaj ciekawa, wzruszająca, smutna i piękna jednocześnie, chociaż czytałam książkę nie mogąc się od niej prawie oderwać, to jednak miejscami drażniła mnie infaltyność tam, gdzie jej być nie powinno i zbytnia dorosłość oraz powaga też tam, gdzie jej być nie powinno.

Ale żeby nie było, iż tylko wynajduję tu same minusy. Tak naprawdę jest to wyjątkowa książka już choćby dlatego, że choć porusza temat holokaustu, to jest niezwykle (jak na taką tematykę) pozytywna. Krzepiąca. Na swój prosty sposób piękna.