„Millennium” – Stieg Larsson

Ufff, wreszcie skończyłam czytać trzecie tomisko „Millennium”. Zanim napiszę moje wrażenia, to spójrzcie na szatę graficzną niemieckiego wydania i przede wszystkim na tytuły:
cbac81b400033eba52f37abb

O ile z tłumaczeniem tytułów filmów Niemcy zwykle trzymają się tytułu oryginału, to z tytułami książek jest zupełnie inaczej, czego tytuły poszczególnych tomów „Millennium” są tylko jednym z wielu tysięcy przykładów. Czasem zastanawiam się z jakiej dupy oni te tytuły wytrzaskują.
Dla tych co nie znają niemieckiego:
Verblendung – zaślepienie, omamienie
Verdammnis – potępienie
Vergebung – przebaczenie
Niby w jakiś tam sposób nawiązują do treści, ale ogólnie takie zmyślanie i przekręcanie tytułów bywa bardzo mylące dla potencjalnego czytelnika.

A jakie są moje wrażenia po przeczytaniu wszystkich części?
Pierwszy tom mnie w dużej mierze rozczarował. Bo niby fabuła ciekawa, niby postacie interesujące, ale jak na thriller książka była zdecydowanie w dużej części przynudzająca. Na dobrą sprawę to pierwsze 300 stron były totalnie nudne. Wiele opisów w powieści moim zdaniem jest całkowicie zbytecznych, nic nie wnoszących do całości i aż się zastanawiałam po co nam one.
Inna rzecz, która mnie nieco raziła to wiele nieprzetłumaczonych angielskich wyrażeń. Nie wiem czemu miały te angielskojęzyczne wstawki w nadmiarze służyć. Tym bardziej, że często były to całkiem zwyczajne wyrażenia, więc już zupełnie nie rozumiem ich sensowności w powieści. No i te reklamy, czyhające na czytelnika co kilka stron… beeeeee.

Drugi tom był już nieco lepszy. Stieg Larsson nadal przynudzał mnie czasem zbyt rozbudowanymi, zupełnie niepotrzebnymi opisami (np szczegółowymi nudnymi życiorysami jakiś tam trzecioplanowych postaci), znowu bombardował idiotycznymi reklamami, ale ogólnie drugi tom „Millennium” jest naprawdę dobry i całkiem fajnie się go czytało. A najlepsze w nim jest chyba zakończenie. Takie, że serio chce się sięgnąć po tom trzeci.

Tom trzeci moim zdaniem jest rewelacyjny. Larsson wreszcie darował sobie te denerwujące wstawki reklamowowe, których pełno było w 1-szej części czy wyliczanki zakupowe, jakie zaserwował w tomie drugim. Nie przynudzał też kilometrowymi, zbędnymi opisami. Co prawda ostatni tom, jest kontynuacją poprzedniej części i bez znajomości przynajmniej tomu drugiego raczej byłby niezrozumiały dla czytelnika, ale ogólnie jest całkiem świetnym zwieńczeniem tej hitowej trylogii.

I tylko jeden wątek, ciągnący się we wszystkich częściach trylogii, był moim zdaniem żałosny. Blomkvist i ta jego niby aura przyciągania, powodująca iż wszystkie kobiety same wskakiwały mu do łóżka i to już przy trzecim czy czwartym spotkaniu. Buhahaha, nawet sławetny Grey z „Piędziesiąt odcieni” okazuje się być pod tym względem przy Blomkvistcie cieniasem. Prawie by można pomyśleć (z naciskiem na prawie), że Szwedki to jakiś inny kaliber kobiet. Albo przynajmniej, że syndrom niedpochnięcia wśród nich urósł tam do rangi jakieś epidemii.

Ogólnie Larsson, mimo że „Millennium” w znacznej części mu się udało, nie podbił mojego czytelniczego serca i z pewnością nie będzie moim ulubionym autorem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *