„Niezbędnik obserwatorów gwiazd” – Matthew Quick

“Witajcie w Belmont, gdzie rządzą czarne gangi oraz irlandzka mafia (zależy od dzielnicy) i gdzie mieszka Finley. Jego dziadek nie ma obu nóg, ojciec pracuje na nocną zmianę, a matka zginęła w okolicznościach, o których nikt nie chce mówić. Finley też nie chce mówić – odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Woli grać w koszykówkę. Jedyną osobą, która rozumie Finleya, jest jego dziewczyna Erin. Oboje co wieczór spotykają się na dachu jego domu, patrzą w gwiazdy i marzą o tym, aby wydostać się z piekła, jakim jest Belmont. Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę…”

204879-352x500

Matthew Quick zaczarował mnie swoją powieścią. Niby jest ona napisana całkiem prostym językiem i niby opowiada całkiem prostą historię. A jednak jest coś magicznego, coś niewypowiedzianie pięknego ukrytego na kartkach tej powieści. Nie umiem tego ująć nawet w słowa, ale może bardziej w milczeniu, bardziej między wierszami ukryte jest największe piękno tej książki. Jest kojąca, dająca nadzieję, wywołująca uśmiech.
I wierzycie czy nie, ale nabrałam po niej ochotę, by znowu wieczorem wpatrywać się w ten nasz prywatny kosmos. Ten utworzony z fluorescencyjnych plastikowych gwiazdek na suficie u mojego Daniela w pokoju. Tak jak wiele lat temu wcisnąć się do łóżka obok mojego syna i razem z nim wpatrywać się w te gwiazdki, aż całkiem nie znikną.
Bardzo polecam tę książkę wszystkim, którzy w trudach swojej codzienności chcieliby na nowo odkryć coś magicznego.


I kilka cytatów:

„Nie zawsze można wybrać rolę, jaką będzie się odgrywać w życiu, lecz cokolwiek by ci się trafiło, dobrze tę role grać najlepiej, jak się potrafi(…)”

„Chciałem zrobić dla ciebie coś miłego (…) Kupiłem ci więc twój własny kosmos.”

„Zawsze mogę spojrzeć w kosmos i się zachwycić, bez względu na to, co się dzieje. A gdy spoglądam w górę, moje problemy robią się takie małe. Nie wiem czemu, ale zawsze czuję się wtedy lepiej.”