„Płótno” – Agata Kołakowska

„W życiu młodej malarki Niny Sadowicz zbiegają się dwa szczęśliwe wydarzenia. Zaręcza się z ukochanym Michałem, a jej obrazy zaczynają odnosić sukcesy na rynku aukcyjnym. To pierwsze zwiastuje szczęście w życiu prywatnym; drugie – pomaga jej uwierzyć, że w przyszłości będzie mogła utrzymywać się ze swojej pasji – malarstwa, a nie jak dotąd z pracy w biurze nieruchomości. Wszystko zaczyna się doskonale układać. Nina ma nadzieję, że wreszcie dostrzeże dumę również w oczach swego wymagającego ojca. Sielanka zostaje jednak przerwana…
„Płótno” to historia o prawdziwej pasji. O przewrotnym losie, który daje i odbiera. O walce o siebie i ze sobą. To także opowieść o przyjaźni i o tym, że znalezienie oparcia w drugim człowieku może być receptą i lekarstwem na przeciwności losu.”

Zachwyciła mnie ta powieść.
Co prawda początek zapowiadał się tak, iż już myślałam, że będzie to jakaś typowo babska obyczajówka. Ale już po kilku stronach wiedziałam, że ta książka ma do zaoferowania coś więcej. Zwłaszcza komuś takiemu jak ja.
I kiedy czytałam opis obrazu namalowany przez główną bohaterkę czułam doskonale ten trudny do opisania czar jaki zna każdy, kto z miłością sięga po pędzle… Dla mnie to prawdziwa magia.

I tak naprawdę przeczytałam tę książkę nie tak, jak zwykle czytam książki, ale tak jakbym oglądała właśnie jakiś fascynujący obraz. Dla mnie to wcale nie była opowieść o Ninie i jej problemach. Mimo, że to ona jest tutaj główną bohaterką, to ja widziałam ją tak jakby była jedynie tłem, dla tych wszystkich niesamowitych wspaniałych ludzi, którzy jej towarzyszyli. To Marcin, pani Ala, Aniela i Jan, Włodek czy Martyna są dla mnie prawdziwymi bohaterami tej powieści. Nina na dobrą sprawę mnie wręcz irytowała. Na szczęście właśnie to nie o Ninie jest ta książka. Ale o tym, że życie jest jak płótno i to od nas zależy co na nim namalujemy i w jakich kolorach będzie obraz naszego życia.