„Smażone zielone pomidory” – Fannie Flagg

„Evelyn przechodzi ciężkie chwile – twierdzi, że jest za młoda, żeby być starą, i za stara, żeby być młodą. Gdy odwiedza teściową w domu spokojnej starości, poznaje wiekową panią Threadgoode. Kobieta zaczyna opowiadać Evelyn historię swojego życia…
We wspomnieniach wraca do małego miasteczka w Alabamie. Są lata 30. XX wieku, dwie przyjaciółki – Idgie i Ruth – postanawiają otworzyć kawiarnię Whistle Stop Cafe. Wkrótce staje się ona ulubionym miejscem spotkań mieszkańców i przyjezdnych. Tu każdy gość może liczyć na pyszną pieczeń, aromatyczną kawę i kawałek ciasta z kremem kokosowym. Za smakowitym menu kryje się jednak o wiele więcej – namiętności, dramaty, śmiech, a nawet… zbrodnia.
Poznając losy przyjaciółek, Evelyn uświadamia sobie, że najwyższy czas dokonać w swoim życiu kilku istotnych zmian.
„Smażone zielone pomidory” to ponadczasowa opowieść o sile przyjaźni i kobiecej solidarności.”

360693-352x500

O mamunciu!
Mam serio napisać czym dla mnie była ta książka?
Mimo tych wszystkich pozytywnych opini, jakie o niej mogłam przeczytać, mi kojarzyła się ona ze zbiorem wszelkich „sensacji” i zwyczajnych plot o innych we wsi. Nie wciągnęła mnie w ogóle, męczyłam ją, wynudziłam się i jedynie przed porzuceniem całkowićie tej lektury powstrzymał mnie fakt, iż jednak dostrzegłam, iż jest to przede wszystkim opowieść o wielkiej, prawdziwej przyjaźni. I chyba te wątki właśnie nadały tej książce sens.
Jednak ogólnie, jak to się mówi, to była zupełnie nie moja bajka.

PS. Acha, jako że uwielbiam gotować, to plusem są jeszcze przepisy na końcu. Może jakiś wypróbuję, choćby ten na te sławetne tytułowe smażone zielone pomidory.