takie tam zapiski – obrazki wizyjne

Chciałabym móc napisać, że jestem szczęśliwa i że jest max dobrze. Ale to nie do końca byłoby prawdą. Znowu czuję się… dziwnie. Nawet nie umiem dokładnie określić o co to w tym chodzi. Bo to nie jest coś, co można od razu nazwać słowami. Bo jak nazwać subtelne, ale wyraźne uczucie jakiegoś niespełnionego niewiadomo czego.

Dookoła mnie kamienna ściana, tworząca duże okrągłe pomieszczenie. Wieża? Nie widzę sufitu, nie widzę gdzie kończą się te mury. Giną gdzieś u góry w całkowitych ciemnościach. Nie czuję się jak w wiezieniu, bowiem kamienne pomieszczenie jest ogromne. A w murach widzę setki drzwi. Mniejszych i wiekszych. Niektóre znajdują się tam gdzie powinny znajdować sie drzwi, tuż przy podłodze. Ale są też takie, które znajdują się wyżej i jeszcze wyżej. Jak okna. Ale to jednak sa drzwi i czekają na to, bym je otworzyła. Wiele z tych drzwi jest otwartych. Za nimi znajduje się światło i wejście w czyjeś kamienne pomieszczenie. Czasem coś więcej. Barwy. Inne drzwi są jedynie ucholone, za nimi półmrok. Ale są jeszcze takie, które wciąż są zamknięte i kryją za sobą zagatkę. Możę skarb, może nową szansę, może nowe możliwości. Im wyżej tym więcej zamkniętych drzwi. Myślicie, że łatwo otworzyć nowe drzwi? Do każdych potrzebny jest inny klucz. Tym kluczem jestem ja sama, ale za każdym razem potrzeba nowego kodu.
Czuję, że gdzieś nade mną juz jakiś czas temu otwarły się nowe drzwi. Ale wciąż nie mogę do nich dotrzeć, mimo że w drzwiach czasem pojawia się zachęcająca mnie sylwetka „gospodarza”. Widzę uchylone zapraszająco drzwi, za nimi barwy. Z nowymi możliwościami, nowymi szansami, nowymi doznaniami. Nowe i nie nowe. Coś znajomego tam czuję. Coś bardzo znajomego, jak kawałek mnie zamej. Tam u góry, gdzie wciąż nie moge się dostać.

Już nie wiem czy mi się to przyśniło, czy pojawiło się w głowie w formie wizji. Nieistotne. Ale tak dokładnie się czuję.