skrzydlaki w naszym domu

Kiedy miałam 6 lat dostałam od wyjeżdżających do Niemiec znajomych papużkę falistą. Nazwaliśmy ją Ciumką. To była nasza pierwsza papuga.
Od tego czasu w naszym rodzinnym domu zawsze był jakiś skrzydlak. Niektóre żyły z nami po kilkanaście lat. Wciąż pamiętam jak każda z nich miała na imię: Ciumka, Czubek, Zboczeniec, Gizela, Filip.
Każdy z tych ptaków miał inny charakter, każdy był na swój sposób wyjątkowy.
Ciumka najchętniej siadała na naszych głowach. Jadała z nami obiady i wygwizdywała melodyjkę z czołówki dziennika telewizyjnego. Była tak oswojona, że mogłam chodzić z nią na podwórko. Zawsze wracała.

Czubek uwielbiał gdy się głaskało go po karku. Kiedy odrabiałam zadania domowe, siadywał obok na biurku, nastawiał głowę, a ja z nosem w książkach, jednym palcem smyrałam go po karku. Odwdzięczał się przynosząc w dziobie oskubane ziarenko.

Zboczeniec był zwariowanym do granic możliwości albinosem. Kochał wolność, ciągle nocami zamiast spać, to onanizował się o pręty drzwiczek w klatce. Robił przy tym kupę huku i co noc wyrywał mnie tymi onanizmami ze snu.

Gizela lubiła wisieć do góry nogami na firankach i chodzić sobie poniej jak po drabinie. Obgryzała Marcinowi brzegi zeszytów szkolnych, próbowała ubierać na siebie jego okulary.
Dożyła u Marcina do swojej późnej starości. Na koniec już całkowicie osiwiała.

Filip budził Marcina zrzucając na niego ziemię z kwiatków, a Marcin rzucał w niego swoimi skarpetkami. Filipa ja już nie znałam. Nie mieszkałam już w domu moich rodziców.

Ale mieliśmy tutaj naszego Rokiego. Roki był totalnie zwariowany. Taki facet z charakterem. Zawsze pierwszy pchał się na stół, jeśli tylko wyczaił, że szykuje się jakieś jedzenie. Zaczepiał Kapsla, wyrywał mi ołówki i długopisy kiedy próbowalam coś napisać i zrzucał sztućce ze zlewu. I uwielbiał straszyć ryby w akwarium…

Potem był już Ćwirek, ptak po przejściach, ptak z depresją. Nieśmiały i strachliwy. Siadywał rankami tuż nad naszymi głowami i obserwował jak śpimy. Kiedy tylko się budziliśmy uciekał do swojej klatki.

Na balkonie wciąż stoją dwie puste klatki…
Klatki, które dla naszych ptaków nie były nigdy więzieniem, a domem. Wszystkie nasze papugi zawsze miały bowiem klatki otwarte. Mogły sobie fruwać do woli.

Od kiedy umarł Ćwirek jest jakoś tak jakby pusto. Nasz dom bez ptaka jest jakby nie do końca naszym domem…

No i chyba dojrzeliśmy wszyscy do następnego skrzydlaka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *