„Coma” – Robin Cook

„Bostoński Memorial Hospital to doskonała placówka służby zdrowia, ale nie wszyscy jego pacjenci mogą mówić o szczęściu. Dla Nancy Greenly, Seana Bermana i kilkunastu innych banalne z pozoru zabiegi kończą się tragicznie. Z niewyjaśnionych przyczyn zdrowi ludzie zapadają niespodziewanie w śpiączkę. Susan Wheeler, piękna, młoda studentka medycyny zauważa niepokojącą prawidłowość. Usiłuje wyjaśnić fatum ciążące nad salą zabiegową numer osiem, wpada na ślad ponurej afery i działającej na terenie szpitala tajnej organizacji…”

87e655f0d7e0a3a62b3ad312a720e3a8

Książka naprawdę mnie wciągnęła. Nie jest jednak taka najbardziej super.
Cook zdecydowanie trochę zagalopował się z fantazjami kreując postać głównej bohaterki. No bo serio, już widzę jaka studenka medycyny skończywszy zaledwie dwa lata studiów, przychodzi do szpitala na swój pierwszy dzień praktyk i z miejsca zaczyna zachowywać się jak bezczelna kretynka. Nie tylko olewa wszystkie obowiązki, ale przerywa wykłady zadawając pytania całkiem nie na temat, wtrynia swojego nosa gdzie nie trzeba, pyskuje różnym lekarzom, a potem jest zdziwiona i urażona, że są przeciwko niej. W ogóle te zachowania Susan były miejscami tak debilne i irytujące, że przez to książka traciła wiele na uroku i wiarygodności.
No ale i tak czytało sie nieźle.