otacza cię Miłość, czyli jak ja to widzę

Na samym początku chciałabym zaznaczyć, że ten wpis nie ma celu by przekonywać kogokolwiek z was do moich przekonań o życiu. Ot, to jest moje spojrzenie, moja Prawda. Każdy z Was ma swoją i bynajmniej nie o to chodzi, byśmy nawzajem udowadniali sobie na siłę kto ma rację. Chodzi bardziej o to, że każdy z nas w jakiś sposób się rozwija, zmienia się. Jední szybciej, inni wolniej, ale ten proces jest nieunikniony.
I nawet jeśli w to nie wierzycie, to nic nie dzieje się przypadkiem. Moje notki też nim nie są.
Jeśli moje pisanie kiedykolwiek komuś w czymś pomogło, to dobrze. O to właśnie chodzi, by jeśli czujecie coś swoim sercem, by korzystać z tych rzeczy.
Jeśli moje pisanie ktoś uznał za jedynie bredzenie nawiedzonej, to też dobrze. O to właśnie chodzi, by każdy szedł swoim rytmem. Moje prawdy nie muszą być waszymi.

Dziś chciałam napisać co nieco o Miłości. Spotykam się bowiem tak często na pingerze i w życiu realnym ze stwierdzeniem, że prawdziwej miłości nie ma. Za każdym razem kiedy to słyszę, moje serce chce protestować. Chciałabym zawołać: „ależ jak to, przecież Miłość jest, na wyciągnięcie ręki”.
Paradoks polega jednak na tym, że im bardziej za nią gonimy, im bardziej za nią tęsknimy, im mocniej staramy się ją zatrzymać, im usilniej jej szukamy, tym bardziej jesteśmy na nią ślepi. Dzieje się tak dlatego, że nie zdając sobie sprawy z potęgi naszych myśli, nieświadomie sami siebie unieszczęśliwiamy.

Powtarzałam już nie raz, że nasze myśli mają potężną moc twórczą. To one stwarzają naszą rzeczywistość. Wiem, że większość ludzi, nie zdaje sobie z tego sprawy. A nawet nie chce spróbować choć raz pomyśleć inaczej. Jednak fakt, że w to nie wierzą, nie powoduje, iż ich myśli tracą cokolwiek ze swej mocy twórczej.

Jak to się ma do miłości? Zwyczajnie. Kiedy zaczynamy myśleć, że miłość jest czymś, co dopiero musimy znaleźć, co dopiero musi nam się przytrafić, czymś co jest poza nami, wysyłamy niejako życiu sygnały, że mamy jej brak. I to właśnie owe poczucie braku jest tu decydującym czynnikiem. Bowiem odpowiedzią życia na stwierdzenie braku poprzez nasze myśli, nie będzie danie nam tego, czego nam brakuje. Otrzymamy właśnie doświadczenie braku w naszej rzeczywistości.
I odwrotnie: jeśli nasze myśli będą przekonane, że coś już mamy (miłość, szczęście, spokój, radość itp), to odpowiedzią na to, będzie doświadczenie obfitości.
I tak funkcjonuje cała potęga myśli.
Brzmi to skomplikowanie, dlatego postaram się wytłumaczyć to jeszcze inaczej.

Hmmmmmmm…

Nasze myśli są energiami, które raz wprawione w ruch, nie giną. To trochę tak, jak powiedzmy fale radiowe. Nawet gdy nasze odbiorniki radiowe mamy wyłączone z prądu, fale radiowe wciąż są obecne i przekazują informacje.
Może porównanie jest niezbyt superaśne, ale wyobraźcie sobie, iż jesteście takim radiem, wasze myśli są falami radiowymi, a wasze życiowe doświadczenia to nic innego jak poszczególne stacje, które potem odbieracie w waszym odbiorniku. W zależności od tego, na jaką częstotliwość fal nastawimy nasze radio, taką będziemy potem słuchać muzykę. Takie, a nie inne odbierać informacje i przekazy. To, że słuchamy jedynie jedną, wybraną przez nas stację, nie znaczy, że inne nie istnieją.
I kiedy ta jedna przestaje nam się podobać, musimy pokręcić nieco gałeczką w naszym odbiorniku, byśmy mogli zacząć odbierać inną.

Dokładnie tak funkcjonuje nasze doświadczenie miłości. Miłość nie jest czymś, co nie istnieje. Ona otacza nas cały czas. To my musimy na nowo przestawić się na częstotliwości, na których ona ma szanse do nas dotrzeć.

Spotykają nas w życiu mniejsze lub większe rozczarowania i zawody miłosne. Nasz facet przestaje nas kochać, nasza kobieta znajduje sobie innego. Czujemy się odrzuceni, niekochani, nieszczęśliwi, samotni. Nie potrafimy zrozumieć dlaczego się tak stało. I wciąż próbując znaleźć odpowiedzi, coraz bardziej skupiamy się na rozczarowaniu, na poczuciu krzywdy, niesprawiedliwości, osamotnienia. Co to powoduje? Posługując się naszym radiowym przykładem po prostu dostrajamy sami siebie na to, by odbierać podobne doświadczenia, niejako potwierdzające nasze myślenie, że miłość to tylko filmowa fikcja. Nie rozumiemy, że sami siebie od niej oddalamy, sami siebie czynimy na nią głusi i ślepi. Rozumiecie?

Naprawdę powiadam wam, że każdy z was ma w sobie taką moc, by odwrócić te przykre doświadczenia. To od was zależy jaka będzie wasza rzeczywistość. Od was zależy jaką stację zaczniecie odbierać, na jakie częstotliwości się nastawicie.
Wiem, że to trudne. Ale uwierzcie, że trudne bywa tylko na samym początku.
Jeżeli raz znajdziecie w sobie tyle odwagi, by wbrew temu co was spotyka, uwierzyć w to, że możecie to zmienić, zobaczycie że każdy kolejny krok będzie prostszy i radośniejszy.
Jeżeli choć raz zdecydujecie się na to, by wbrew temu co was spotyka, spróbować patrzeć na życie inaczej, z czasem odkryjecie że Miłość jest dookoła was. Otacza was szczelnie i jedynie czeka byście się otworzyli na to, by mogła do was dotrzeć.

Czym jest ta Miłość? I gdzie ona?
To dziesiątki tzw „przypadków”, które różnymi sposobami chcą poruszyć waszym sercem. To te wszystkie małe chwile, kiedy po prostu czujecie w waszym wnętrzu radość, dobroć, piękno. Miłość objawia się na tysiące sposobów. Wypatrując tylko jednego, przegapiacie setki innych.

Jeżeli nauczycie się dostrzegać w różnych przejawach życia okruchy miłości, które was otaczają, przestaniecie czuć się samotni i niekochani. Ta uniwersalna Miłość przenika całe stworzenie i nieustannie śpiewa do nas swoją pieśń. Nie jesteście sami, nie jesteście nieważni, nie jesteście niekochani. Ktoś się o was martwi. Ktoś się o was troszczy. Ktoś bezustannie się wami opiekuje. Ktoś po prostu was kocha.

O czym ty bredzisz Bafka, zapytacie. O Bogu? Tak, mówię o tym, co jedni nazywają Bogiem, a inni uniwersalną energią miłości. Nasze ludzkie pojmowanie nie jest w stanie zrozumieć całej doskonałości tej wspaniałej machinerii jaką jest życie. Ale dlatego obdarzeni zostaliśmy też sercem, by zamiast rozumieć, po prostu zacząć naprawdę czuć.

Im więcej miłości będziemy zauważali wokół nas, tym bardziej będzie ona obecna w naszych doświadczeniach. Tak jakbyśmy przestawiali nasze antenki by właśnie ją odbierać.
Zapytacie: cóż nam po miłości boskiej, skoro tęsknimy do zwykłej miłości ludzkiej.
Co nam po tym, że kocha nas jakiś tam abstrakcyjny Bóg, kiedy zasypiamy w samotności tęskniąc za bliskością drugiego człowieka.
Co nam po świadomości, że otoczeni jesteśmy opieką jakiegoś tam boga, skoro nasze ciało tęskni za jak najbardziej fizycznymi ramionami, dotykiem.

No cóż… Powiem tak. W momencie kiedy posiądziecie świadomość, że Miłość jest wokół was, że cały czas was otacza, dostrzeżecie dosłownie również czekające na was fizyczne ramiona. Dostrzeżecie dosłownie wpatrzone w was oczy. Nie będziecie przegapiać już miłości, która stoi wam na drodze. Nie będziecie się więcej o nią potykać, myśląc, że to „przypadek”.
Będziecie po prostu bez zakłóceń odbierać jej przekazy.

Dobrze mi gadać. Ale jak zacząć?
Zwyczajnie. Od pierwszego kroku.
Spójrzcie na dzisiejszy dzień i pomyślcie co spotkało was dobrego? Nie spotkało was nic dobrego? To może wczoraj.

Pomyślcie za co jesteście wdzięczni.
Za to, że budzicie się w kraju bez wojny.
Za to, że może wasz kot mruczy siadając wam na kolanach.
Za to, że październik podarował wam kolejny słoneczny dzień.
Za to, że kawa była dziś wyjątkowo smaczna.
Za to, że możecie marzyć, czasem spełniać wasze marzenia.
Za to, że zawsze na waszej drodze stawiani są ludzie, którzy jednak się o was martwią.
Za to, że możecie na własnych nogach pójść na spacer.
Za to, że możecie oglądać piękne rzeczy.
Za to, że możecie czytać mądre słowa.
Za to, że w radio puścili akurat waszą ulubioną piosenkę.
Za to, że możecie być tu na pingerze.
Za to, że…

Na razie będzie tego niewiele, ale jeżeli będziecie sobie zadawać te pytania każdego dnia, zaczniecie z czasem zauważać cuda, jakimi wciąż jesteście obdarowywani.
„Co spotkało mnie dobrego? Za co jestem wdzięczny?
To działa jak magia.

Im więcej dostrzeżecie, tym bardziej będziecie się dostrajali do częstotliwości, na której nadaje Miłość. Im więcej zauważycie, tym bardziej otworzycie swoje serca. W miejscu, gdzie teraz siedzi smutek, żal, poczucie krzywdy, osamotnienie, zamieszka wdzięczność.
A wdzięczność, no cóż. Ona zawsze trzyma Miłość mocno za rękę.

Zatem moi drodzy, czas odpowiedzieć sobie na pytanie, czy przypadkiem nie macie ochoty na zmienienie stacji, której słuchacie. Czy przypadkiem ta, którą odbieraliście do tej pory już wam się nie znudziła.
Jeśli tak, to nie bójcie się uczynić pierwszego kroku. On jest naprawdę mniej trudny, niż to się może wydawać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *