z życia wzięte

Ileś lat temu spędzałam moje dnie opiekując się dziećmi i ciągle czekając na Kapsla.
Pamiętam późne popołudnia, kiedy dzieci co chwila przyklejały do szyb swoje małe noski, wypatrując powrotu taty. Ale tata nie wracał. Nie dzwonił z przeprosinami, że się spóźni, nie odbierał telefonów. Mijały godziny. Dzieci kładły się spać kolejny dzień nie widząc taty. Ja czekałam. Często przy oknie. Często do późnej nocy. Czekałam, klęłam i martwiłam się jednocześnie.
Wracał zwykle zawiany. Czasem bardziej, czasem mniej. Nie obchodziły go ani moje zmartwienia, ani awantury jakie mu urządzałam.
Ileś lat temu mój facet, mimo że był mężem i ojcem, wciąż był przede wszystkim dużym, niedojrzałym chłopcem, dla którego najważniejsi byli koledzy, alkohol i telewizor.
Wiecie jakie to upokarzające mieć świadomość, że jest się mniej ważnym nawet od telewizora.

Ileś lat temu miałam wszystkiego dość. Nasz dom nie był ciepłym domem, bo byłam kobietą sfrustrowaną, przemęczoną i pozostawioną samą sobie. Czułam się niechciana, niepotrzebna, niekochana. Czułam się źle.
Mój żal wyładowywałam właśnie na Kapslu urządzając mu awantury i ciągle krytykując.

Ileś lat temu nasz dom był pełen smutku, gniewu, żalu i samych negatywnych emocji. Nie mieliśmy szacunku do siebie nawzajem. Nie mieliśmy poczucia bezpieczeństwa. Oboje tkwiliśmy w takim cholernym zamkniętym kole ze złych energii. Z czasem nie zauważaliśmy swojego własnego wkładu w to piekło. Widzieliśmy tylko co złego robi to drugie z nas.
Ileś lat temu oboje byliśmy kompletnie ślepi na życie. I zmarnowaliśmy tak wiele lat.

Mimo, że staraliśmy się rozmawiać, to tak naprawdę wszystkie rozmowy kończyły się na kłótniach. Nie było między nami dialogu. Dawno zapomnieliśmy co znaczy słowo „razem”. Żyliśmy obok siebie. Obok. Tak bardzo samotni. Oboje.

Pamiętam jak był u mnie mój Brat i pokłóciliśmy się. Ja z nim. O Kapsla właśnie. O to, że ciągle urządzałam mu awantury, że się na niego darłam i go krytykowałam. Możliwe, iż mój Brat nie znał wtedy całej sytuacji, ale dostrzegał coś, czego ja nie widziałam. Pokłóciliśmy się wtedy tak bardzo, że spakował się i pojechał do Polski.
Wtedy miałam do Marcina nawet żal. Dziś jestem mu za tą kłótnię wdzięczna. Za to, że jako Brat, nie oszczędzając mnie, nazwał rzeczy po imieniu.
Bo chyba dopiero potem analizując sobie wielokrotnie całą zaistniałą sytuację, dostrzegłam po raz pierwszy mój wkład w to piekło.
To właśnie wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, że nie mogę obwiniać tylko Kapsla za to, że pił, że nie dawał mi wsparcia, że nasz dom był pełen chaosu. To wtedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że jestem w tej samej mierze odpowiedzialna za to, co się z nami działo.
I chciałam to zmienić.

Nie od razu się wszystko udało. Te wszystkie lata, w których żyliśmy obok zamiast razem, pozostawiły swój ślad. Nazbierało się dużo żalu. Jeszcze więcej negatywnej karmy, którą oboje musieliśmy przepracować.
Jednak wiedziałam już wtedy, że jeśli chcę, by moje życie stało się lepsze, muszę zmienić przede wszystkim siebie.

Upadałam, wiele razy. Najbardziej bolesne było zderzenie z brakiem poczucia własnej wartości. Musiałam na nowo nauczyć się kochać samą siebie. Miłość do siebie oznacza również wybaczenie sobie błędów. To było chyba najtrudniejsze, ale i najważniejsze ze wszystkiego. Dopiero kiedy wybaczyłam sama sobie wszystkie błędy, dopiero wtedy naprawdę poczułam się wolna. I mogłam wreszcie prawdziwie poczuć i ją – Miłość we mnie.

Dlaczego wam teraz o tym opowiadam?
Bo chcę wam pokazać, że ja wcale nie jestem idealna. Że moje życie też nie zawsze było cudowne i pełne harmonii. Że zmagałam się z podobnymi problemami jak wielu z was. I tak samo jak wielu z was czułam się nieszczęśliwa, niekochana, nieważna, niepotrzebna, samotna. Obwiniałam za tą sytuację głównie mojego Kapsla, bo nie rozumiałam, że to ja sama a nie on, byłam i jestem odpowiedzialna za swoje poczucie szczęścia.

Żałuję, że tak wiele czasu zmarnowałam żyjąc w nieświadomości. Myślałam, że moje szczęście zależy od innych. Tymczasem prawda jest taka, że TYLKO ja sama jestem odpowiedzialna za poczucie szczęścia i za to jakie jest i będzie moje życie.
Tak samo wy sami jesteście odpowiedzialni za wasze szczęście. Tylko wy i nikt inny.

Można tkwić latami w nieświadomości, popełniać głupie błędy, tylko dlatego, że nie ma się odwagi, by dostrzec własny udział. Dużo łatwiej jest obarczać winą za wszystko kogoś innego, użalać się nad sobą, pielęgnować w sobie poczucie krzywdy, żalu i gniewu, niż zacząć naprawdę coś zmieniać.

„Jeśli wasze życie z jakiś powodów wam nie odpowiada, jeśli czujecie się samotni, niekochani, pozostawieni samym sobie, skrzywdzeni – zacznijcie to zmieniać. Nie macie mocy, by zmienić kogoś. Jedyną osobą, którą jesteście w stanie zmienić, jesteście wy sami.”

Zacznijcie zmiany od siebie samego.
Zacznijcie od wybaczenia.
Wybaczcie sobie to wszystko, co było złe. Wybaczcie sobie wszystkie krzywdy, które wyrządziliście innym i sobie samym.
Wybaczcie sobie wasze błędy i potknięcia.
Wybaczcie sobie i spojrzyjcie na siebie łagodnie. Odkryjcie w waszym sercu światło.
Jeśli trzeba to płaczcie. Łzy przynoszą ukojenie, oczyszczają duszę. Płaczcie.
A potem uśmiechnijcie się i zacznijcie na nowo kochać samych siebie.

Tylko nauczywszy się kochać siebie, będziecie umieli naprawdę kochać i innych.
„Miłość do kogoś nie oznacza, że należy zapomnieć o miłości do siebie.”
Nie można dać komuś czegoś, czego nie mamy.

Poczujcie tę Miłość. Otwórzcie wasze serca. Pozwólcie sobie na wzruszenia.
Pozwólcie sobie na to, by naprawdę czuć. Zobaczycie jak wasze życie zacznie się zmieniać.
Nie wszystko od razu stanie się lepsze. Nie jest łatwo. Ale naprawdę warto. Kochani, naprawdę warto. To od was zależy jakie będzie wasze życie.

Pamiętajcie, że każda wasza myśl, każde wypowiedziane czy napisane słowo, każdy uczynek jest wysyłaną w kosmos energią. Energią, którą wprawiacie w ruch i która nie ginie. Ona powróci do was. Prędzej czy później, z tej czy innej strony. Ale powróci.

Wiecie jak wygląda ósemka? Ta liczba ma taki cudowny symbol: 8. W matematyce przewrócona 8 symbolizuje nieskończoność. Nieprzypadkowo.
Wyobraźcie sobie, że jesteście taką ósemką. Tam, gdzie przecinają sie linie jest wasze Ja. Wyobraźcie sobie, że to jesteście wy sami. Po tych liniach, które się przecinają krąży to, co od siebie wysyłacie. Te energie, które wprawiliście w ruch. Po drodze przyciągają do siebie podobne i wracają do was. Prędzej czy później, z tej czy innej strony. Ale zawsze wracają.

Jeśli chcecie, by wasze doświadczenia stały się radosne, szczęśliwe, przynoszące ciepło, miłość i piękno, musicie to samo wysyłać od siebie.
Naiwnie jest sądzić, że otrzymamy dobro, jeśli sami tworzymy zamęt.

Jeśli chcecie, by was szanowano, zacznijcie naprawdę szanować samych siebie i innych.
Jeśli chcecie, by się o was troszczono, zacznijcie troszczyć się o siebie i innych.
Jeśli chcecie, by was akceptowano, sami zacznijcie się akceptować i akceptujcie również innych.
Jeśli chcecie, by was kochano, zacznijcie sami naprawdę kochać. Siebie i innych.

Dostrzeżcie wasz wkład w to, co się z wami dzieje.
Dostrzeżcie wielką moc jaką macie. Moc tworzenia.

Pewnie, że nie wszystko stanie się łatwe. Jeszcze setki razy zdarzą się sytuacje, w których nie będziecie wiedzieli co dalej. Będziecie czuli smutek, żal, gniew, rozczarowanie.
Ale nie poddawajcie się.

Jeśli przyjdzie taka chwila, wtedy spróbujcie znaleźć chwilę ciszy. I zadajcie sobie jedno, bardzo ważne pytanie: Co zrobiłaby teraz Miłość?
A potem wsłuchajcie się w siebie, a usłyszycie odpowiedź. W waszym własnym wnętrzu. Tą pierwszą myśl. Nie lękajcie się pójść jej śladem. Ja wiem, że często wtedy do głosu pcha się ego, pcha się nasza urażona duma, chęć odegrania się. Nie słuchajcie ich. One nie bywają dobrami doradcami. Posłuchajcie głosu waszego serca. I nie bójcie się pojść za tym głosem.

Zapytacie: A co jeśli te zmiany nic nie dają?
Dają. Zapeniam was, że każda zmiana na lepsze w was, przyniesie małą zmianę na lepsze w waszym życiu.
Wraz ze zmianą w was samych, zmienią się i wasze doświadczenia.
Czasem zmienią się i inni. Nie dlatego, że wy ich zmienicie. Tylko dlatego, że oni sami zechcą to zrobić, patrząc na zmiany w was.

Życzę wam kochani, byście nie odkładali zmian na później. Nigdy nie wiecie czy owo „później” będzie miało szansę jeszcze kiedykolwiek zaistnieć. Zacznijcie już teraz. Dziś.
To dziś jest ten dzień, w którym możecie zacząć tworzyć wasze życie szczęśliwszym.
To dziś jest ten dzień, w którym możecie zacząć na nowo się nauczyć kochać. Siebie samych. A poprzez to i innych.
Otoczcie się opieką.
Otulcie się łagodnością.
Otwórzcie wasze serca.
Wasze życie nabierze barw.

Nie marnujcie czasu, nie marnujcie niepotrzebnie dni, tygodni, miesięcy i lat, jak ja kiedyś zmarnowałam.

Wysyłam wam same ciepłe myśli.

Wasza Bafka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *