czasem warto „zmarnować” nieco czasu

Pytano mnie nie raz i nie dwa o to, jak ja na wszystko znajduję czas. Za każdym razem te pytanie wywoływało we mnie leciutkie zdziwienie. Bo na dobrą sprawę to nie zastanawiałam się nigdy nad tym, że „mam czas”.

Prawda jest taka, że nie pracuję na co dzień zawodowo. Tzn. pracuję, ale tylko od czasu do czasu, a to oznacza, ze każdego dnia mam te kilka godzin więcej.

Prawda jest też taka, że mam wspaniałych facetów, którzy pomagają mi w obowiązkach domowych (już choćby z zakupami czy sprzątaniem), co również zaoszczędza czasu. Chyba w ostatecznym rozrachunku nam wszystkim.

I wreszcie – moim zdaniem najważniejsze – myślę, że to kwestia ustawienia sobie priorerytetów w życiu.
Kiedy wyszłam za Kapsla i zamieszkałam razem z nim, to wzorem moich szwagierek chciałam być oczywiście doskonałą żoną i panią domu. I w gruncie rzeczy marnowałam mnóstwo czasu i energii na sprzątanie. Na codzienne odkurzanie, mycie podłóg i łazienek. Dochodziło do tego zajmowanie się małymi dziećmi i kiedy pod wieczór mogłabym mieć czas, to byłam zbyt zmęczona, by się nim naprawdę cieszyć. Pamiętam, że wtedy byłam ciągle niezadowolona i przemęczona. Jednym słowem żona jędza.

Dopiero dużo później odkryłam, że kiedyś nikt się nie będzie mnie pytał o to, czy zawsze miałam czyste okna, wyprane firanki i wypucowane na glanz mieszkanie. Ba! Nikt nie będzie o tym nawet pamiętał. Bo to są rzeczy, które w tworzeniu domu naprawdę nie są najważniejsze.
Zrozumiałam, że o wiele bardziej istotne od czystych okien czy podłóg są godziny, które spędziliśmy prawdziwie razem. Opowiadając sobie opowieści, grając razem w jakieś gry przy jednym stole, czy choćby łaskocząc się nawzajem na jednym łóżku.
Bliskość ma szansę powstać tylko wtedy, jeśli ma się na nią czas.

Zrozumiałam także, że każdy człowiek by być szczęśliwy, potrzebuje także odrobiny wolności. Choćby w kwestii wyrażania siebie. Pasje są swego rodzaju akumulatorem, który pozwala naładować wewnętrzne baterie. Uskrzydlają.
Podarowaliśmy sobie z Kapslem tą wolność, która pozwala nam realizować nasze pasje. Bo Miłość to niekoniecznie robienie wszystkiego razem. Miłość to również wspólne kochanie całkiem innych rzeczy. To wsparcie, jakie możemy sobie nawzajem dać, patrząc w zupełnie innych kierunkach.
Szacunek do tego, że ta druga osoba może dbać o swoje „ja”.
Tego samego uczymy naszych chłopców i staramy się im to umożliwić.

I jeśli mam wybierać np pomiędzy jakimkolwiek domowym obowiązkiem, a spędzeniem godziny na wspólnym leniwym leżeniu do góry brzuchem, kiedy któryś z moich facetów z błyskiem w oczach opowiada o swoich pasjach, swoich radościach, swoich zainteresowaniach, czy swoich problemach, to wierzcie mi, wybieram zawsze to drugie.
I żadna plama na podłodze, sterty niewyprasowanego prania, brudne od miejskiego smogu okna, kropki z wody na zlewie nie będą więcej w stanie okraść mojej rodziny z czasu, który możemy spędzić razem.
Dlaczego? Bo nie są tego warte.

Bo gdy kiedyś przyjdzie mi umierać, to i tak nie zabiorę ze sobą w kolejne życie ani medalów za czystość, ani mojego konta z banku, ani zawartości mojej szafy czy czegokolwiek innego. Jedyną rzeczą jaką będę mogła zabrać, to moją umiejętność kochania.

Kiedy choć raz pozwolicie sobie „zmarnować czas” na takie proste rzeczy, na to by przystanąć i zająć się tym, co daje radość, wtedy odkryjecie jak wiele tego czasu naprawdę macie.
Bo z czasem jest trochę tak, jak z Miłością.
Im więcej się go daje innym, tym więcej się go ma.
Im więcej dacie go dla innych, tym więcej będziecie mieli go dla siebie.
Paradoks? Wcale nie. Z czasem wszystko wyda się wam naturalne. I proste.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *