„Lato leśnych ludzi” – Maria Rodziewiczówna

„Opowieść o ludziach, którzy porzucili gwar miasta i cywilizację dla swobody, ciszy i obcowania z naturą. „Rosomak”, „Żuraw” i „Pantera” zamieszkają w chacie nad jeziorem, stanowiącej ich azyl. Tam gospodarują, łowiąc ryby i uprawiając ogród. Pewnego dnia przybywa do nich młody chłopak z miasta, przezywany prześmiewczo „Coto”. Początkowo nieporadny w nowym dla siebie środowisku, z czasem odkrywa piękno i mądrość przyrody.”

Tak jakoś wzięło mnie na powrót do książek Rodziewiczówny. Lubię jej powieści, mimo że dla dzisiejszego czytelnika jej specyficzny styl wymaga nieco oswojenia. „Lato leśnych ludzi” pod tym względem jest jeszcze bardziej ciężkie do strawienia, bo język tu, nawet jak na Rodziewiczównę, jest wręcz archaiczny. Fabuła nie trzyma w napieciu, nie goni, a raczej snuje się jak jakaś baśń leśna. A mimo to jest w tej książce coś niezwykle urokliwego. Klimatycznego, wypełnionego barwami, zapachami, śpiewem i ciszą, pierwotnym pięknem. Aż ma się wrażenie przy czytaniu, że czas jakby zwolnił i głębiej chce się oddychać.