kilka słów o dzieciach i wychowaniu

Czytam sobie czasem na pingu różne notki różnych nastolatków, jak i wszelkiej maści rodziców. Czasem przeraża mnie fakt, jak mało miłości jest w tych relacjach dziecko – rodzic.
Paradoksalnie, bo przecież większość dzieci rodzi się jako owoc miłości.

Wiecie o czym pomyślałam? Że jednak ja z moimi synami mam super kontakt. Wiem, że są oni jeszcze stosunkowo młodzi (12, 13 lat), ale jednak nie sądzę by jakoś drastycznie miało się między nami popsuć.
Oczywiście mamy sprzeczki i kłótnie. I nam czasem puszczają nerwy. Ale jakoś nigdy nie trakuję chłopców na zasadzie: „ja jestem rodzic, to mi wolno”. Staram się, by traktować ich jak równych sobie partnerów. Jeśli ja w nerwach wyjadę z pyskiem i powiem kilka słów za dużo, to oczywistością dla mnie jest, by własne dziecko przeprosić. Tak samo przecież przeprosiłabym dorosłego. Tej jednej rzeczy nie było nigdy u mnie w domu, kiedy ja byłam dzieckiem. I – po latach jeszcze – nieco bolało.

Tak samo w dyskusjach staram się zawsze wysłuchać wszystkich argumentów chłopców. Mimo, że często ostateczne decyzje podejmujemy ja czy Kapsel jako rodzice, to jednak zawsze pozwalam, by chłopcy mieli szanse przedstawienia swoich racji. A kiedy nasze racje nie zgadzają się z ich racjami, to wtedy tłumaczymy dlaczego i staramy się znaleźć jakiś sensowny kompromis. Często słyszane u innych rodzicielskie teksty do dziecka w stylu: „Dlaczego? bo tak i koniec” mnie śmieszą. Wydają mi się być jedynie wykorzystywaniem rodzicielskiej władzy dla samej władzy. To poważny błąd. Nie powinno się wykorzystywać władzy rodzicielskiej np zmuszając dziecko do czegoś wbrew jego woli. W dłuższej perspektywie czasowej ma to bowiem fatalne skutki.

Jeśli dochodzi do konfliktów między nami i naszym dzieckiem, powinniśmy szukać „błędu” również u siebie, nie tylko u niego. Być może my sami najwięcej przyczyniliśmy się do danej sytuacji. Na przykład byliśmy niekonsekwentni, nasze przekazy niejasne, może byliśmy nie dość wyrozumiali albo nie poświęciliśmy naszemu dziecku dość czasu.
Każde dziecko natury jest pełne miłości i chce tę miłość nam przekazać. Musimy tylko jako rodzice mu to mądrze umożliwić.

Myślę sobie, że decydującą sprawą w wychowaniu jest miłość i szacunek. Tak, szacunek wobec dziecka, tak często niestety bagatelizowany, ma tutaj naprawdę bardzo wielkie znaczenie.
To setki małych rzeczy, które przynosi nam codzienność. Niby drobnostki, ale niezwykle istotne.
Dlatego np ważne jest, by przed wejściem do pokoju naszego dziecka najpierw zapukać, zwłaszcza gdy jest to już dziecko starsze. Ważne jest by np omawiać z naszymi córkami czy synami problemy w ten sposób, jak gdybyśmy i my mogli się czegoś od nich nauczyć.
Ważne, by pytać ich o zdanie w kwestiach, które dotyczą poniekąd całej rodziny.
To takie różne drobne rzeczy, ale to one uczą nasze dzieci od początku traktować innych z miłością i szacunkiem.
Bowiem celem wychowania jest charakter.

Oczywiście bycie rodzicem nie jest wcale łatwe. Ale z reguły trudności pojawiają się z powodu naszych – rodzicielskich błędów, a nie błędów dziecka. Traktujmy zatem te trudności jako sygnał, że to my powinniśmy się najpierw czegoś nauczyć. Kiedy coś nie wychodzi, spróbujmy odkryć jaki błąd popełniliśmy sami. Dopiero po zbadaniu swojego udziału, można zająć się udziałem dziecka w zaistnialym problemie.
Niech dzieci będą dla nas bodźcem do lepszego poznania samego siebie.

I jeszcze jedno. Nie porównujmy naszych dzieci. Nie wolno nam nawet przez ułamek sekundy myśleć, że jedno jest gorsze, a drugie lepsze. Każdy człowiek jest inny i każdego trzeba traktować indywidualnie. Decydująca jest miłość z jaką podchodzimy do naszych dzieci, a nie różnica między nimi.
„Miłość nie polega na zrównywaniu, lecz na dostrzeganiu i szanowaniu odmienności drugiego człowieka.”

I wreszcie na koniec najważniejsze. Musimy pamiętać, że dzieci przychodzą na świat z własną karmą. Muszą one żyć własnym życiem. Powinniśmy im pomóc, ale nie możemy żyć za nie. Wskażmy im kierunek, ale pozwólmy by wędrowały swoją ścieżką. Możemy być dla nich przykładem, przyjacielem, ale nie ich panem. DZIECI NIE SĄ NASZĄ WLASNOŚCIĄ. Nie podcinajmy im skrzydeł, zamiast ich dodawać. Nie mylmy naszej miłości ze ślepotą. Prawdziwa miłość to najlepszy środek pokonujący trudności i problemy. Ale prawdziwa miłość pozostawia wolność. To jej sila i jej istota.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *