miłość daje wolność

Obserwując niektóre wpisy na pingerze, a także „związki” niektórych ludzi, nie mogę wyjść czasami ze zdziwienia nad tym, jak bardzo niektórzy z powodu „miłości” się od Miłości oddalają.

Te wszystkie bajki o dwóch pasujących do siebie połówkach pomarańczy wprowadziły tu niezłe zamieszanie. I myślę sobie, że są poniekąd przyczyną tego, że tak wielu ludzi goniąc za ową połówką, coraz bardziej się od niej oddala i ją traci.

Trzeba bowiem zrozumieć jedną rzecz:

sekret udanego związku nie polega na tym, by się nawzajem dopełniać, ale na tym, by się dzielić swoją pełnią.

Co mam na myśli?
Wyobraźcie sobie początek każdego związku. On i ona (lub też on i on, lub ona i ona) poznają się. Wśród setek innych ludzi zwracają uwagę właśnie na siebie. Dlaczego? Bo jest coś, co nas przyciąga. Mówimy o chemii, a tak naprawdę składa się na to milion maleńkich cząsteczek, które stanowią nasze Ja. Kiedy zakochujemy się to dlatego, że fascynuje nas i pociąga to coś, co stanowi odrębność tej drugiej osoby. Jej wyjątkowość, jej niepowtarzalność, jej odmienność, jej szczególność – te wszystkie cechy, które dla nas wyróżniają ją z tłumu.
Zakochujemy się i chcemy ze sobą być.

I tu następuje moment, w którym wielu ludzi się gubi. Dlaczego? Bo jest w nich lęk. I są oczekiwania. A prawda jest taka, że nic nie oddala nas bardziej od Miłości niż strach, że możemy ją stracić. „Przyciągasz to, czego się boisz”. Bo Miłość albo jest, albo jej nie ma. Jeśli ktoś nas pokochał, to kocha nas takim jakimi jesteśmy. Nie musimy na siłę udowadniać, że jesteśmy „lepsi”. To nic nie pomoże, a bardzo wiele zniszczy.

Najbardziej szaleńczą formą naiwności jest sądzić, że poświecając się w imię miłości, tę Miłość zatrzymamy. Tymczasem prawda jest taka, że przecieknie nam ona przez palce szybciej niż sobie myślimy. Poświęcenie – nie cierpię tego słowa, chociaż być może ma ono jakieś górnolotne znaczenie. Nie wiem jakie filozofie, religie, czy ideologie natłukły ludziom do głów to idiotyczne przekonanie, iż poświęcenie w imię miłości jest dobre dla związku. Nic bardziej mylnego.

Ja rozumiem, że kochając mamy oczekiwania i rozumiem, że kochając chcemy spędzać z tą drugą osobą jak najwięcej czasu.
Rezygnujemy więc z siebie, właśnie po to, by móc osiągnąć to co chcemy: a mianowicie bliskość. By być bliżej tej drugiej osoby, częściej, dłużej, intensywniej…
W pewnym momencie przeradza się to w poświęcenie, a co za tym idzie wyrzekanie się siebie samego. Nagle nasze pasje schodzą na plan dalszy. Nasze zainteresowania, nasza kreatywność, często nawet nasze obowiązki i tym samym nasza odpowiedzialność. I tak krok po kroczku zatracamy w sobie to, co właśnie stanowiło naszą odrębność, wyjątkowość i szczególność. Zatracamy to coś, co było tym magnesikiem, który przyciągał i fascynował. Zatracamy naszą największą szansę.

Szaleństwem jest sądzić, że w ten sposób zatrzymamy Miłość.
A jeszcze większym szaleństwem jest sądzić, że zatrzymamy ją tym bardziej, jeśli i nasz partner/partnerka zaczną się poświęcać. By być bliżej nas. Częściej, dłużej, intensywniej.

Jeden zwariowany krok powoduje kolejny. Zaczynamy być zazdrośni.
O czas. O każdą minutę, którą ta druga osoba nie spędza z nami. To w tym miejscu zaczyna się kontrolowanie. Świadome lub nie. Kontrolowanie może przybrać przeróżne formy, od prawdziwego sprawdzania, poprzez np szantaże emocjonalne, a na milczących wyrzutach kończąc. Okazywanie komuś ciągle naszego uzależnienia od niego, też jest formą kontrolowania. Zakamuflowaną, ale jednak.

Zachowujemy się jak bluszcz, który oplótł piękne drzewo.
A potem jeszcze jesteśmy potwornie zdziwieni widząc, że drzewo traci liście i szarzeje.
Gorzej! Budujemy złote klatki i tam wkładamy tych, których kochamy. W imie miłości.

Rozumiecie?

Nie da się tak zatrzymać Miłości, nie da się w ten sposób jej zwiększyć, nie da się jej przybliżyć. Jedyne co się da, to ją zniszczyć. Bo jakie drzewo chce być duszone? Bo jaki ptak chce przebywać w klatce?

Istotą Miłości jest wolność.
„Jeśli kogoś kochamy powinniśmy mu dać całkowitą swobodę bycia tym, kim jest.
Wyzbądźmy się przekonania, że nasze szczęście zależy od czynników wobec nas zewnętrznych. Zrozummy, że w Miłości nie chodzi o to, co otrzymujemy w zamian za to, co dajemy.
Rozstańmy się z roszczeniami co do czasu, sił lub intensywności miłości drugiej osoby.
Pozwólmy jej kochać nas tak, by nie musiała wyrzekać się siebie.
I sami tego też nie róbmy, bo w ten sposób wyzbywamy się tylko naszej szansy na Miłość.

Miłość jest albo jej nie ma.
Nie da się jej przybliżyć, powiększyć, zatrzymać narzucając pęta lub rezygnując z siebie.
Jeśli ktoś w imię miłości tego od was wymaga, to nie jest to żadna miłość, a jedynie jej marna namiastka. Nie wyrzekajcie się własnej godności, godząc się na namiastki i kiepskie imitacje.”

Prawdziwa Miłość daje wolność.