myśli wieczorne

Nie wiem co się ze mną dzieje. Jestem jakaś taka rozdrażniona i smutna jednocześnie. A może jeszcze co innego, sama bowiem nie potrafię określić tego, co we mnie jest.
Czytam wpisy na pingerze i chyba po raz pierwszy uświadomiłam sobie, jacy ludzie ogólnie są dziś nieszczęśliwi. Niby żyjemy w czasach łatwiejszych do życia, w krajach bez wojen, bez głodu, niby jest lepiej, niby… A jakoś mam wrażenie jakby coraz mniej było szczęśliwych ludzi.
Na każdym kroku samotność.
Samotność w pojedynkę i samotność we dwoje.

Spojrzałam nagle inaczej na moje własne życie i na moje problemy.
Jeszcze do niedawna wydawało mi się, iż mój mąż mnie olewa, że życie przelatuje mi przez palce, że problemy przywalają mnie do ziemi.
Jeszcze niedawno wierzyłam w przyjaciół, w sens wszystkiego co się dzieje…
Nadal wierzę, mimo że przyjaciele odchodzą i mimo, iż nie zawsze potrafię dostrzec sensu w cierpieniu.
Ale może właśnie taka jest jego rola, bym dzięki temu doceniła to, co mam.
Bo przecież słodycz może zaistnieć tylko wtedy, gdy dane nam będzie doświadczyć i goryczy. Noc i dzień, radość i smutek, szczęście i samotność, miłość i strach…

Wydawało mi się zawsze, że posiadłam jakąś tam życiową mądrość. A jednak wciąż byłam małym głuptaskiem. Widziałam tak wiele, a tego co najbliżej nie dostrzegałam.
No, może nie tak do końca. Dostrzegałam, ale nie w pełni.
Przecież ja to wiem, że wdzięczność ma potężną moc sprawczą. Dlaczego więc jestem tak mało wdzięczna najbliższym, za to że są, że mnie kochają.
Jak to łatwo zapomnieć się… Traktuję coś jako oczywistość, jak coś co po prostu jest. A przecież nic nie jest tak o po prostu…

Chyba mam wiele do nadrobienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *