„Medicus” – Noah Gordon

“Anglia, XI wiek. Rob J. Cole, syn cieśli i hafciarki, po śmierci rodziców zostaje pomocnikiem wędrownego balwierza parającego się również leczeniem. Wykazuje nie tylko zapał do nauki, ale też ową szczególną wrażliwość, która pozwala „czytać” w chorym organizmie, dostrzegać w nim wolę walki lub chęć poddania się. Punktem zwrotnym w jego życiu staje się spotkanie z żydowskim lekarzem, którego kunszt odbiega od szalbierskich sztuczek średniowiecznych medyków. Odtąd każdym krokiem Roba kieruje jedno tylko pragnienie: dotrzeć do Isfahanu i zostać uczniem sławnego perskiego lekarza, Ibn Siny, w świecie zachodnim zwanego Awicenną.”

Ta książka to jak dla mnie swego rodzaju arcydzieło. I nie szkodzi, że wątki historyczne są w niej nieco poplątane i nie zawsze zgodne z faktami. Pomijając ten jeden szczegół ta powieść ma wszystko to, co powienna mieć naprawdę dobra książka. Jest nieco historii, nieco sensacji, przygód, wyraźnie zarysowani bohaterowie. Jednak najlepsze w niej jest to, że potrafi ona w taki magiczny sposób mobilizować do tego, by zawalczyć o swoje marzenia, by zadbać o swoje talenty, by na nowo odkryć swoje pasje