takie tam moje rozmyślania o orgazmach…

Zapytacie co robi na takim blogu notka o orgazmach. Ha!
Tak jakoś się złożyło, że rozmawialiśmy ostatnio o orgazmach. My, tzn ja z kilkoma znajomymi. I właśnie pod wpływem tej rozmowy chyba ta notka.

Orgazm jak każdy wie, to cudowne przeżycie. W jakimś sensie wręcz niewypowiedzianie cudowne. Ale oprócz tych typowych orgazmów związanych z seksem, są jeszcze inne.

Najwspanialszym, a z drugiej strony chyba najbardziej intymnym, jest jak ja go nazywam orgazm duchowy.
Nie potrafię nawet tego słowami opisać. To taki moment, kiedy przepływa przez ciebie strumień tak potężnej pozytywnej energii, że odczuwasz niewypowiedzianą radość i szczęście, przekładające się na przeżycie również cielesne. Choć to nie tak, że to tylko radość. To uczucie bezgranicznej Miłości, które cię otacza szczelnie, otula dokładnie. Czujesz się tak, jakby ten strumień Miłości był w tobie, a jednocześnie był tobą. Miłość, nie do jednej konkretnej osoby. Ale Miłość jako siła, jako potężna energia. Miłość uniwersalna. Do wszystkich, do całego świata, a przede wszystkim do siebie samego.
Jest to tak głębokie przeżycie, że przekłada się również na doznania cielesne. Mrowienie, rozlewające się ciepło. Uczucie, jakby wypełniało cię radosne, oczyszczające światło. Może tylko z ta różnicą, iż wszystko bardziej się kumuluje w okolicy serca. Przy czakrze serca, a nie czakrze drugiej, związanej z płciowością. Na dobrą sprawę nie potrafię tego nawet opisać. Ale wiem, że to najpiękniejsze przeżycie.
Najlepsze w tym orgaźmie duchowym jest to, że aby go przeżyć, wcale nie potrzebujemy partnera. Wrzechświat i Stwórca naszykował to wszystko tak,
że to najwspanialsze doznanie możemy przeżyć po prostu, sami ze sobą. Jeśli tylko przyjdzie taki moment, że całkowicie otworzymy się na boską energię.
I nie ma to nic wspólnego z religią. Choć myślę sobie, iż można odczuć coś takiego w wyniku religijnych uniesień. Ale równie dobrze można odczuć to podczas cudownego sexu ze swoim partnerem/partnerką. Wtedy oczywiście doznania są jeszcze lepsze, jeśli orgazm cielesny, fizyczny, seksualny pokrywa się właśnie z tym orgazmem serca, orgazmem duchowym.
Szkoda tylko, że tak rzadko się to zdarza…

Wiecie o czym mówię? Nie?
Ale za to orgazmy muzyczne na pewno są wam dobrze znane.
Któż tego nie doświadczył.
Myślę sobie nawet, że orgazm muzyczny jest właśnie takim małym orgazmem duchowym.
Słuchamy czegoś, czegoś co akurat wpływa na nas tak, że wybucha w nas eksplozja emocji.
Odczuwamy ją bardzo wyraźnie, czasem płaczemy. Choć łzy są tu z reguły łzami totalnego wzruszenia. Na jakiś czas muzyka właśnie pozwala nam się połączyć z tą boską energią, z boskością w nas samych. Muzyka udrażnia nasze najczulsze odbiorniki miłości i jedności. Nie ma szans, byśmy się nie wzruszyli tak do głębi. I odczuwamy to również aż na płaszczyźnie fizycznej. Znowu w okolicy serca. Czujemy wyraźnie jak ono tam jest. Jak przepływa przez niego ten strumień, te wibracje. I zawsze jest to zajebiście fajne przeżycie.

Są jeszcze orgazmy słoneczne, choć są one cielesne, fizyczne i mało wspólnego mają z duchowością. Nie mniej jednak należą również do całkiem fajnych doznań, które po prostu przynosi nam w darze życie.
Nie wiem czy wam się zdarzyło coś takiego. Mi się zdarzyły. W upalne dni. W różnych miejscach: na basenie, na przystanku…
To jest wtedy, kiedy siedzicie lub leżycie sobie totalnie rozluźnieni, a promienie słońca zaczynają zabawę z waszym ciałem. Ha, uśmiecham się kiedy to piszę. To naprawdę fajne uczucie. Oczywiście nie przychodzi to za każdym razem, kiedy jesteśmy wystawieni na słońce. Czasem bywa tak, iż gorąco nas irytuje, męczy, wkurwia. Ale bywa też tak, że staje się pieszczotą. Dosłownie. Często przychodzi zupełnie niespodziewanie. Czujemy najpierw lekkie zaskoczenie. Potem, całkiem szybko, zaskoczenie to zmienia się w glęboką, prawdziwą, cielesną przyjemność. Nie wiem od czego to zależy. Ale dosłownie ma się fizyczne doznania, takie jak przy fajnym seksie. Jakby patrner składał na twoim ciele tysiące pocałunków. Tylko tym razem owym partenrem jest słonce…
Czasem można się nieźle zapomnieć, choć często z wiadomych przyczyn trzeba się kontrolować. W każdym razie jest w tym coś szalenie fajnego. A świadomość, że właśnie przeżywacie coś takiego, w takim miejscu, tak po prostu, tylko potęguje intensywność tego doznania.
Aż mi się zatęskniło do lata.
Ale wszystko przede mna. U mnie już teraz jest 24°C.