moja galeria – The last unicorn

„The last unicorn” (2014), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

I tak dla ciekawości, jak rodzi się obraz.

etap 1:
Na całkowitą czerń dodałam jedynie nieco bieli. Biała farba solo lub biała farba zmieszana z czarną. Szarości, biel i czerń.

etap 2:
Wlewam powoli kolory. Wzięłam indygo, które zawsze kojarzy mi się z bezpieczną przystanią. To dziwne, bo indygo to ciemna, wręcz ponura barwa. Ale dla mnie ma w sobie coś opiekuńczego. Zatem spośród tylu odcieni niebieskiego, wybrałam właśnie indygo. Choć na obrazie w ogóle tego nie poznać. Tą część nie malowałam pędzlem, ale namoczoną ściereczką. Cieniutka warstwa farby. Miała jedynie rozświetlić obraz i spowodować, iż wszystko stanie się nieco przyjaźniejsze.

etap 3:
Dodaję zieleń. Kolor serca. Zielenią maluję krajobraz. Zielenią tworzę mój świat na obrazie. Dla mnie to tak, jak się tworzy właśnie rzeczywistość. Wystarczy nieco odwagi i zaufania, że się potrafi.

etap 4:
Zdarzył się mały wypadek. Kapnęła mi zielona farba na środek niebia. Wytarcie nie pomogło za bardzo, bo jednak zostawał zielony ślad. Trzeba było coś wymyśleć. Hmmm… biała farba i … tak powstało ranne słoneczko.
A skoro tak, to i woda nabrała blasku. I drzewka przywdziały odrobinę koloru.

 

 

naszyjniki – Zimowe Słońce

Dzisiaj wyczarowałam drugi naszyjnik. Chłodny w kolorze, ciepły energetycznie. Rozświetla go uśmiechnięte słoneczko z amazonitu. Dodałam oponki z amazonitu, mniejsze z czarnego onyksu oraz niezwykle urokliwe porcelanowe paciorki z delikatnym wzrorem. Zdjęcia nie oddają uroku tego naszyjnika, bo marny ze mnie fotograf.
Ale zasmakowałam w tworzeniu takich niepowtarzalnych naszyjników. Z pewnością powstaną jeszcze inne.

P1210153

P1210154

naszyjniki – Amonit

Trafił w moje ręce ładnie oszlifowany z jednej strony amonit. Przepiękny. Przynajmniej dla mnie. Poprosiłam Kapsla by nawiercił mi w nim dziurkę. I udało się.
Dokupiłam kilka koralików w kształcie amonitów, w pasującym kolorze. Dodałam oszlifowane kuleczki zielonego jadelitu i maleńkie perłowe spłaszczone paciorki. I takim to sposobem zrobilam sobie naszyjnik. Całość wyszła całkiem ładna. Naszyjnik w moim guście. Cieszę się z niego jak głupia. A jeszcze bardziej z tego, że niejako zrobienie go otwarło dla mnie nowe przestrzenie do tworzenia. I teraz już wiem, że mogę sobie tworzyć biżuterię dla mnie, taką jaką lubię. Z duszą i odrobiną magii.

P1210114

P1210106

P1210105

moja galeria – Bafkowy świat

„Bafkowy świat” (2013), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Skończyłam właśnie malować obraz, który zaczęłam kilka dni temu. Właściwie był już prawie cały namalowany, potrzebowałam jedynie dokończyć kilka rzeczy.
W początkowej wizji miało tam być jeszcze kilka szczegółów, ale w trakcie malowania jednak z nich zrezygnowałam.

Malowanie tego obrazu było dla mnie nieco wyzwaniem.  Po pierwsze brakowało mi kilku podstawowych kolorów, np zwykłego zielonego. Musiałam ciągle mieszać żółty z niebieskim.
No i był to pierwszy obraz, który jest poniekąd portretem…

moja galeria – Elfi ogród

„Elfi ogród” (2013), akryl na płótnie, 70 x 100 cm

Wreszcie skończyłam.
I jestem z siebie dumna. Obraz bardzo mi się podoba. Jest taki mój.

Nie wiem czy to widać na zbliżeniu, ale elfka ma pomalowane skrzydełka lakierem ze świecącym na zielono brokatem. Te skrzydełka na obrazie tak pięknie blyszczą. Na zdjęciu jednak tego tak nie widać.

zbliżenie na elfkę

A co do malowania to obojętnie co na końcu powstanie, to jednak uwielbiam ten czas spędzony przy farbach. To takie fajne jest robić coś, co wydobywa z nas radość, co pomaga się wyciszyć, sharmonizować, dotknąć jakiegoś takiego miejsca w środku, w którym jesteśmy sami ze sobą i dobrze nam.
Obojętnie co to jest.

moja galeria – Drzewko

„Drzewko” (2012), akryl na drewnie

Drzewko namalowane na wieczku dużej skrzyneczki.  Tym razem dla mnie samej. Motyw podglądłam z gazetki dla plastyków.

Skrzyneczka podczas malowania się wrcz rozłaziła i pękała. Musiałam nakładać spore warstwy pasty strukturalnej by na nowo ją posklejać. Ale wyszło tak, że tego teraz nawet nie widać.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – W pełni lata

„W pełni lata” (2012), akryl na drewnie

Zobaczyłam ten motyw w jakieś gazetce dla plastyków i totalnie mnie urzekł. Kojarzy mi się z latem. I kiedy tak patrzę na ten obrazek, to prawie czuje zapach kopru i promienie słońca pieszczące skórę. Musiałam to namalować.

To bardzo dobry motyw na piękną skrzyneczkę dla jakieś kochanej kobietki. Dlatego właśnie tak naprawdę namalowałam to na wieczku pieknej skrzyneczki, którą potem podarowałam Kasi.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

 

moja galeria – Zimorodek

„Zimorodek” (2012), akryl na drewnie

Kolejny obraz namalowany na wieczku skrzyneczki. Motyw znowu podpatrzyłam w gazetce dla plastyków. I może nie jest to jakiś wyjątkowy obrazek, ale te wszystkie odcienie niebieskiego tworzą bardzo harmonijną całość.

Skrzyneczkę zaczęłam malować jeszcze chyba przed wakacjami. Wtedy namalowałam tylko tło na wieczku. Potem jednak odłożyłam ją w kąt i właściwie o niej zapomniałam. I tak sobie czekała długie miesiące aż ponownie się nią zainteresuję. Doczekała się. Bo wreszcie ponownie przyszła do mnie wena do tworzenia. Nie lubię malować czegoś na siłę, z poczucia obowiązku. Lubię to robić czując w sobie pasję i radość z tworzenia. I wreszcie znowu to przyszło.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Sen Shonta

„Sen Shonta” (2012), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Shont miał sen. Ten jego sen zainspirował mnie do namalowania tego obrazu. Poprosiłam więc Shonta, by zrobił zdjecie. To miało być szczególne zdjęcie. „Masz dziwne prośby” – skwitował, ale zdjęcie dostałam. Mogłam więc dokończyć malować tę niespodziankę dla Shonta. Bo ten obraz jest nie tylko z dedykacją dla niego, ale naprawdę dla niego.

A śpiący Shont? Nawet całkiem podobny wyszedł, powiem wam

A tu żółwik w zbliżeniu

moja galeria – W drodze na Andromedę – obraz dla Grażki

Najpierw było takie zdjęcie, które kiedyś przypadkiem znalazłam w necie.

Nie wiem kto jest jego autorem, ale zdjęcie samo w sobie bardzo mnie przyciągnęło. Tak dziwnie wiązało się też z tym stanem tęsknoty, jaki od czasu do czasu mnie mocno ogarnia. Tęsknoty za jakimś innym domem. Nie tu…

Zdjęcie spodobało się nie tylko mi, ale i Grażce. I poprosiła mnie bym namalowała jej taki obraz. Przytachała do mnie ogromne płótno i farby.

Dwa ostatnie dni spędziłam właśnie na malowaniu. Nie szkodzi, że to tylko kopia czyjegoś pomyslu. I tak coś mnie wciągnęło. Znowu to czułam…
A poza tym kocham Grażkę, więc malowanie czegoś dla niej było prawdziwą radością. No i tak powstał obraz.

„W drodze na Andromedę”, akryl na płótnie, 100 x 70 cm

 

moja galeria – Monolit

„Monolit” (2012), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Zdaję sobie sprawę z tego, że obraz jest inny od tych namalowanych przeze mnie dotychczas, ale to nic. Nie wiem dlaczego jest właśnie taki. Ale takiego go zobaczyłam w sobie, takiego go poczułam. To taki obraz, który opowiada symbolicznie o samotności „monolitów”. Pod twardą skorupą najczęściej kryje się bardzo wrażliwe wnętrze. Warto o tym pamiętać.

moja galeria – Taniec energii

„Taniec energii” (2012), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Żadnego innego obrazu nie malowałam z takimi przeróbkami. Jednak malowanie jest dobre na wszystko. I nieważne, że nie potrafię wymalować tego, co wewnątrz mnie wibruje. To taki mój sposób na leczenie tego wszystkiego co we mnie wymaga uleczenia. Mój sposób na odczarowanie ciemnych szarych plam, na zmycie tego, co mnie oblepia i dławi. Mój sposób na harmonię, na spokój, na czucie swojego serca.

zbliżenie na dwie pary niebieskich oczu.

moja galeria – Ziarno (Poczuć)

„Poczuć” (2012), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Ten obraz ma dla mnie bardzo emocjonalne znaczenie. Malowałam go będąc niejako w transie i przez cały czas czując bardzo wyraźnie wibrującą zielona czakrę. To nie było zwykłe malowanie. To było tak, jakbym była podłączona z jego sercem. Ktosia sercem. Nasze dusze, moja i jego były w całkowitym połączeniu i czułam to całą sobą.

Obraz jest namalowany farbami akrylowymi. Ale motylki są serwetkowe. Widać to na zbliżeniach.


dopisane 14 czerwca 2016

Moje spotkanie z Ktosiem w tym wcieleniu było krótkie i kiedy spełniło swoją rolę (uzdrowienie na kilku płaszczyznach, uwolnienie i transformacja pewnych kwestii, które były dla nas bardzo istotne), nasze drogi się całkowicie rozeszły. Nadal go kocham i zawsze już będę go kochała, tak jak pewnie on mnie, mimo że nigdy więcej w tym wcieleniu się nie będziemy już widzieć. Wierzę, że wtedy malując ten obraz nasze dusze były w jakiś sposób połączone, a moje ręce prowadzone przez jakieś dobre duchy. To bylo już tyle lat temu, ale obraz wciąż działa. Wciąż dostaję sygnały, że porusza serca. Myślę, że jego moc wynika właśnie stąd, że był stworzony w wibracji niesamowitej energii Miłości. Gdybym miała dziś namalować go drugi raz, to nie wiem czy potrafiłabym. Nie wiem czy nawet gdyby optycznie wyszedł mi bardzo podobny, to czy równie silnie by działał na ludzkie serca. Mam bowiem takie wrażenie ze ten pierwszy malowany w tym stanie odmieniuonej świadomości został naładowany nie tylko przez moją duszę ale i duszę Ktosia energią miłości, zaufania i szczerości. Tego się nie da powtórzyć już tak samo. Ten obraz dlatego jest darem. Dla mnie, ale i dla innych.

I choć uświadamiam sobie całą jego symbolikę i czuję sercem przesłanie bijące z tego obrazu, wciąż mam problemy z ubraniem go jakoś ładnie w słowa.


moja galeria – Razem

„Razem” (2012), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Odkryłam, że im więcej maluję, tym lepiej mi to wychodzi. Nie chodzi nawet o efekt jaki powstaje, ale sam proces tworzenia. Barwy same układają się w obrazy.
Wczoraj jedynie wiedziałam, że mam ochotę na fiolet. Nie miałam pojęcia co z tego wyjdzie. Nie miałam jako takiej wizji. Wiedziałam jedynie, że wibrował we mnie fiolet. I odrobina błękitu.
Wyłaniający się spod pędzla obraz mnie samą zaskoczył.                                                               Potem jednyie podchwyciłam to, co moja dusza mi śpiewała. Nie muszę wszystkiego dokładnie rozumieć. Wystarczy, że to czuję.

moja galeria – Ptasia Dyskusja

„Ptasia dyskusja” (2012), akryl na płótnie, 70 x50 cm

Do namalowania obrazu zainspirował mnie tym razem napisany przez Krzysztofa wiersz.
Nigdy prędzej tak nie miałam, bym przeczytała wiersz i dosłownie od razu pojawiło się silne pragnienie namalowania go. Krzychu mnie widocznie zaczarował. Bo co tu dużo gadać, on naprawdę potrafi pisać wiersze.

Ptasia Dyskusja

Dyskutował ptak na drzewie,
o cudownym ptasim śpiewie.
Wtem dyskusję wiatr usłyszał
gałęziami zakołysał.

Jak to ptaku tak wypada,
stroszyć Dziubek do sąsiada.
Twój śpiew piękny, nie zaprzeczę,
lecz nie jeden na tym świecie.

Ptak oniemiał, wiatru słowa,
zakończyła się rozmowa.
Kto to widział, nie do wiary,
że odezwał wiatr się stary.

Ciągle szumiał, coś szeleścił,
nagle wszystkim wnet obwieścił.
I tak w lesie jest afera,
że wiatr ptakiem poniewiera.

Bo się nie zna na muzyce,
trudno wietrze takie życie.
Ty kołyszesz gałęziami,
a ptak śpiewa między nami.

Każdy w życiu ma talenty,
trzeba tylko dać zachęty.
Bo jesteśmy wszyscy cudni,
ptak, i wiatr, i woda w studni.

P1100778
A tu zbliżenie na ptaszka

moja galeria – Amaryntowy Wojownik

„Amarynowy Wojownik” (2012), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Obraz namalowałam dla Ktosia. Nie jest taki, jak bym chciała żeby był.  Znaczy obraz, nie Ktosiu. Nie potrafię uchwycić tej siły, tego zdecydowania, tej lekkości. Widziałam to w sobie. Widziałam bardzo wyraźnie. Biały tygrys, spacerujący wewnątrz amaryntowego torusa. Spoglądałam w niebieskie oczy. Ujrzałam Wojownika.
Nie potrafię uchwycić pędzlem tej siły. Ale wspomnienie pozostanie. Na zawsze.

moja galeria – Stokrotka plazmatyczna

„Stokrotka plazmatyczna” (2012), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Nie umiałam namalować go dokładnie tak, jak widziałam w mojej wyobraźni, ale przynajmniej kolorystyka jest taka sama jak w mojej wizji. I co prawda torus wyszedł mi nieco mało torusowo. Ciężko jest bowiem uchwycić energię pedzlem. Ale przynajmniej stokrotka naprawdę się udała. Ulepiłam ja z masy plastycznej, a potem jak już dobrze wyschła przylepiłam pasta strukturalną do płótna. Na końcu nieco lekko pomalowałam i oto jest.

Stokrotka w zbliżeniu

moja galeria – Played-A-Live

„Played-A-Live” (2012), akryl na płótnie, 60 x 80 cm

Wyszperałam na szafie płótno pomalowane do połowy zgnitą zielenią. Nawet pamiętam co pierwotnie chciałam na nim namalować, ale to było chyba ze dwa lata temu. Jednak dwa lata temu we mnie wibrowały całkiem inne rzeczy. Teraz za to wciągnęłam czerowoną farbę i złotą pastę strukturalną. Założyłam na uszy słuchawki i zapodałam sobie niezłą dawkę energii:

Jednym słowem właśnie The Bongo Song zasponsorowało ten obraz.

moja galeria – Para anielskich skrzydeł

„Para anielskich skrzydeł” (2012), akryl na płótnie, 50 x 70 cm
Mam tylko jedno skrzydło
To prawie tak jak anioł
A Ty masz skrzydło drugie
Rośnie u Twoich ramion
Gdy staniesz przy mnie blisko
I mocno mnie przytulisz
Bez trudu popłyniemy
Prosto w wysokie chmury

Szczęśliwe chwile to motyle
Miłość wieczna tęsknota

Zatrzymamy się w locie
Nad szczytem i urwiskiem
I będziemy nad Ziemią
Nieziemskim zjawiskiem

To będzie nasza pierwsza
Komunia bez końca
Przytul mnie tylko mocno
Lecimy do słońca

Szczęśliwe chwile to motyle
Miłość wieczna tęsknota

Kora i Maanam – Anioł (Miłość to wieczna tęsknota)


Każdy z nas jest aniołem. Tylko na razie posiadamy po jednym skrzydle. Gdy przytulimy do serca drugiego człowieka, wtedy razem mamy dwoje skrzydeł. I możemy naprawdę się wznosić.
To taka przenosnia.

Miłość jest kluczem do wzniesienia.

moja galeria – Leśny portal

„Leśny portal” (2012), akryl na płótnie, 70 x 50 cm

Ten obraz jest wspomnieniem – ilustracją do jednego z moich snów. Takich wyjątkowych snów, które zapadają na zawsze w pamięci. Ten obraz stał się też niejako „pieczęcią” pewnej pięknej Przyjaźni.  Może i jest nieco mroczny w kolorach, ale za był i jest zwiastunem zmian. Potrzeba jedynie odwagi, by przed tymi zmianami nie uciekać, a przywitać je jak nowe wspaniałe szanse.

moja galeria – Mirolandia

„Mirolandia” (2012), akryl i pasta strukturalna na płótnie, 50 x 70 cm

Spirala ma dla mnie ostatnio szczególne znaczenie.
No i tak różne spiralowe obrazy tworzą się w mojej głowie. Tego dedykuję Mirze. Z podziękowaniami za wszystkie ciepłe energie jakie mi wysyła. Za cierpliwe tłumaczenie rzeczy dla mnie mało zrozumiałych, za łagodność, która pomaga mi odkryć swoją własną i za wspaniałą i delikatną motywację.


16 maja 2016

A tu Mirolandia 2. Namalowana na zamowienie. Niby to samo, a jednak nie tak samo.

111 - Mirolandia 2
„Mirolandia 2 ” (2016), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

moja galeria – Kosmiczny ogród

„Kosmiczny ogród” (2012), akryl na płótnie, 50 x 70 cm

Mój prawie najnowszy obraz. Prawie, bo wczoraj namalowałam kolejny, którego dziś pewnie dopieszczę.
Za to ten… no cóż.
Czasem pod powiekami widzę gwiazdy.
Czasem pod powiekami widzę kosmiczne ogrody.
Czasem pod powiekami widzę migawki z innego domu.

moja galeria – Kolory jesieni

„Kolory jesieni” (2012), akryl na drewnie

Jest właściwie środek zimy, a mnie wzięło na jesienne kolory. Zawsze uwielbiałam jesień. To taka pora roku, w której jest coś uwodzicielsko nostalgicznego. Trochę z zadumy, trochę z tęsknoty. No i te kolory…

Tym sposobem powstała też kolejna skrzyneczka z przegródkami. Motyw znowu podpatrzony z gazetki dla plastyków.

Samo malowanie sprawiło mi jak zawsze wiele frajdy. To były bardzo fajne chwile, mój bafkowy sposób na znalezienie harmonii i zwykłej radości z życia.

(zdęcie z mojego bloga na pingerze)

Liście przyklejone po wewnętrznej stronie wieczka to wykonane z MDF gotowe elementy. Można zakupić je w hobbystycznych sklepach dla plastyków. Dostępne są przeróżne kształty i wielkości. Do tej jesiennej skrzyneczki najbardziej spodobały mi się właśnie liście. Pomalowałam je na złoto, przybrudziłam nieco czernią. Są teraz naprawdę piękne.

(zdęcie z mojego bloga na pingerze)

moja galeria – Kontakt

9 - kontakt
„Kontakt” (2011), akryl i pasta strukturalna na płótnie, 50 x 70 cm

To tam na niebie co wygląda trochę jak grzyby, to oczywiście nie grzyby. To miasto tam na dole to moje miasto. Trochę koślawe wyszły te wieżowce, ale to akurat ma najmniejsze znaczenie. Znaczenie ma fakt, że właśnie mi grały w głowie takie klimaty

moja galeria – Pora na kawę

25 - espresso
„Espresso” (2009), akryl na płótnie, 40 x 40 cm
26 - cafe
„Cafe” (2009), akryl na płótnie, 40 x 40 cm

Jeśli chodzi o pasje, to mam takie fazy. Był czas, że jak szalona tylko pichciłam, wymyślając coraz to nowe dania. Teraz pichcić nie bardzo mam dla kogo (Kapsel chwilowo je poza domem, a chłopcy nie są na razie koneserami nowości kulinarnych), więc dla odmiany wciąż babram się farbami. Przy stole ozdabiam sobie skrzyneczki i szkatułki, a żeby nie popaść w nudę, to przy sztalugach maluję kolejne obrazy. Zanim wam jednak pokażę moje nowe malarskie twory, to może jeszcze nieco staroci.

Te dwa obrazy namalowałam już lata temu. I nie myślcie, że jestem aż taka zdolna. Oba motywy są kompletnie zwalone ze specjalnej do tego celu przeznaczonej gazetki. Tak naprawdę autorem tych obrazów jest Franz Heigl. Właściwie do kolekcji w gazetce były trzy: espresso, cafe i cappuccino. Ja pokusiłam się o namalowanie jedynie dwu pierwszych. Oba obrazy wiszą w naszej kuchni.

moja galeria – Oceania

Tym razem trzy obrazy w jednym.  No bo jedna była skrzyneczka, a w niej aż trzy obrazy. Malowanie tej skrzyneczki sprawiło mi naprawdę duzo radości. Miałam ostatnio trochę smutków, o których nie bardzo chciałam mówić. Miałam też wiele rzeczy do przemyślenia. Malowanie stało się najlepszym lekarstwem.
Na początku, kiedy jeszcze niezbyt miałam wizje co będę malować, po prostu przyglądałam się moim kolorowym farbom. I stwierdziłam, że niezwykle kojąco wpływają na mój umysł właśnie wszelkiego rodzaju błękity. Sięgnęłam zatem po cały zestaw różnych niebieskości, a w głowie zaraz zaczął pojawiać sie pomysł…

Skrzyneczka miała być najpierw w zamiarze taka jak pozostałe: z wnętrzem pełnym barw, ale tylko z jedym obrazem na wieczku.
Jednak wciągnął mnie ten ocean. W głowie pojawiało mi się coraz więcej pomysłów, coraz więcej obrazów. Szkoda, iż moje zdolności artystyczne są jednak ograniczone i nie mogłam namalować najpiękniejszych wizji. Ale powstało to, co powstało.

Może motyw bezludnej wysepki jest nieco kiczowaty, ale jednak ta kiczowatość mi tu kompletnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Wraz z wysepką pojawiały się w mojej głowie różne zwariowane fantazje o Robinsonach, Piętaszkach i Jack’ach. Musiałam się uśmiechać, gdy to malowałam.

„Oceania – bezludna wyspa” (2011), akryl na drewnie

A w środku skrzyneczki, tak jak w środku oceanu bawiące się delfiny. Znowu nieco kiczu, ale jakże wdzięcznego kiczu. Choć moje delfiny oprócz tego że są kiczowate, są nieco niewydarzone i każdy delfin by od razu rozpoznał, że bardzo upośledzone, to jednak mimo wszystko je lubię. Wiecie, że skóra delfina wcale nie jest gładka jakby się mogło wydawać, ale chropowata?

„Oceania – zabawa z delfinami” (2011), akryl na drewnie

I wreszcie to, co moim zdaniem jest najpiękniejsze. Piaszczysta plaża i fale liżące nasze stopy.
Odrobina marzenia uchwyconego farbami i pociągnięciem pędzla. Odrobina tego, co jest we mnie.

„Oceania – szum oceanu” (2011), akryl na drewnie

Małe przegródki w środku skrzyneczki pomalowałam różnymi odcieniami w kolorach oceanu. Od  ciemnego indygo, jaki panuje w głębinach, poprzez nieco kobaltowy kolor spokojnych wód na powierzchni, przez błękity i turkusy w lagunach i wreszcie złote piaski…

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

Motyw z delfinkami jest odgapiony z jakiegoś zdjęcia, reszta to już moje eksperymenty.

moja galeria – Wiosenny ogród

„Wiosenny ogród” (2011), akryl na drewnie

Dziś z rana wykończyłam całkowicie moją skrzyneczkę. Jest już wreszcie gotowa.
To kolejna z tych skrzyneczek, które przynoszą mi najwięcej satysfakcji. Nie obklejana serwetkami, a jedynie malowana.
Naprawdę nie wiecie ile radości sprawia mi takie tworzenie. Najpierw maluję tło, które na ostatecznym obrazie w ogóle jest niewidoczne. Ale to ono właśnie pozwala w obrazie uzyskać efekt głębi. Potem krok po kroku nakładam kolejne kolory. Powoli wyłaniają się kolejne szczegóły

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)

Tym razem skrzyneczka jest w wiosennych kolorach. Jak dla mnie właśnie ten cukierkowy róż nadał jej swego rodzaju romantycznej świeżości.
Jeszcze nie wiem czy zostanie u mnie, czy powędruje do kogoś. Ale wiem, ze naładowana jest samymi dobrymi energiami. Bo z każdym kolejnym szczegółem, z każdym kolejnym maźnięciem pędzla, wkładałam w tę pracę więcej ciepła.

No i w efekcie powstał taki wiosenny ogród. Trochę jak z bajki, a trochę jak z krainy marzeń.
Pomysł na motyw na wieczku niestety nie zrodził się całkowicie w mojej głowie, a podglądnęłam go w czasopiśmie dla malarzy – amatorów. Ale czy to takie ważne?
Dla mnie ważne, ze malowanie po raz kolejny naładowało mnie pozytywną energią i wypełniło radością.

(zdjęcie z mojego bloga na pingerze)